sobota, 20 czerwca 2015
Chapter 33
~Francesca~
Za wszelką cenę chcę pomóc Diego, nie mogę go tak zostawić w tym klubie. Byliśmy przyjaciółmi, znajomymi, a teraz jestem jego nauczycielką - to chyba wystarczy jako powód mojego zachowania. Proszę kilku gości o podniesienie Hernadeza na lekko poturbowany wózek inwalidzki. Na szczęście ogarniają sytuację i wykonują moją prośbę. Wyprowadzam półprzytomnego Diego przed budynek i zamawiam taksówkę. Czekam na nią dobre piętnaście minut, trzymają dłoń na ramieniu kolegi. Chyba mogę go tak określić. W sumie to sama nie wiem jak obecnie wygląda sytuacja między nami. Dobra, teraz to nie ważne. Kierowca taksówki wpakowuje Diego na tylne siedzenie, nie zadając zbędnych pytań. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna.
- To gdzie panienkę zawieźć?
Szczerze powiedziawszy nie mam zielonego pojęcia gdzie obecnie mieszka Hernandez. Znaczy się, mówił że z Ferro, ale i tak nie znam dokładnego adresu. Szybko analizuję całą, fatalną sytuację i już pewniejszym głosem mówię:
- Do najbliższego hotelu o normalnym standardzie.
Taksówkarz kiwa głową i rusza przed siebie. Przez całą drogę panuje niezręczna cisza, ale na szczęście wcale tak długo nie jedziemy. Po półgodzinnej męce z załatwianiem pokoju i dotransportowaniem tam Hernandeza mogę chwilę odpocząć. Przez chwilę zbieram się w sobie by zmoczyć ręczniki i obłożyć nimi opuchniętego Diego. Po umywalką w łazience znajduję wodę utlenioną, więc przemywam nią kilka ran pod prawym okiem i na dłoni, w której pewnie trzymał szklankę. Hernandez cały czas coś mamrocze, ale staram się to ignorować. Poszłam do klubu żeby się napić i odreagować, a nie żeby ratować dupę byłemu przyjacielowi, który, o ironio, jest moim uczniem. Zdenerwowana wchodzę do łazienki. Opieram się o blat, przeglądając w lustrze. Całkiem nieźle wyglądam jak na nieciekawą noc. Ochlapuję twarz zimną wodą i postanawiam się przewietrzyć. Gdy wychodzę z łazienki Diego śpi jak zabity, jak dla mnie cudownie. Łapię kartkę i długopis z logo hotelu i sprawnie zapisuję co powinien zrobić się obudzi, a mnie nie będzie. Nie myśląc dużo wybiegam z pokoju hotelowego prosto na deszcz. Idealnie. Właśnie tego potrzebowałam. Nagle rozlega się przenikliwy dźwięk mojego telefonu. Chroniąc ekran przed kompletnym zamoczeniem, odczytuję "Marco". W moich myślach pojawia się tysiąc przekleństw, po których odebrałam połączenie.
- Fran! Gdzie ty jesteś?!? Martwię się. Dzwoniłem do twojego szefa, do Camili, zajrzałem do szkoły. W telewizji huczy o wypadkach przez deszcz.
- Zmieniły mi się plany - do oczu napływają mi łzy. Sama nie wiem dlaczego.
- Do jasnej cholery. Mogłaś zadzwonić - Marco puszczają nerwy. Przez chwilę pomiędzy nami panuje niezręczna cisza. Słyszę jak uspokaja oddech.
- Gdzie jesteś? Przyjadę po ciebie?
- Nie przyjeżdżaj. Wszystko w porządku. Wrócę rano. Idź spać.
- Nie pieprz. Wiem, że mnie zdradzasz. Kto to? - łzy ciekną mi po policzkach. Wiem, że prawda już nic nie da, bo jak by to zabrzmiało? "Jestem bezpieczna. Wyszłam z hotelu żeby się przewietrzyć. Czeka tam na mnie Diego Hernandez. Uratowałam mu życie w klubie nocnym". Cudownie!
