wtorek, 7 kwietnia 2015

001 Zamówienie | One Shot Fedemila "Więź"

   

  Parring: Fedemila  
 Zamawiający: Pozytywnie Zakręcona



 Dwudziestogodzinna jazda z Santa Fe do Buenos Aires okazała się niewyobrażalną katorgą dla osiemnastoletniej Ludmily Ferro, która w połowie drogi postanowiła uciec od rodziny w udawaną drzemkę. 
- Witajcie w Buenos Aires, w mieście, które totalnie zniszczy moje życie towarzyskie - wymamrotała młodsza siostra dziewczyny, gdy przekroczyli granicę miasta.
- Dosyć, Violetta ! - uciął tata siedzący za kierownicą nowego BMW X6
- Ale czy ty nie rozumiesz, że niszczysz mi życie? Co to w ogóle za idiotyczny pomysł z tą przeprowadzką ? - powiedziała znacząco i bardziej złośliwie 
- Uznałem, że to będzie dobre dla naszej rodziny. Nowy samochód, nowe miejsce zamieszkania, nowe życie - wyjaśnił German Ferro - czasem zmiany są dobre, a po naszych ostatnich problemach, wolałbym nie wracać już do Santa Fe. Wiem, że dla was obu jest to trudne. Dla mnie ta sytuacja też nie jest łatwa, ale jesteśmy rodziną i damy sobie radę
- Eeeeeeech ! - zajęczała młodsza Ferro i kopnęła w siedzenie, dając w ten sposób upust swojemu niezadowoleniu. - Po prostu nie mogę tego zrozumieć. Wiem, śmierć mamy była dla nas traumatyczna, ale to nie daje Ci powodu, żeby odgradzać nas od ludzi, którzy w Santa Fe są dla nas ważni 
- Vilu przestań - poprosiła z ciężkim westchnieniem Ludmila, najwyraźniej zmęczona niekończącą się dyskusją na ten sam temat - wszyscy skorzystamy na tej zmianie, zobaczysz. Nie chodzi tylko o śmierć mamy. Studio On Beat to jedna z najlepszych szkół muzycznych w całej Argentynie, a wszyscy wiemy jak bardzo kochasz śpiewać 
- W Santa Fe też są szkoły muzyczne - Violetta nie zwykła dawać za wygraną. Była szatynką o wręcz idealnej figurze i zawsze dostawała to czego chciała. Dziewczyna miała brązowe oczy matki jej idealnie gładką cerę oraz pełne słońca spojrzenie, a także jej naturalnie opaloną skórę. Wydatne kości policzkowe sprawiały wrażenie idealnie wyrzeźbionych, a długie falowane włosy olśniewały ciepłym kolorem. Ludmila była najlepszym dowodem na to, że w każdej rodzinie znajdzie się jakieś brzydkie kaczątko. Dziewczyna żyła w przekonaniu, że w szpitalu musiała zajść pomyłka, w wyniku której po urodzeniu niewłaściwa rodzina zabrała ją do domu. Właśnie dlatego starała się nie przywiązywać szczególnej uwagi do swojego wyglądu. Bo niby czym miałaby się przejmować? Wąski podbródek, drobne zęby i blond włosy. Matowe, bez odrobiny połysku. Jej w pełni sprawne, brązowe oczy bardzo sceptycznie patrzyły na świat. Dla samej Ludmily wygląd nie miał jakiegokolwiek znaczenia, dla niej najważniejszy był jej talent wokalny. Nauczyciele muzyki zawsze wychwalali nieskazitelnie czysty głos, który wręcz hipnotyzował i wywoływał u słuchaczy niewymuszone wzruszenie. 
Nagle blondynka poczuła gwałtowne zatrzymanie samochodu, które wyrzuciło ją w przód.
- A więc witajcie w nowym domu




   - Posłuchajcie dziewczynki potrzebowaliśmy nowego wyzwania. Santa Fe mocno trzymało nas w swoich szponach. Nadszedł czas na zmiany, bo w życiu chodzi o...
- Chcę umrzeć - dobiegł ich rozdzierający krzyk Violetty, wciąż siedzącej w samochodzie. 
- Ja też - wymamrotał pod nosem German 
Ludmila spojrzała na ojca. Gdy ich spojrzenia się spotkały, oboje wybuchnęli śmiechem. 
- Vilu, może damy ojcu odetchnąć i pójdziemy zwiedzić dom? 
Szatynka wyskoczyła z samochodu jak oparzona.
- Kto pierwszy na piętrze, ten bierze największy pokój ! - zawołała i pędem ruszyła w kierunku domu. 
Ludmila zachichotała na widok szczuplutkich nóg siostry poruszających się z zaskakującą prędkością, a po chwili popędziła w stronę domu. Zgrabnie omijając ciężarówki, pomachała na przywitanie mężczyznom, mocującym się z kanapą, po czym jednym skokiem pokonała dwa stopnie wiodące na ganek. 
- Ja chyba śnię ! - wydyszała, stając jak wrytana w progu przestrzennego domu. Ściany w środku miały ciepły, drewniany odcień. Schody również. Na tym tle wyróżniała się jedynie orzechowa podłoga i kamienny kominek. Wnętrze, ani trochę nie przypominało świątyni nowoczesności, w której Ludmila mieszkała w Santa Fe.
- Ratunku ! - zawołałaVioletta 
- Co jest? - zapytała starsza siostra rozglądając się po salonie
- Umieram, mam tylko dwie kreski zasięgu w tej jaskini 
- Serio ? - blondynka przewróciła oczami. Niby były siostrami, ale różniły się od siebie dosłownie wszystkim. 
- Dziwny ten dom no nie? - powiedziała 
- I to bardzo - wyszeptała Ludmila - Czuje, że już mi się podoba 
- Nic dziwnego, ty też jesteś dziwna. 