- Rozumiem. Nie. Nie rozumiem. Leć do swojego pieprzonego kochanka. Może on zaspokoi twoje popierdolone potrzeby. Ja już nie mam na to siły.
Marco się rozłącza, a ja siedzę zapłakana i przemoknięta do suchej nitki na jednej z wystaw sklepowych. Jednego nie rozumiem: Gdzie podział się mój cudowny i kochający chłopak?
~Federico~
-A pamiętasz jak w drugiej klasie podstawiłem Ci nogę, jak szłaś na stołówce i przewróciłaś się na tego kolesia, od którego tak strasznie śmierdziało potem? - rozbawiony pytam Lu, na co ta zakłada ręce na piersi i odwróca się napięcie plecami do mnie.
- Ach! Wiedziałam, że zrobiłeś to specjalnie idioto
- Kochanie, nie denerwuj się na mnie - robię swoją ulubioną minę zbitego psiaka, to zawsze działa na kobiety.
- Wiesz jak bardzo bolała mnie kostka? Nie mogłam chodzić na zajęcia przez dwa tygodnie, wiesz jaka to była dla mnie udręka Pasquarelli - wściekła syczy moje nazwisko przez zęby.
- Po nazwisku, to po pysku - ups, wymsknęło mi się !
- Och, masz szczęście, że to było tak dawno temu. Z resztą, ja też nie byłam wobec Ciebie uczciwa - ostatnie zdanie szczepczę jakby bała się, że gdy je usłysze to... zaraz, zaraz.
- Jak to, nie byłaś uczciwa? Co mi zrobiłaś larwo?
Ludmila uśmiecha się parszywie, po czym wyjawia największą tajemnice mojego życia.
- W pierwszej klasie to nie Leon obciął Ci grzywkę, to Ja ci ją ścięłam
Wybucham, dosłownie wybucham. To ja cały czas oskarżałem o to Verdasa, a ta ni z gruszki, ni z pietruszki wyjawia mi, że to ona. No kurwa, musiałem chodzić łysy przez cały rok szkolny, czułem się upokorzony i w sumię zemściłem się za to na Leonie wlewając mu do ulubionych butów zupę pomidorową z puszki. Biedny, nieszczęśliwy, bez podstawnie ukarany Verdas.
- Dlaczego ty to zrobiłaś? Płakałem jak głupi kiedy się obudziłem
Blondynka wybucha śmiechem, a ja gotuję się ze złości. No jak tak można? Czuje się zraniony.
Po chwili Lu poważnieje i siada naprzeciwko mnie. W moim tymczasowym pokoju hotelowym nie ma zbyt wiele miejsca, aby usiąść na krzesłach więc musieliśmy rozłożyć się na łóżku, co nie zbyt podobało się wielkiej pani minister. No cóż, poradziłem sobię na polu walki, poradzę sobię również w piętnastometrowym metrażu.
- Naprawdę wróciłeś tu tylko z przymusu? - w jej oczach dostrzegam mieszankę smutku i radości, rozczarowania i dumy, ciekawości i braku chęci na usłyszenie mojej odpowiedzi, cholera Pasquarelli nie powiedz niczego głupiego.
- Nie. Wróciłem, ponieważ przemyślałem wszystko i doszedłem do wniosku, że jestem w stanie wybaczyć Ci to co zrobiłaś z Hernandezem
- Ty jesteś mi w stanie wybaczyć? - pyta rozdrażniona - to chyba ja powinnam wybaczać Ci tą nieobecność
- No chyba nie! Gdyby nie twoja niewierność, to wszystko byłoby dobrze. Ja bym nie wyjechała, a ty nie musiałabyś mnie przepraszać - no i właśnie o palnięcie czegoś takiego mi chodziło, kurde powinienem to wcześniej przemyśleć.