   Mimo wczesnej godziny Ludmila i Violetta postanowiły ruszyć na zwiedzianie uliczek Buenos Aires. Ku ich zdziwieni okolica wprost tętniła życiem. Obok nich gromadka dzieciaków szalała na rowerach, a zaledwie parę domów dalej jacyś wyjątkowo aktywni przystojniacy grali w piłkę nożną w jednym z ogródków. Ich wariactwa na trawie zdawały się tracić tempo, aż w końcu chłopcy zupełnie wstrzymali grę i tylko przyglądali się siostrom Ferro. 
- Czemu oni się tak na nas gapią? - wymamrotała Ludmila kącikiem ust 
- Faceci zawsze patrzą się na ładne dziewczyny - odpowiedziała Violetta, po czym uśmiechnęła się i zamachała do nich na przywitanie. 
- Przestań ! - syknęła blondynka i trzepnęła dziewczynę w ramię. 
- Wyluzuj- odparła ze śmiechem siostra
- Wszyscy patrzą na nas jak na idiotki - No i mają z tym trochę racji. Widziałaś się dzisiaj w lustrze ? - warknęła Violetta - po całej wyprawie nawet nie zmieniłaś bluzki 
Ludmile kusiło, żeby jej odpyskować, ale się powstrzymała. Nie zmieniło by to za wiele. Violetta zawsze uważała, że kluczem do sukcesu jest wygląd. Natomiast Ludmila zawsze wierzyła, że ludzie są odrobinę mniej płytcy w swoich ocenach. 
  Po leniwej przerwie na kawie latte w 
Starbucks' ie i obleceniu kilku sklepów odzieżowych, które zdaniem Violetty były " Passé " w końcu zrobiło się południe. Za pomocą mapy, którą kupiły w lokalnym kiosku i dzięki wskazówkom przechodniów dziewczyny odnalazły drogę do centrum miasta. 
- To miejsce, ani trochę nie jest warte mojego zachodu - zawołała Violetta wskazując na połyskujący zielenią park - Tyle czasu, tyle chodzenia, a to tylko park? Zabijcie mnie 
- Mmmm, czujesz to świeże powietrze? 
- Mmmm, czujesz ten brak normalnej cywilizacji? - parsknęła Violetta 
- Bardzo zabawne - odcięła się Ludmila, przewracając oczami 
- Nic tutaj nie jest zabawne, to wszystko to jakiś totalny koszmar - powiedziała wskazują na szereg drzew, zupełnie niczym ze starego horroru
- Chodziasz, może nie wszystko jest takie złe? - stwierdziła Violetta, wskazując na dwie pochłonięte rozmową postacie na ławce. - nieźli co nie? 
 Chłopcy siedzieli naprzeciwko siebie i zawzięcie o czymś dyskutowali. Jeden z nich szatyn z rozczochraną na każdą stronę czupryną co chwile zerkał w stronę Violetty swoimi zielonymi jak trawa oczami, natomiast jego kompan wyglądał jak rodem wyjęty z okładki czasopisma " Men's Health ". Posiadał idealne rysy twarzy. Pełne, malinowe usta. Mały, zgrabny nosek i duże, czekoladowe oczy, które przerzywały Ludmile na wylot. Jednak to nie oczy zwracały największą uwagę w jego wyglądzie, a mianowicie kilkunasto centymetrowa grzyweczka postawiona wysoko do góry. 
Ludmila zaczęła się pocić. Jej ciało natychmiast zapragnęło bliskości z nieznajomym. 
- Lepiej stąd chodźmy - powiedziała, łapiąc Violette za ramię. 
- Nie ma mowy. Oni to jedyna rozrywka jaka może spotkać nas w tym nudnawym mieście - zaprotestowała szatynka 
- Błagam ... 
 Było już za późno. Violetta zaczęła ciągnąć siostrę w stronę ławki. 
- Cześć, przystojniacy ! - zawołała, cała rozpromieniona. 
 Chłopcy spojrzeli na nią i zmierzyli wzrokiem od stóp, do głowy. 
- Widziałam jak na nas patrzyliście, z resztą co się dziwić jesteśmy śliczne - dodała zarzucając włosy do tyłu
- Nie wątpie w to. Ja i mój przyjaciel właśnie mieliśmy ruszyć tyłki i zagadać do was. Jednak zdobycz przyszła do nas sama - odparł zielonooki 
- Nazywam się Violetta 
- Ja mam na imię Leon, ale znajomi mówią do mnie " Boski " 
- Spokojnie, nikt tak do niego nie mówi. Ja jestem Federico 
- Ee.. miło mi... Ludmila - przedstawiła się z trudem , paląc się ze wstydu. 
- Mam nadzieje, że jesteście singlami. Bo inaczej po prostu sobie stąd pójdziemy
- Violetta, przestań ! - wyszeptała groźnym tonem blondynka 
- Spokojnie. Jeżeli miałbym dziewczyne, to na pewno nie marnowałbym czasu na was dwie - burknął niezadowolony Leon 
- Ty masz czelność mówić do mnie w ten sposób? Ja rozumiem, moja siostra nie wygląda za dobrze, ale Ja? Powinieneś cieszyć dupe, że postanowiłam zlitować się nad waszą dwójką i pojawić się w waszym towarzystwie. Poza tym wcale nie jesteś taki boski - w głosie Violetty pobrzmiewała złośliwa satysfakcja z wypowiadanych słów. 
- Hej, może odsuniemy się kawałek dalej i pozwolimy na spokojnie się im kłócić co? - wyszeptał Federico w stronę zmieszanej całą sytuacją Ludmily, na co ona tylko delikatnie skinęła głową na "tak". 
   Ludmila posłusznie podążała za Federico po krętych alejkach parku, nie mogąc przestać delektować się jego obecnością. 
- A więc skąd w ogóle jesteście? - spytał Federico, mierząc wzrokiem dziewczynę 
- Santa Fe - odparła niepewnie - przeprowadziliśmy się ze względu na śmierć naszej mamy 
- Świetny tekst na podryw 
- Wybacz, ale to szczera prawda 
 Ściągnięta do tej pory twarz Federico rozpromieniła się w uśmiechu jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki. Odważne wyznanie Ludmily sprawiło, że sam poczuł się pewniejszy 
- Słyszałeś może o szkole Studio OnBeat ? - spytała dziewczyna 
- Oczywiście, sam mam zaszczyt do niej uczęszczać - odparł, siadając na najbliższej ławce 
- Jak tam jest? 
- Jak dla mnie spoko. Jeżeli masz dobry głos, bogatych rodziców i potrafisz się wybić to na pewno dasz radę - odparł Federico, uśmiechając się trochę szerzej, niż powinien. 
- Czyli, że moja siostra doskonale się tam odnajdzie
- A ty? 
- Nie należe do tego typu ludzi. Ja i moja siostra różnimy się od siebie praktycznie wszystkim 
- Zauwarzyłem. Pewnie ona i mój przyjaciel zabijają się wzrokiem.Myślisz, że dobrze zrobiliśmy zostawiając ich samych? - spytał
- Myśle, że powinniśmy przynajmniej powiedzieć im gdzie idziemy
- Dobra wiesz co? Ja będę się zbierał. Może dasz mi swój numer co? - zaproponował chłopak miękkim głosem.
- Serio? - zdziwiła się Ludmila.
 Federico przytaknął, a po chwili wyjął telefon z kieszeni i podał dziewczynie w celu zapisania numeru.
Uważnie przyjrzała się mu jeszcze raz, po czym szybkimi ruchami palców na klawiaturze wystukała kilka cyfr.
- Proszę bardzo - powiedziała, wręczając Federico czarnego smatfona - a teraz leć, bo pewnie Leon Cię szuka
- Do zobaczenia - zamachał na pożegnanie, obrócił się plecami do niej i pospiesznie odszedł.  
 Ludmila uśmiechnęla się do oddalającej sylwetki chłopaka. Nagle poczuła się jak z brzydkiego kaczątka staje się pięknym łabędziem.





Od:551667889
Hej, tu Federico. Typek, którego poznałaś przedwczoraj w parku. Mam nadzieje, że jeszcze mnie pamiętasz.
Sorry, że pisze dopiero teraz, ale gdy Leon dowiedział się o tym, że dałaś mi swój numer to zaczął robić mi wykład na temat - DOSKONAŁEGO PODRYWU i kazał mi napisać dopiero dzisiaj. Zresztą niechciałem wyjść na nachalnego XD
25/07/2015 20:31

Do:551667889
Spokojnie! Chociaż muszę przyznać, że traciłam pomału nadzieje.
25/07/2015 20:34

Od:551667889
No co ty ! Nie zmarnowałbym takiej szansy.
25/07/2015 20:36

Do:551667889
Powinnam mieć wyrzuty do twojego kolegi. Przez niego musiałam wysłuchiwać swojej zdenerwowanej siostrzyczki nawijającej o nim bardzo nie ładne rzeczy :D
25/07/2015 20:39

Od:551667889
Liczyłem bardziej na stwierdzenie "Nie odpuściłbyś mnie? Ale z Ciebie słodziak", ale spoko taki scenariusz także przeżyje XD
25/07/2015 20:45

Do:551667889
Ależ ty słodki - pasuje Ci ? XD
25/07/2015 20:49

Od:551667889
Zapomniałaś dodać słowo "Przystojny", po słowie "słodki" słońce XD
25/07/2015 20:52

Do:551667889
Jedyne o czym mogłam zapomnieć jest słowo "narcyz" . Jakie słońce?
25/07/2015 20:54

Od:551667889
No tak, zapomniałem XD Blondynka XD
25/07/2015 21:09

Do:551667889
Słucham? Blondynka? Stereotypowiec !
25/07/2015 20:11

Od:551667889
Nie używaj słowa "Słucham". Nie przy mnie XD
25/07/2015 20:16

Do:551667889
Słucham? Xd
25/07/2015 20:19

Od:551667889
Nie mów słucham, bo cię wyrucham XD Ostrzegałem XD
25/07/2015 20:21

Do:551667889
Przegiąłeś...
25/07/2015 20:39

Od:551667889
No chyba się nie obrazisz? xD
25/07/2015 20:40

Od:551667889
Lu?
25/07/2015 20:56

Od:551667889
Przepraszam?
25/07/2015 21:35

Od:551667889
No błagam Cię odezwij się do mnie...
25/07/2015 22:54

Od:551667889
Przepraszam
25/07/2015 23:14

Od:551667889
Wybacz mi ! <Błaga>
26/07/2015 00:01

Od: 551667889
<Błaga na kolanach> ?
26/07/2015 01:32

Od:551667889
Dla twojej wiadomości też jestem zły!
Przez Ciebie nie śpie !
26/07/2015 02:43

Od:551667889
BARDZO ZŁY!!!
26/07/2015 03:56

Od:551667889
Dobranoc. Nadal zły Federico...
26/07/2015 04:51




 
  Nocne niebo przęcięła błyskawica. Głośny gmot przypominał odgłos wydawany przez wirujące łopaty śmigieł helikoptera.
Tur-Tur !
 Leżąca na kanapie Ludmila odsunęła się od swojej młodszej siostry i przypucnęła na skraju białej sofy. Wcisknęła PLAY i uśmiechnęła się do siebie na przeczytaną wiadomość w telefonie.

Od: 551667889
Wybacz mi, w końcu !
26/07/2015 22:11

 Sms brzmiał dokładnie tak, jak poprzednie. Co pół godziny Federico wysyłał jej taką samą wiadomość, z nadzieją, że udobrucha nimi zirytowaną Ludmile.
- Powiesz mi w końcu, kto tak natrętnie próbuje się z tobą skontaktować siostrzyczko? - zdziwiła się Violetta, odgarniając swoje długie, ciemne włosy z manierą modelki, reklamującej szampon do włosów.
- Nikt specjalny - wymamrotała Ludmila, unikając badawczego spojrzenia brązowych oczu siostry.
Tur-Tur !
Tur-Tur !
Tur-Tur !
Tur-Tur !
Tur-Tur !
Tur-Tur !
 - Istny spam ! Ktoś naprawdę musi Cię lubić. Czyżby to ten Włoch z którym trzy dni temu gadałaś w parku? Niezły przystojniaczek z niego. Jednak, za stary dla mnie. Możesz go sobie wziąść.
 Ludmila miała ochotę krzyknąć: "Nie musisz mi mówić, kogo mogę sobie brać ! ". Jednak powstrzymała się, ze względu na śpiącego w pokoju obok ojca.
- Skąd ty w ogóle wiesz, że jest włochem i skąd wiesz ile ma lat? - zapytała zmieszana blondynka
- Spotkałam się dzisiaj z tym kretynem Leonem. Rozmawialiśmy trochę. Podobno Federico chodzi dzisiaj jakiś zdesperowany i ciągle wypisuje do kogoś sms'y. Wiem też, że dałaś mu numer telefonu. Jestem z Ciebie dumna siostrzyczko. Tylko moim zdaniem... jest stary, ale jeżeli tobie nie przeszkadza jego wiek to spoko
- Ale co z jego wiekiem jest nie tak? Powiedział mi, że uczęszcza do Studia. Musi być jakoś w moim wieku może dwa lata starszy, ale więcej mu nie dam - stwierdziła Ludmila, poprawiając koszulkę.
- Tak! Uczęszcza do Studia, ale jako nauczyciel. Jest siedem lat starszy od Ciebie Lu !
Tur-Tur !
Tur-Tur !
  Ludmila poczuła dziwne uczucie przygnębienia. Osoba w, którą pokładała szanse na coś więcej, okazała się być dla niej zakazanym owocem. Szkoda tylko, że pokusa jest tak silna, a panienka Ferro nie ma ochoty rezygnować z doświadczeń jakie może zyskać przy pewnym siebie włochu.





Do: 551667889
Dlaczego nie powiedziałeś mi o swoim wieku? Powiedziałeś, że chodzisz do Studia... czyżbym miała uznać to za kłamstwo?
27/07/2015 00:08

Od:551667889
Odezwałaś się :D Sukces !
Co do wieku... czy cyferki mają znaczenie?
27/07/2015 00:09

Do:551667889
Same cyferki...nie ! Ale fakt, że będziesz moim nauczycielem szczerze mnie dobija...
27/07/2015 00:11

Od:551667889
Twoim wychowawcą !
Sprawdziłem to rano
27/07/2015 00:12

Do:Federico
Super... Ciekawe jak moi rodzice i rada szkoły zareagują na tekst o "wyruchaniu" XD
27/07/2015 00:15

Od:Federico
Wolałbym jednak, żeby nie wiedzieli...
A teraz na poważnie. Chciałbym Cię poznać... bliżej poznać. Wiem, różnica wieku, moja posada... to wszystko jest przeciwko nam. Ale jest coś w tobie. Mam nadzieje, że to przemyślisz.
27/07/2015 00:19

Do:Federico
A co reszta twoich uczennic dała Ci kosza Romeo?
27/07/2015 00:21

Od:Federico
Poczułem się urażony. Daj mi swój adres to jutro do Ciebie wpadne i pogadamy jak normalni ludzie co ty na to?
27/07/2015 00:34

Do:Federico
Cuchnie Pedofilem na wylot xD
 Avenida 9 de Julio 34
27/07/2015 00:38

Od:Federico
Dzięki -.- Wpadne napewno...
A teraz idę spać, tobie też to radzę. Wpadne o 10. Dobranoc księżniczko
27/07/2015 00:49

Do:Federico
Dobranoc. Do jutra
27/07/2015 00:51




 - Jesteś pewna, że chcesz zostać z nim sama ? - zawołała Violetta - Ty go nawet nie znasz, co jeżeli jest gwałcicielem? Najpierw będzie udawać słodkiego chłopaczka, a gdy tylko zostaniecie sami to zgwałci Cię i bezdusznie zabije, zaciągając twoje zmasakrowane ciało do najbliższego lasu, aby w nim dokonać rytuału...
- Violetta ! Czy ty, aby na pewno nie przesadzasz? - odparła Ludmila, wzdrygając się na samą myśl o wizji siostry.
- Dobra, jak chcesz. Ja wychodzę z tym pacanem Verdasem. Rozumiesz, że udało mu się mnie namówić na spotkanie? W każdym razie, zaraz się spóźnie więc wychodzę. Pamiętaj prawy sierpowy, lewy sierpowy, a jak zacznie się stawiać to kopnij go w jaja. Ciao ! - oznajmiła młodsza siostra, przeglądając się w lustrze. Jej mocno prześwitująca sukienka, luźno opadała na jej ciało, a czarne szpilki były idealnym wykończeniem.
- Idź już, bo twój książę nie będzie czekać - odparła Ludmila, parskając śmiechem
- Walić takiego księcia - rzuciła i już jej nie było. W miejscu, w którym stała jeszcze przed chwilą unosił się duszący zapach perfum Pure Poison od Diora.
    Leżąc na łóżku, Ludmila zaczęła bezmyślnie podrzucać i łapać małą, białą piłęczkę. Do spotkania z Federico zostało jej jeszcze pięć minut. Najgorsze pięć minut w jej życiu, przepęnionych niecierpliwością i strachem. Nie bała się jego, bała się decyzji jaka padnie z ust obojga po rozmowie, którą odbędą. Mimo krótkiej znajomości przyciągał ją do siebie. Pragnęła całować jego pełne usta, dotykać umięśnionego torsu i przytulać się do rozgrzanego ciała.
 Nagle po jej jasnym pokoju rozległ się dźwięk pukania do drzwi.
- O matko to ON ! - zdenerwowana krzyknęła trochę za głośno
- Liczyłem raczej na "proszę", ale to też daje mi uprawnienie, aby tam wejść - Federico chwycił za klamkę i wszedł do jej małego królestwa - całkiem ładnie się urządziłaś.
- Może jakieś "cześć" , albo coś w tym stylu? - zapytała, kompletnie ignorując jego komplement
- Yyy... Cześć?
- Dzień dobry proszę pana - odparła, robiąc krok w jego kierunku.
- To nie jest zabawne. A poza tym, twoja siostra zrobiła mi wykład na temat jakiś rytuałów na dole. Szczerze, nie wiem o czym mówiła, ale brzmiało poważnie - zaśmiał się Federico.
 Jego czekoladowe oczy pojaśniały na jej widok. Z kolei policzki Ludmily pokryły się rumieńcem. Dla obydwojga nowa sytuacja, była dość krempująca, jednak wcale im to nie przeszkadzało.
- Ee, no więc, eee.. - zaciął się Federico. Poprawił dłonią swoją grzyweczkę - Przyszedłem tutaj, aby wszystko Ci wytłumaczyć. Nie jestem pedofilem i nie mam zamiary urządzać jakiś scenek, nad twoim martwym ciałem. Chciałem Cię po prostu poznać ! Nigdy, nie zrobiłbym nikomu krzywdy, a już na pewno nie tobie !
- A to dlaczego? - Ludmila zaśmiała się złośliwie - dlaczego na pewno nie mi?
- Czemu miałbym krzywdzić osobę, która mogłaby wnieść, przynajmniej tak mi się wydaje, wiele ciepła do mojego życia ? - chłopak podszedł do niej zmniejszając tym, dzielącą ich odległość - Mogę wydać Ci się psychicznie chory, ale pięć minut rozmowy z tobą, w zupełności wystarczyło, abym poczuł więź z tobą. Wiem, to dziwne. W sumie ? Sam siebie nie rozumiem, nigdy się tak nie zachowywałem. Mam dwadzieścia pięć lat, a zachowuje się jak zakochany gówniarz. Nie chce wyznawać Ci miłości, bo okłamałbym i Ciebie i siebie, to uczucie nie jest jeszcze tym, ale wiem, że bardzo mi się podobasz i nie zrezygnuje póki Cię dobrze nie poznam.
 Ludmila poczuła, jak zalewa ją kolejna fala przyjemnego ciepła. Nie wiedzieć dlaczego, miała stu procentową pewność, że Federico doświadczył czegoś podobnego. Jeszcze nigdy, nie czuła się tak bezpiecznie przy niemalże obcym mężczyźnie .
Podeszła jeszcze bliżej niego. W jej przytulnym, jasnym i ciepłym pokoju, z miękkim dywanem pod stopami, złączyła ich usta w pocałunku, króry trwał... i trwał... i trwał.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Siemanko mordeczki <3
Tak o to, prezentuje się mój pierwszy One-Shot ....
Nie jest najlepiej, nie podoba mi się to, ale obiecałam jednej z komentatorek, że dodam to "coś" dzisiaj :)
A więc obietnicy dotrzymałam <3
Jeżeli chodzi o rozdzialik to powinien pojawić się jutro xd
POWINIEN ponieważ musze jechać do lekarza, którego umówionego mam na 18 i tym rujnuje mi plany...
Ale postaram się go dodać jutro XD


A TERAZ NAJWAŻNIEJSZE !!!

Czemu opublikowałam to dzisiaj ? A więc przyczyną jest 50.000 WYŚWIETLEŃ <3
DZIĘKUJE MORDECZKI <3

UZNAJE TO ZA SUKCES <3
Nie macie pojęcia, jak bardzo cieszy mnie fakt, że chętnie tu wracacie. Jestem szczęśliwa, gdy widzę, że podoba się wam to co wymyślamy razem z Mar, która zapewne też skacze z radości <3

Jednak główne podziękowania lecą do ... WSZYSTKICH, którzy zajrzeli tu i poświęcili swój cenny czas na przeczytanie tego wszystkiego co zostało opublikowane na blogu.
W niecałe PIĘĆ MIESIĘCY... nadal jestem w ciężkim szoku <3

Zaczynając bloga myślałam, że będę mieć może dwóch, góra czterech stałych czytelników, których z przyjemnością będę raczyć nextami.
Jednak spotkało mnie zaskoczenie, każde wasze pytanie "kiedy next?", "gdzie rozdział?" wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

DZIĘKUJE <3
KOCHAM WAS <3
POZDRAWIAM <3
Ola <3
























piątek, 3 kwietnia 2015

Chapter 25


~Francesca~ 

Marco jest taki kochany. Od pewnego czasu codziennie robi mi śniadanie i kolację. To do niego niepodobne, ale mimo wszystko podoba mi się to. Nie muszę harować, męczyć się i trudzić. Mój Misio chodzi na zakupy za mnie, a gotowanie idzie mu coraz lepiej. Mam na niego idealny wpływ. Teraz czekam na poranną kawę i świeżo pieczone francuskie rogaliki z czekoladą.
- Fran? Jaki masz grafik w tym tygodniu? - pyta podenerwowany.
- Spokojnie, ustaliłam sobie zajęcia na ludzkie godziny i spędzimy więcej czasu razem. O ile ty nie będziesz miał tych wszystkich treningów rugby, to w sobotę możemy trochę poszaleć - podchodzę do Marco i przytulam się do jego pleców. Doskonale wiem jak bardzo stara się powstrzymać przed rzuceniem mnie na kanapę i pieprzeniem pół dnia. Uwielbiam tak na niego działać. Niestety czas goni, a ja chcę jeszcze opowiedzieć mu coś co mega mnie zdenerwowało.
- Misiu, wiesz co mi się ostatnio przytrafiło? Przejęłam klasę zaawansowaną z języka włoskiego od tej blondyny Eleonore Smith. Już na drugich zajęciach widziałam, że coś jest nie tak z jedną uczennicą, ale to ignorowałam. W czwartek szeptała coś do swojej koleżaneczki to jej powiedziałam - nie do końca grzecznie, ale o tym Marco nie musi wiedzieć - żeby wstała i opowiedziała klasie o czym tak zawzięcie plotkuje. No i ona powiedziała, że jestem puszczalską dziwką i suką i nie powinno się dopuszczać takich pierdzielonych wariatek do pracy z młodzieżą. Dodała, że sieję terror w szkole i wyszła z zajęć, trzaskając drzwiami jak jakaś wściekła księżniczka.
Travelli ściska mnie mocno i tłumaczy, że to pewnie okres buntu i przejdzie tej dziewczynce. Dobrze, że jak zwykle nie domyśla się całej prawdy. W końcu skądś bierze się moja sukcesywność w pracy, ale na pewno nie z cierpliwości do uczniów. Lubię się tak bezpodstawnie pożalić się nad sobą. Po chwili Marco stawia przede mną pyszne śniadanko i pyta spokojnie:
- Cami przychodzi do nas w przyszły weekend? Trenerowi ubzdurało się, że mam obejrzeć zagrane przeze mnie mecze z ostatniego sezonu. To niby ma zwiększyć efektywność gry.  Może wpadnie na kawę czy coś to poplotkujecie, co? Nie chcę żebyś się nudziła jak będę oglądał samego siebie.
Nie mam pojęcia co powiedzieć. Nie mogę tak nagle zapragnąć zobaczyć tysięcznego meczu Marco, ale nie powiem też że mam dosyć Torres. Nie wiem jakim cudem przez te wszystkie lata od końca liceum nie znudziło jej się namawianie mnie do zmiany. Papla o tym za każdym razem gdy się widzimy. Rzygam tym, a Camila dalej trwa przy swoim. Nie wiem co mam robić. Jakbym jej kazała spierdalać to zwaliłoby mi się pół. Ostatecznie wybieram drogę, która zawsze działa. Teatralnie płaczę się na środku kuchni. Marco już o nic nie pyta tylko mocno mnie przytula. Opanowuję się i słucham bicia serca mojego Misia.
- Skarbie, musimy się zbierać. Jest późno, a chyba nie chcesz żeby trener mnie wykastrował za spóźnienie?

~Violetta~ 
Leniwie przecieram oczy. Na dworze jest już jasno, a Leon dalej śpi jak zabity. Osobiście twierdzę, że to przez za dużą ilość jedzenia, ale on upierałby się że nasze nocne zabawy tak go wyczerpują. No nie ważne. Mój książę z bajki też kiedyś musi wstać. Wpadam na pomysł, skoro tak grzecznie śpi to ja go tak samo grzecznie obudzę. Siadam na nim okrakiem i delikatnie muskam jego wargi swoimi. Czuję jak uśmiecha się po nosem. Zaczyna łapczywie oddawać pocałunki. Tu go mam. Szybko podnoszę się i ściągam z niego kołdrę.
- Skarbie, wstawaj! Spóźnimy się do pracy. Znaczy się, ty się spóźnisz bo ja mam do nadrobienia jakąś papierologię w domu. Kto w ogóle wymyślił, że architekt ma wypełniać dokumenty? - swoją wypowiedź kończę wychodząc z pokoju.
- Violu, goń do łazienki się szykować, a ja w tym czasie  upichcę coś niesamowitego. Masz jakieś konkretne życzenia? - Leon rusza sugestywnie brwiami.
- Tak. Mam jedno - mój kochany mężuś spogląda na mnie pytająco,a ja powoli i seksownie się do niego zbliżam. - Kotek, zrób babeczki malinowe z białą czekoladą. Widzę zawód w jego oczach, który po chwili zamienia się w iskierki radości. Biegnie do kuchni jak poparzony i krzyczy:
- Idź się szykować.
Chyba nie mam wyboru. Biorę prysznic, spłukując z siebie delikatny dotyk Leona. Przypominam sobie jak fatalne były początki naszej znajomości. Najpierw kłótnie, potem akcja z obozem. Na szczęście Ludmila wspierała mnie we wszystkim. No właśnie. Ludmila. Ani ja, ani Leon nie mamy z nią żadnego kontaktu. Razem uznaliśmy, że tak będzie lepiej. Początkowo Lu przychodziła co tydzień. Każde z nas płakało z tego samego powodu, ale wiedzieliśmy że to nic nie da. Leon przechodził depresję, a towarzystwo Ferro wszystko pogarszało. Teraz jest zdecydowanie lepiej. Może i się nie widujemy, ale stan mojego męża jest o niebo lepszy. Pomimo, że dalej tęskni za Federico to nie zmaga się już z chorobą. Oboje spełniamy się zawodowo. On szef kuchni, a ja znana pani architekt. Wychodzę z nagrzanego prysznica i szybko wycieram swoje ciało. Zakładam luźny dres. Kto bogatemu zabroni? A tak na serio, co się będę kisić w ciasnych ciuszkach skoro i tak zostaję w domu. Leon puka do drzwi i wchodzi do łazienki. Już chcę mu powiedzieć, że jestem jeszcze nieumalowana i potrzebuję dziesięciu minut na ogarnięcie, ale zamiast tego zaczynam się śmiać. Mój kochaś patrzy na mnie jak na idiotkę, a ja i tak dobrze wiem że on wie dlaczego się zacieszam. Leon stoi oparty o framugę drzwi w samych bokserkach z zarzuconym na to fartuchem z Superman’em. Kostium eksponuje wszystkie mięśnie bohatera, a jego gacie są tak ciasne, że normalny facet jęczałby z bólu. Podchodzę do Verdas’a, ściągam mu fartuch i rzucam go na podłogę. Całuję go namiętnie i szepczę prosto w usta:
- Nie musisz zakładać tego fartucha, żeby mi się podobać. Mimo to jeden punkt dla ciebie za rozśmieszenie mnie – nie pozwalam mu nic powiedzieć, zamykając jego usta kolejnym cudownym pocałunkiem. Ostatecznie z wielką niechęcią odrywam się od mojego Leosia i mówię:
- Skarbie, jesteś spóźniony do pracy.
- Skarbie, nie jestem spóźniony do pracy – odpowiada Leon, przedrzeźniając mnie. Patrzę na niego zdziwiona. Przecież jest prawie dziewiąta, a on ma na ósmą.
- Wziąłem urlop. Muszę pozałatwiać kilka spraw – uśmiecha się do mnie promiennie.
- W takim razie chodźmy zobaczyć co tam dobrego upichciłeś – chwytam go za rękę i ciągnę go kuchni. Razem jemy kolejne z wybitnych osiągnięć kulinarnych Leona. Nie wiem co to jest, ale ważne że nieziemsko pyszne. Rozmawiamy o dzisiejszym dniu. Ostatnio oboje jesteśmy zabiegani. On otwiera nową filię restauracji pod miastem, a ja mam milion zleceń. Ustalamy, że dzisiaj spędzimy miły wieczór z maratonem filmów. Oczywiście horrorów żebym miała pretekst do przytulania się do niego, a on do obejmowania mnie. Tak jak za dawnych czasów.

~Diego~

- Teraz musisz postarać się postawić drugą nogę, tak jakbyś chciał zrobić krok do przodu. To nie jest takie trudne. 
- Ludmila, nie jesteś na moim miejscu i nie wiesz przez co teraz przechodzę, więc daruj sobie te swoje mądrości - odpowiadam dość ostro mojej przyjaciółce. Rozumiem, że ona chce mi pomóc, ale w taki sposób tylko mnie denerwuje. 
- To nie ja pchałam Cię na wózek inwalidzki, możesz podziękować za tą "cudowną" zdolność swojemu kochanemu oprawcy, którego po całym zdarzeniu wcięło w pizdu - jej głos to mieszanka żalu, rozpaczy i złości w jednym. Zresztą jak zawsze kiedy mowa o panu "Mam was w dupie i wyjeżdżam gdzie tylko sobie zapragnę, bo nie potrafie zebrać się w sobie i jak człowiek porozmawiać o zaistniałym problemie, który mówiąc szczerze bardzo zranił moje uczucia "
- Przepraszam, nie powinnam w ogóle o nim wspominać. I mimo, że tęsknie za nim i chciałabym, żeby był obok to jest czubkiem, tak rozumiesz to? Jest czubkiem. Słyszałeś nazwałam go czubkiem? - dziewczyna uśmiecha się szeroko i patrzy na mnie z ekscytacją w oczach - nazwałam go źle. Pierwszy raz od jego wyjazdu. Jestem z siebie taka dumna. 
- Nie ekscytuj się tak, bo od boku wygląda to żenująco
- Czy ty zawsze musisz podcinać mi skrzydła? 
 - Przyjaciółko, nie mam pojęcia o czym ty do mnie mówisz - odpowiadam z niekrytą nutką sarkazmu 
- Jesteś kretynem 
- Niepełnosprawnym kretynem - poprawiam przyjaciółkę, która od razu spuszcza głowę w dół - Może zmieńmy temat. Myślisz, że jeszcze kiedyś będę mógł chodzić? - zadaje jej pytanie, mimo, że sam doskonale znam odpowiedź. Szanse, że będę mógł chodzić są nikłe. Bójka z Federico spowodowała połamanie nóg, zerwnie ścięgien i dość ważnych nerwów co uczyniło mnie niepełnosprawnym. Mimo wszystko i tak nie jest źle, gdyby nie Lu, która walczyła o moje życie z lekarzami najprawdopodobniej leżałbył teraz w grobie.
- Moim zdaniem dasz radę i udowodnisz tym zasranym doktorką na co Cię stać. 
- Dziękuje, że tak we mnie wierzysz. To naprawdę dużo dla mnie znaczy - kładę rękę na ramieniu przyjaciółki - Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Jesteś moją BFF 
- Tak to zdecydowanie najlepsze określenie naszych relacji - Najlepsi przyjaciele na zawsze, kilka lat temu byłem gotowy zrobić wszystko, żeby tylko skraść klucz do jej serca, a teraz stoje bezradny i widzę ją w zupełnie innej roli. Po tym wszystkim uznałem, że kocham ją, ale nie w ten sposób. Mogę nazwać ją kompanką, siostrą i towarzyszką, ale nigdy nie nazwałbym jej "miłością swojego życia" . Szkoda tylko, że zorientowałem się o tym tak późno, gdyby nie moje wahania to wszystko byłoby dobrze, a co najważniejsze Ludmila nie żyłaby moim kłamstwem. Nadal nie powiedziałem jej, że przy naszym pocałunku nazywała mnie Federem. Źle mi z tym, ale wydaje mi się, że nie powinniśmy wracać już do przeszłości, która nie ma już zbyt wielkiego znaczenia. 
- A tak w ogóle, to jak idzie Ci z tym twoim nowym boyfriendem? Rayanem tak? - blondynka delikatnie kiwa głową na "tak", jednak po jej minie sądze, że będzie kolejnym wybrakowanym elementem jej życia 
- Rayan to nie moja bajka 
- Czemu? Jest przystojnym włochem, o grzyweczce wysoko postawionej na żel, na dodatek uwielbia literaturę angielską i pisze poematy, którego z punktów twojego "idealnego mężczyzny" nie spełnia?
- Jest delikatny w łóżku, nie lubi dawać klapsów w pupę i ma małego penisa, te trzy argumenty w zupełności mi wystarczają - normalna osoba na moim miejscu wybuchła by jej śmiechem w twarz, ale ja niestety przerabiam ten scenariusz już poraz setny
- No tak, normalne dziewczyny pragną w związku być kochane, a ty od związku oczekujesz dominacji swojego partnera w łóżku, poza tym porównywanie facetów do Pasquarelliego nie pomoże Ci w znalezieniu miłości swojego życia.
- Diego przepraszam za określenie, ale chuj Ci do tego. Federico jest moim ideałem i chce mieć przy sobie kogoś takiego jak on.
- Masz chore podejście - no dobra, to przeze mnie ona cierpi, to przeze mnie porównuje ich wszystkich do siebie i to przeze mnie jest sama, ale to Federico wyjechał i nie mogę się za to obwiniać. Cholera jasna, zaprzeczam sam sobie.
Nagle po pomieszczeniu rozlega się huk drzwi, no tak w końcu znajdujemy się w szpitalu, a w takim miejscu ludzie nie mają za grosz prywatności. Do pokoju wchodzi mój gówny lekarz, który pomaga mi w rehabilitacjach pan Jackson Hanks, jest jednym najlepszych w swoim fachu, kolejna zasługa Lu, ściągnęła go dla mnie ze Stanów.
- Pani Ferro, mógłbym prosić panią o wyjście? - zwraca się do blondynki, na co ta żegna się ze mnią i spełnia polecenie doktora.
- A więc panie Hernandez mam dwie wieści. Dobrą i złą. Którą, chciałby usłyszeć pan jako pierwszą?
- Dobrą - mężczyzna zerka na mnie spod swoich firmowych Ray Banów
- Za jakiś tydzień będę mógł wypisać pana do domu, jedynym warunkiem jest to, że zamieszka pan z opiekunem, a w tej roli widzę tylko panienkę Ferro. Oczywiście, jeżeli wyrazi zgodę nad opieką nad panem
. - A zła?
- Dalsze rehabilitacje będą zbędnę, z pana niepełnosprawnością nie da się zrobić już nic.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejoł <3

Wiem, pewnie dostane OPIERDOL za kolejny "skok" w przyszłość, ale to była ostatnia tak podróż. Teraz czas będzie leciał normalnie :)

W NEXCIE SPODZIEWAJCIE SIĘ POWROTU PEWNEJ POSTACI :D

WY JUŻ WIECIE O KIM MOWA <3

POZDRAWIAJĄ WAS

OLA I MAR <3


poniedziałek, 30 marca 2015

Wszystkiego najlepszego Olu!



Kochana Olu, nie wiem od czego zacząć żeby głupio nie zabrzmiało, więc zacznę od początku. Bardzo, ale to bardzo dziękuję Ci za możliwość współpracy z Tobą. Dajesz mi możliwość przeżywania każdego komentarza i oczekiwania na Twoją część rozdziału, ale nie o tym chciałam tu pisać.
Dzisiaj masz 16 urodziny, więc tak jak (zgaduję) wiele osób, chcę złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia. Nie znamy się zbyt długo, ale przez ten czas stałaś się kimś bardzo ważnym w moim życiu. Mam nadzieję, że zostaniesz w nim na dłużej (spokojnie, to nie są oświadczyny). Kochana, życzę Ci (oprócz zdrowia, szczęścia, pomyślności):
- uśmiechu na pół twarzy (jak banan)
- częstszych spotkań z Ruggem, niech uśmiecha się tylko do Ciebie (no dobra, czasem też do innych, bo jego wszystkie żony mogłyby być zazdrosne i Cię staranować)
- tekstów, od których nie mogę przestać się śmiać (jak ostatnia sytuacja z Cande)
- cudownych rozdziałów (pisz tak dalej, a potnę się mydłem w płynie z zazdrości o talent)
- spotkania ze mną
- udanego sierpniowego spotkania z przystojniakiem i jego cudownymi oczami 
- żebyś cudownie mówiła po włosku i mnie kiedyś nauczyła
- spełnienia najskrytszych (i tych mniej skrytych) marzeń
Na koniec mam jeszcze jedno życzenie. Bądź z nami jak najdłużej się da. Dawaj nam powody do płaczu, śmiechu i refleksji. Naprawdę, jedyne co teraz mogę napisać to: Dziękuję za to, że jesteś! Myślę, że nie tylko ja jestem za to wdzięczna.

Twoja Mar :*




niedziela, 29 marca 2015

Chapter 24



~Francesca~ 

Jestem taka szczęśliwa. Nie wiem jakim cudem mogłam mieć jakieś wątpliwości czy coś. Teraz jestem w stu procentach pewna, że dobrze wybrałam. Marco jest mega mega kochany, słodki, nie szczędzi dla mnie kasy. Zawsze mnie broni, staje po mojej stronie. Tak jak wtedy, gdy ostatnio jedna z dziewczyn z naszego roku wywaliła się o moje nogi. No bo jak można tak nie uważać i plątać się koło takiej gwiazdy jak ja? Wkurzyłam się na maxa. Każdy wie, że mnie się nie tyka. No i ostatecznie zgniotłam jej dłoń ostrym obcasem. Poskarżyła się Marco, który podszedł do nas. On jest na szczęście taki cudownie naiwny, że tylko szepnął do mnie, przygryzając płatek mojego ucha "Nie przejmuj się nią, skarbie. Kocham cię". Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Odkąd zaczęłam spotykać się z moim misiem, układy cheerleaderskie nie stanowią dla mnie problemu. Tyle osiągnęłam w tym roku. Nie mam pojęcia co jest lepsze: chodzenie z Travellim czy wyrzucenie Lary z drużyny. Szybko wykopałam ją ze stanowiska kapitana, a że nikt mi się nie sprzeciwił to przejęłam to stanowisko. Baroni przeszkadzała mi w tym składzie, więc wyprawiłam ją z kwitkiem. Teraz jest zdecydowanie lepiej. Już dzisiaj jest zakończenie roku szkolnego. Muszę wyglądać cudownie, żeby wszyscy padli z wrażenia. Zakładam na siebie czarną koronkową sukienkę z wyciętymi plecami. Do tego czarne szpileczki z czerwonym spodem. Dwunastocentymetrowe chyba wystarczą. Jeszcze makijaż i fryzura, ale to za chwilę. Ktoś wchodzi do pokoju. Camila Torres. Ostatnio w kółko zawraca mi dupę. 
- Fran, pomożesz mi dobrać dodatki? Nie mogę się zdecydować - mówi to tak niepewnie jakbym miała ją zaraz ugryźć. W sumie to jest w tym trochę racji. Jej towarzystwo potwornie mnie drażni. Jeszcze do tego te prośby. Istna masakra!
- Nie! Torres, radź sobie sama. Jak nie wiesz co założyć na siebie to idź na to zakończenie nago, tylko nie plącz mi się pod nogami - ile można wysłuchiwać jej pojękiwań o bezinteresowną pomoc. Nie sobie dziewczyna sama radzi. Oczy Camili szklą się niebezpiecznie, ale mnie to nie rusza. Moja koleżaneczka zaczyna drzeć się nie wiadomo o co. - Wiesz? Chciałabym odzyskać dawną Fran. Tę Francescę, która nosiła sukienki w groszki, była nieśmiała, miła i zakochana w Diego!
Po tych słowach wybiega zalana łzami. Dobrze, że była nieumalowana bo by jej się tusz rozmazał. Bawi mnie jej upór. Ogólnie Camila zachowuje się jak jakaś milutka dziewczynka, która nie rozumie dlaczego zabrali jej lalkę. Powinna dorosnąć. Zrozumieć, że takie jest życie. Śmieję się cicho. Chociaż ja przejrzałam na oczy. Ktoś puka do drzwi. Nie mam ochoty z nikim się widzieć, ale odpowiadam "Wejdź". Do pokoju zagląda Marco już ubrany w idealnie dopasowany garnitur. Jaki on przystojny. - Coś się stało? Widziałem jak Cami wybiega cała zapłakana. Nie dało rady jej zatrzymać.  - Tak? Naprawdę? Nie była u mnie. Nic nie wiedziałam. Widocznie musiało się coś stać, ale teraz zostawmy ją w spokoju. Potem z nią pogadam - ostatnie słowa wypowiadam prosto w jego usta. Całuję go jak tylko najlepiej potrafię. Uśmiecha się. Teraz mam pewność, że nie wypyta mnie o nic więcej.

 ~Leon~

Federico zniknął kilka miesięcy temu, a ja dalej mam wrażenie, że obudzę się i go zobaczę. Pobijemy się. Ugotuję mu coś. On przeczyta mi kolejny wiersz, który napisał z myślą o Ludmile. Prawie nie wychodzę z pokoju. Co jakiś czas jednak muszę się pokazywać. Gra pozorów. Na półce leży mała karteczka wypisana niekształtnym pismem lekarza psychiatry. Podobno mam depresję, ale ja im nie wierzę. Kurwa, przecież wszystko było tak dobrze. Wszyscy w szczęśliwych związkach, miłość, przyjaźń, ptaszki ćwierkają. Tak było na początku września. Spieprzyłem wszystko. Zupełnie wszystko. Gdyby nie ja, on dalej by tu siedział. Może byłby z Ferro, ale nie. Ja stanąłem po stronie przyjaciółki zamiast kumpla. Przecież on też cierpiał. Też mógł nienawidzić siebie i Lu za to co się stało. Nie okazywałem mu wystarczającego wsparcia. Gdyby nie ja, wszystko byłoby dobrze. A tak to Pasquarelli szwenda się nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co. Może jest teraz mega głodny i spragniony, a może pławi się w luksusach i niczego mu nie brakuje. Może właśnie teraz myśli o nas, naszej paczce i chce wrócić, ale coś go powstrzymuje... Może tym czymś jest fakt, że nie żyje? W końcu przez te wszystkie miesiące nikt go nie znalazł. Nie mamy pewności czy dalej oddycha. Z jego temperamentem to nie zdziwiłbym się gdyby teraz konał na Saharze. A powinien być tu z nami. Kończyć kolejny rok szkolny. Wnerwiać się, że zawalił matmę, cieszyć z celującego z angielskiego i oblewać huczne zwycięstwo drużyny rugby. Szkoda, że wcale nie było takie huczne. Federico wyjechał. Diego dalej jest w śpiączce. Ja na treningach pojawiałem się spontanicznie. Ledwo przerznęliśmy pod wodzą Marco. Szkoda, że on też się zmienił. Biorę z komody nasze wspólne zdjęcie z Fede. On i jego metrowa grzyweczka zajmują prawie cały kawałek papieru. Pamiętam dzień, w którym je zrobiliśmy. Wtedy nie było jeszcze problemów. Byliśmy szczęśliwi... Łzy ciurkiem lecą mi z oczu. Już nie mogę, nie mogę bez niego wytrzymać! Ktoś bezczelnie wchodzi do pokoju, a przecież nikt nie ma tu wstępu. To Violetta. Siada koło mnie i zaczyna szeptać pocieszające słowa. W normalnej chwili uznałbym to za idealną sytuację do pocałowania jej, ale teraz potrzebuję samotności. Ona tego nie rozumie. Zawsze przychodzi w niewłaściwym momencie. Castillo kładzie mi dłoń na ramieniu. Strącam ją i podchodzę do okna. Wyglądam przez nie, a właściwie wpatruję się w niewidoczny punkt na niebie. Nie odwracając się mówię do Violetty:
- Chce być sam – mimo, że jej nie widzę, czuję to. Pragnie mi coś powiedzieć, ale moja oschłość skutecznie ją ucisza. 

~Ludmila~

Kolejny stracony dzień na siedzeniu przy Diego w szpitalu. Mimo upływu czasu nie obudził się, ciosy które dostał od MOJEGO Federico, były poważniejsze niż myślałam. Naszczęście jego stan nadal jest stabilny, co chodziasz troszkę mnie uszczęśliwia. Wiem, że to wszystko to moja wina, wiem, że gdyby nie moje wkroczenie do ich świata to nadal byliby szczęśliwymi przyjaciółmi, cieszącymi się ze wspólnie obchodzonego zakończenia roku. Niestety przeze mnie pokłócili się, stracili do siebie zaufanie, a na koniec rozstali , przecięłam gruby sznur symbolizujący ich przyjaźń, który już nigdy może nie związać ich z powrotem. 
Po moim policzku spływa pierwsza tego dnia, samotna łza, którą szybko wycieram kciukiem. 
Lekarze nie zwracają swojej uwagi na Hernandeza, twierdzą, że jest "warzywem", które nie przeżyje. Gówno prawda, Diego jest silnym facetem, wierze w poprawe jego stanu i powrót do "świata żywych". Czasem nawet z nim rozmawiam, przepraszam go za siebie i za Fede, który do tej pory nie postawił swojej nogi w szpitalu. Boli mnie to, każdego dnia zastanawiam się gdzie jest i co robi? Czy myśli o mnie... o nas? Czy kocha mnie jeszcze? Czy żałuje tego, że zostawił Leon, bez słowa wyjaśnienia? Czy kiedykolwiek będzie w stanie wybaczyć mi to, co zrobiłam? I czy tęskni za mną? 
Bo ja, tęsknie za nim codziennie, brakuje mi go. Dziś oddałabym wszystko za jego uroczy uśmiech, chamskie zachowanie i romantyczne wiersze, które dostawałam codziennie razem z bukietem czerwonych róż. Nie mogę przestać o nim myśleć, nie mogę o nim zapomnieć. Leon popadł w depresje, z resztą nie ma co się dziwić, stracił go, mimo tego, że zawsze był przy nim i okazywał mu wsparcie... stracił brata, którego naprawdę kochał. Przez to wszystko cierpi jego związek z Vils. Moja przyjaciółka codziennie płacze po nocach, ponieważ Verdas stał się dla niej dość oschły i zmienił swoje zachowanie w stosunku do nas dwóch. Przestał rozwijać swoją pasje związaną z gotowaniem, w sumie cały czas siedzi w pokoju i nie daje oznak życia. Martwie się o niego, jego rodzice postanowili nawet wysłać go do psychiatry... Moje rozmyślania przerywa pikanie sprzętu medycznego, zerkam na łóżko na, którym leży Diego, chłopak ma silne drgawki. Jak szalona zrywam się z krzesła i biegnę do najbliższego pokoju w, którym przebywają lekarze. Niestety niespotykam ani jednej żywej duszy, nie wiem co robić kurwa mać, gdzie podziali się Ci pieprzeni medycy? Jak mała dziewczynka siadam na środku holu i wydzieram się o pomoc, nie wiem co robić. 
-Kurwa pomóżcie mu - krzycze najgłośniej jak potrafię - błagam, pomóżcie mu. 
Nigdy tak bardzo się nie bałam. On nie może zginąć, nie przeze mnie. 
-Przepraszam, co się stało? - podnoszę wzrok na osobę stojącą obok. Młody szatyn, z grzywką postawioną wysoko do góry, TAKĄ SAMĄ JAK JEGO. Ubrany w biały kitel posyła mi pytające spojrzenie
-Ratujcie mojego przyjaciela, błagam 
- Jak się nazywa pacjent i w której sali przebywa? - po tonie jego głosu mogę uznać, że jest zdenerwowany.
- Diego Hernandez, sala ... - 
-Przykro nam, jemu nie da się już pomóc. - przerywa mi, a przez moje serce przechodzi kolejny cios. 
ZABIŁAM GO. 

~~~~~~~~~

Witamy <3 

Dziś niestety dość krótko, ponieważ z Mar musiałyśmy skończyć pierwszą cześć opowiadania. Następny rozdział zacznie drugą połowę <3 


JAKO, ŻE JUTRO MAM URODZINY TO SZYKUJE DLA WAS NIESPODZIANKE <3 

POZDRAWIAJĄ WAS 
Ola i Mar <3 


poniedziałek, 23 marca 2015

Chapter 23



~Federico~

Złość i duma to jedyne uczucia jakie towarzyszą mi podczas samotnej wędrówki po mieście. Nie mam ochoty wracać do domu, po całej sytuacji z Diego jedyne o czym myśle to wrzucenie się pod pierwszy lepszy samochód... odechciewa mi się żyć kiedy przypominam sobie wczorajszy wieczór. Dlaczego ona mi to zrobiła? Starałem się. Dawałem z siebie wszystko, czasem byłem zakichanym romantykiem, a czasem prymitywnym gnojem. Podobno dawałem jej tyle szczęścia, gdybym tylko wiedział co robie nie tak, gdyby tylko powiedziała mi co mam w sobie zmienić, to zrobiłbym to, wtedy nie musiałaby szukać pocieszenia w ramionach innego. Czy naprawde byłem, aż taki zły? Cholera jasna, do mojej głowy ciśnie się masa pytań, jednak brak odpowiedzi zostawia mnie w nieprzyjemnej nie wiedzy, co wcale mi się nie podoba. 
Cały czas idę prosto, nie mam obranego kierunku drogi, po prostu udaje się w miejsce do, którego poniosą mnie nogi. Jedyne co ze sobą mam to torba sportowa, która w sumie towarzyszy mi zawsze. Mam w niej sterte zapisanych kartek, mase złamanych ołówków i kupkę wspomniej jaka towarzyszyła mi podczas pisania każdego wiersza o... o NIEJ. O Ludmile. Kurwa, czy ja naprawdę nie potrafię myśleć o niczym innym. Dla mnie ta dziewczyna jest już skończona, jest dla mnie nikim... i kogo ja się staram oszukać? To oczywiste kocham tę zdzire, ale zrobiła coś niewybaczalnego i spisała nas na strate swoim debilnym zachowaniem.
Może i się nad sobą użalam, może i widzę tylko jej błędy i nie pozwalam wytłumaczyć się i dojść do słowa, ale kurwa, gdybym ja zachował się podobnie i przespał na przykład z Torres to byłbym największym chujem na świecie, który też nie miałby prawa głosu, bo zachciało mu się pić i ruchać, Fuck logic. Jednak nie, teraz wszyscy klęczą nad Ludmilą, ponieważ zerwałem z nią w "brutalny" sposób. Kurwa, ja też potrzebuje wsparcia i pomocy, to ja cierpie teraz najbardziej, może i brzmi to egoistycznie, ale taka jest prawda. 
Przez chwile zatrzymuje się i patrze na miejsce do którego przybyłem. Ten sam park, to samo miejsce, ta sama ławka... dlaczego akurat tutaj? To właśnie tu zaczęliśmy być razem, to właśnie tu wszystko się zaczęło. 

~ -Gdzie ty byłeś Fede?
-Zaraz pogadamy, daj mi złapać oddech
Mimo, że jestem zawodnikiem Ruggby, to zmęczyłem się jak głupi stres, bieg i zdezorientowanie potrafią wykończyć człowieka. Mój oddech po mału stabilizuje się i uspokaja, a więc czas zabrać się do roboty. Wstaje z ławki i klękam przed Lu, albo teraz, albo nigdy.
-Ludmilo Ferro, jesteś wszystkim czego potrzebuje do życia, kocham Cię i chce, abyś była w moim życiu zawsze. Może to głupie, ale muszę Cię o to zapytać. Czy zechcesz zostać moją...
-Federico, nie mogę za Ciebie wyjść w tak młodym wieku
-...Dziewczyną?
Zawstydzona blondi patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi, bursztynowymi oczkami, po czym wbija się w moje usta. Nie potrzebuje innej odpowiedzi, wiem że pocałunkiem wyraziła swoją opinie na ten temat. Dotyk jej ust, sprawia że czuje się jak nowo narodzony.
-To dla Ciebie
Podaje Lu czekoladki w kształcie dużego serca, dziewczyna patrzy przez chwile na biały napis na pudełku, po czym śmiało odpowiada
-Ja Ciebie też Federico~ 

Gdybym tylko wiedział, jak to wszystko się skończy to nigdy nie pozwoliłbym sobie na takie starania. Nigdy nie dbałbym o nią i omijał jak ogień wody. Myślałem, że ona jest inna, że mnie nie zrani, że nie będzie tak jak moja matka, która wbija mi nóż w plecy przy najbliższej okazji... a jednak okazała się być gorsza. 
Podchodzę do starej, drewnianej ławki i delikatnie na niej siadam. Chwytam swoją torbę i zwinnym ruchem ją otwieram w celu znalezienia butelki z wodą, mam nadzieje że jeden łyk oczyści moje myśli i pozwoli mi choć na chwile odetchnąć. Przegrzebuje się przez stertę śmieci, a moją uwagę przykłuwa kolorowy materiał, co to kurwa jest? Sięgam ręką po niego , a moim oczom ukazuje się cieniutka, różowa koszuleczka... jej piżama. 

~ Przegrzebuje całą walizkę i widzę w niej samą bieliznę, nie żebym narzekał, bo dziewczyna idealnie trafiła w mój gust, ale to jednak nie tego szukałem. Zamykam ją i otwieram następną... BINGO! 
Wyciągam pięć kompletów piżam i wrzucam je do swojej torby sportowej, kiedy będę wychodził na trening, wyrzuce je do pierwszego lepszego kubła na śmieci.~

Uśmiecham się sam do siebie. Zapomniałem tego wszystkiego wyrzucić, cały czas nosiłem je ze sobą, jestem kompletnym idiotą, a co jeżeli by się zorientowała? Co jeżeli zajrzała by do torby i natrafiła na nie ? Domyśliłaby się, że spiskuje przeciwko niej i napewno się wkurwiła. W sumie przez to wszystko zapomniałem o swoim planie... miałem ją rozkochać, wyruchać i zostawić... szkoda tylko, że to ona "wyruchała" mnie. Tak, skazała mnie na porażkę, zrobiła mnie w chuja. Zachciało mi się miłości kurwa, chciałem, żeby ktoś dał mi troskę, opiekę i sam chciałem ją dawać. Przeliczyłem się, cholernie się przeliczyłem i zawiodłem. A miało być tak pięknie. Nie Pasquarelli STOP, w tej chwili muszę o niej zapomnieć. Muszę zdać sobie sprawę z tego, że już jej nie ma i nigdy nie będzie. 
Chowam koszulkę z powrotem i sprawnym ruchem zapinam torbę, wstaje z ławki, a moje nogi znowu prowadzą mnie do zapewne dobrze znanego mi miejsca. Mijam kilka sklepów i kolorowy bilboard Milki, moje serce boli coraz bardziej, wszystkie wspomnienia z tego "pięknego" dnia wracają do mnie, mimo, że próbuje powstrzymać je z całych swoich sił. Jednak to nie reklama sprawia mi największą przykrość. Stawiam kilka kroków w kierunku tak dobrze znanej mi kwiaciarni "Flowers&Roses". Podchodzę do cieniusieńkiej szyby i wraca do mnie to co kiedyś sprawiało mi przyjemność. 

~ Łagodne promienie słońca padają na kawałek białej kartki, którą za moment ozdobi moje pismo. Co o godzinie 6:09 robie w kwiaciarni?
To proste, kupuje jedne z najpiękniejszych róż, po to, żeby zaobaczyć uśmiech na twarzy Lu.
Zamykam oczy i wyobrażam sobie nasze wspólnie spędzone chwile przez te wszystkie lata. Od ciągnięcia ją za warkocz w pierwszej klasie, przez podstawianie nogi i oblewanie napojem w drugiej, aż do teraz, do kłótni, które łamią mi serce każdego dnia na nowo.~

Dlaczego?Dlaczego?Dlaczego? Dlaczego?Dlaczego?Dlaczego? 
Czemu ona mi to zrobiła? Czemu to, aż tak boli? Próbuje być silny, ale łzy splywające mi po policzkach zdradzają moje prawdziwe uczucia. 
Jestem załamany i nie potrafie zrobić z tym kompletnie nic. 
Roztrzęsiony siadam na środku chodnika, chowam twarz w dłonie i zaczynam płakać. Nie zwracam uwagi na ludzi, którzy patrzą na mnie jak na idiotę, po prostu daje upust moim emocjom. Nie potrafie o niej zapomnieć, napewno nie tutaj... muszę zniknąć... nie mogę zostać dłużej w Londynie... muszę odejść. 



~Leon~

Od dłuższego czasu siedzę z Violettą i Ludmilą na szpitalnym korytarzu. Krzesła wrzynają się nam w tyłki, ale nie ruszamy się ani o krok. Co chwilę zerkam na zegarek, mając wrażenie, że te cholerne wskazówki nie ruszają się nawet o milimetr. Za każdym razem kiedy jakiś lekarz przechodzi koło nas próbuję go zatrzymać, ale oni jakby spiskowali przeciwko nam. Zupełna olewka na moje pytania. Gdyby nie fakt, że Hernandez jest w nienajlepszym stanie, to zbulwersowałbym się na te wszystkie pielęgniarki. Żadna nie ulega mojej ślicznej buźce. Nawet się do mnie nie odwraca. Ale nie o tym teraz. Nie wiemy co się dzieje z Diego. Kompletne i okrągłe zero. Lu płacze i szepcze jakieś niezrozumiałe słowa. Z Vilu jest tylko trochę lepiej, próbuje uspokoić Ludmi. Tylko ja w pełni zachowuję spokój. To mnie przypada rola rozeznania się w sytuacji. Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Wstaję i biegnę za jednym z doktorków.
- Proszę pana, to ważne. W jakim stanie jest Diego Hernandez? - wreszcie udaje mi się o to zapytać.
- A kim pan jest dla pana Hernandeza?
- Bratem - odpowiadam bez namysłu. W końcu kiedyś byliśmy jak bracia. To się chyba liczy, co nie? Lekarz przez chwilę patrzy się na mnie dziwnym wzrokiem, ale w końcu mówi:
- Stan pacjenta jest stabilny, niestety ciągle pozostaje nieprzytomny - doktor odchodzi kawałek ode mnie i nagle się odwraca. Szybko z powrotem staje koło mnie. Wydaje się być przejęty sprawą Diego w porównaniu do jego kolegów.
 - A jaka jest przyczyna pobicia pana Hernandeza? - No i co ja mam niby powiedzieć? Nie mogę wydać Federa bo pójdzie za to do pierdla, a co gorsze wkurzy się na mnie tak, że zostanie po mnie  jedynie palec u stopy. Już otwieram usta by szasnąć jakimś mało ambitnym tekstem, gdy czuję na plecach dotyk czyjejś drobnej dłoni.
- Znaleźliśmy Diego na ulicy, niedaleko internatu. Leżał na ziemi cały pobity. Przenieśliśmy go do domu. Tak zobaczyliśmy, że jest z nim naprawdę źle i zadzwoniliśmy po pogotowie – Viola kłamie jak z nut i jestem jej za to bardzo wdzięczny. Mam tylko nadzieję, że nie zabrniemy w tym wszystkim zbyt daleko. Lekarz bierze głęboki oddech. Widać, że wierzy w każde słowo Violetty. Pociera zmęczone oczy i mówi już w pełni profesjonalnym głosem.
- Powinni państwo udać się z tym na policję. Nie można takich spraw lekceważyć. Osoba, która pobiła pana Hernandeza może stanowić potencjalne zagrożenie dla otoczenia – doktor patrzy na zegarek i kontynuuje. – Przepraszam was bardzo, ale muszę iść do innych pacjentów. Przemyślcie zgłoszenie tego pobicia gdzie trzeba. Chwytam Violę za rękę i idziemy w stronę załamanej Ludmi. Nie wygląda zbyt dobrze. Musi strasznie to wszystko przeżywać. W końcu chłopak, którego kocha wyzwał ją od najgorszych i z nią zerwał, a ona nie wie dlaczego bo nic nie pamięta. Do tego ten sam Włoch pobił na jej oczach kolesia, który zawinił w całej sprawie. Teraz pewnie nie wie co ma czuć i takie tam. Nie chciałbym być na jej miejscu. W każdym bądź razie Viola kuca przed Ludmilą i pyta cichutko, że sam ledwo słyszę:
- Lu, co się tak naprawdę stało? Dlaczego Diego jest teraz w takim stanie, co? - Ferro bierze głęboki oddech i ociera wierzchem dłoni pojedyncze łzy.
- Poszłam do Diego żeby się dowiedzieć od niego co się dokładnie wydarzyło. On powiedział mi, że mnie kocha i w ogóle wtedy wieczorem nie mógł się oprzeć bo tak... – Lu głośno przełyka ślinę – podniecił go mój wygląd. Podobno byłam napalona i bardzo tego chciałam. Rozmawialiśmy o Pasquarellim. On się do mnie niebezpiecznie zbliżył i wtedy wszedł Federico. Krzyczał, że go zabije. Bił Diego tak, że mi samej kręciło się w głowie. Zawołałam Leona. Dalszą część historii jest wam znana.

 ~Francesca~ 
Jestem już niedaleko kawiarni, w której umówiłam się z Marco. Tak się cieszę, że jakaś masakra. Gdyby nie te szpilki na nogach to skakałabym jak dziecko. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale muszę się ogarnąć. Inaczej Travelli może uznać mnie za jakąś wariatkę. A tego nie chcę. W każdym bądź razie wchodzę do tej małej kawiarenki. Od razu zauważam Marco, siedzące przy jednym ze stolików. Gdy jestem już blisko wstaje i odsuwa mi krzesło. Jaki gentelmen z niego.
- Hej – mój bardzo inteligentny tekst.
- Cześć. Ślicznie wyglądasz, wiesz? – czy to ma być podryw czy mi się wydaje. Dobra, nie wiem, ale można się poprzekomarzać.
- Tak? Naprawdę?
- Naprawdę. Wyglądasz powalająco. Bardzo dobrze wpłynęła na ciebie ta metamorfoza. 
- Dziękuję – dlaczego rumienię się jak głupia? No nie ważne. Zostałam wybawiona przez kelnerkę, która zebrała od nas zamówienia. Teraz gadamy już na normalniejsze tematy niż mój atrakcyjny wygląd.
- Jak tam podoba ci się w szkole w tym roku, co? 
- W sumie to sporo się dzieje, ale nie narzekam. Mogło być o wiele gorzej – odpowiadam wymijająco. – A tobie jak się podoba?
- Mega, jak zwykle. W sumie to pomijając naukę to ten internat jest takim kurortem wypoczynkowym. Siłownia, baseny, boisko. Oprócz małych spięć w drużynie to rok zapowiada się dosyć przyjemnie – czy on właśnie puścił do mnie oczko? Nie, Fran zdawało ci się.
- To świetnie. Ja też się świetnie bawię w tym roku. Wiesz, treningi cheerleaderskie i w ogóle. Póki co uczę się tych wszystkich układów, ale idzie mi coraz lepiej...
- Może wystąpisz na meczu na oficjalne rozpoczęcie sezonu? Myślę, że nie będzie z tym problemu. Jesteś tak zdolna, że zaraz załapiesz o co chodzi w tych wszystkich piramidach, gwiazdach, saltach i co tam jeszcze robią cheerleaderki. 
- Bez przesady – uśmiecham się delikatnie.
- Wcale nie przesadzam, Fran. Tak w ogóle mówił ci ktoś jakie masz śliczne oczy? Nigdy wcześniej tego nie widziałem. Naprawdę wyjątkowe – teraz to są już serio otwarcie mówione komplementy. Co dziwne, wcale mi nie przeszkadzają. To takie miłe jak ktoś mówi mi takie rzeczy. Już dawno, nikt nie prawił mi komplementów. Zapomniałam jak to jest przyjemnie. Patrzę tępo na Marco, który opowiada mi trochę o sobie. Okazuje się, że jest trochę inny niż myślałam. Słucham go uważnie, chłonę każde słowo. Jest taki cudny. Szkoda tylko, że ma dziewczynę i jest tu ze mną tylko jako koleżanką. Jestem jakaś głupia. Trzeba być mną żeby nie wyciszyć telefonu na takie spotkanie. Dźwięk przychodzącego sms’a rozchodzi się po kawiarni. Szybko wyciszam powiadomienia, uśmiecham się do Marco i mówię krótkie „Przepraszam”.
- Sprawdź chociaż od kogo. Może to coś ważnego – nie sposób mu odmówić. Wyciągam komórkę jeszcze raz. Na ekranie widzę małą kopertę, a obok niej napis „numer nieznany”.

Od: Numer nieznany

Fran, był „mały” wypadek i Diego wylądował w szpitalu. Jest w dosyć ciężkim stanie. Mimo wszystko chcę żebyś o tym wiedziała. Leon Verdas.

6/09/2015 16:34

- I co? Coś ważnego?
- Nie, nie. To tylko operator sieci – uśmiecham się. – O czym przed chwilą mówiłeś?
- O tym jak złamałem rękę na pierwszym treningu rugby. Jak wróciłem do domu mama powiedziała, że już nigdy nie zagram...

~~~~~~~~~~~

No hejoł <3 

Jak tam u was? Co sądzicie o rozdziale? Jeżeli macie jakieś pytania do postaci, to możecie zadać je w zakładce "Zapytaj bohatera". 
Dziękuje wam za wszystko <3 

Pozdrawiamy i kochamy 

Ola i Mar <3