Miłość mojego życia patrzy na mnie jak na wieśniaka orającego pole zimową nocą.
- Ty chyba nie wiesz co mówisz Federico
- Wiem - nie, nie wiem, Lu nie wierz mi błagam, gdybym tak teraz zaczął myśleć na głos, to zdołał bym uratować całą tą sytuacje, ale duma mi na to nie pozwala, muszę dalej iść w zapartę.
- Po pierwsze nie mów do mnie tym tonem Fede, a po drugie masz racje. Przepraszam. Popełniłam błąd, ale uwierz mi, nie pamiętam nic z tam tej nocy. Upiłam się do nieprzytomności. Nie wiedziałam gdzie jestem i co robię. Zraniłam Cię, zraniłam nas, ale uwierz mi ja naprawdę nie wiedziałam co robię - w jej oczach zagościły łzy, żałowała, ale kurwa, nie tylko ona jest tu winowajcą.
- A może Diego chciał Cię wykorzystać?
- Czy Ciebie już do reszty pojebało? Diego nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił! Jest świetnym facetem, a nie jakąś świnią, która rżnie wszystko co popadnie - no i znowu charakterek pani Ferro postanowił się zmienić. Och ! Bedę miał z nią przerąbane w przyszłości. Przez chwilę nawet zastanawiam się czy nie powiedzieć jej o moim wcześniejszym spotkaniu z nim, ale lepiej będzie jak on sam się jej do tego przyzna. A zrobi to choćbym miał pochlastać mu tą głupią mordę jeszcze raz.
- Dobrze, przepraszam. Nie chciałem tak powiedzieć, po prostu jestem ociupinkę zły, że tak go bronisz, ale to przez zazdrość. Powinnaś zrozumieć
Dziewczyna głośno wzdycha, po czym delikatnie się do mnie uśmiecha.
- Zazdrosny? Naprawdę jesteś zazdrosny? Muszę to sobie zapisać - wywracam oczami, cholera i teraz nie da mi spokoju.
- Zawsze byłem zazdrosny, o dziwo zawsze o Hernandeza
- O Diego? Dlaczego o niego? Ja i on to tylko przyjaciele, nie ma między nami niczego więcej - ty się jeszcze pytasz dlaczego ! Przyjaciel się nie całują ! Kurwa, czy ona czasem myśli zanim coś powie?
- Wiedział, że jestem w tobie szaleńczo zakochany - na twarzy Lu pojawiają się dwa urocze rumieńce, aż miło popatrzeć - mimo to, był w stanie zrobić wszystko, aby mi Cię odebrać. Zakochał się w tobie. Miał w dupie to, że uganiałem się za tobą od trzech lat, że zależało mi jak cholera. Chciał Cię mieć, ale ja też pragnąłem twojej bliskości. W końcu udało mi się zdobyć twoje serce, jednak ta jebana szuja znowu wszystko zniszczyła
- Jesteście kwita, on dzięki tobie siedzi na wózku, a ze szpitala wyszedł kilka tygodni temu - czyli to jednak moja wina, zasalutowałbym sobie, ale Ludmila by mnie zabiła.
- Oj, przykro mi - nie potrafie powiedzieć nic więcej, w sumie mam w dupie to co się z nim dzieje.
- Chce, żebyś wiedział, że nigdy nie zależało mi na nikim innym. Mimo, że na początku Cię nie lubiłam, to przy bliższym poznaniu przekonałam się jak cudownym człowiekiem jesteś. W moim sercu, nie ma miejsca na nikogo innego- Lu przybliża się do mnie i siada okrakiem na moich kolanach. O cholerka! - i teraz mam zamiar Ci to udowodnić.
Chwilę później złącza nasze usta w namiętnym pocałunku. Jedną rękę wplata w moje włosy, a drugą zaczyna rozpinać guzinki w mojej koszuli. I mimo, że jestem strasznie napalony, a pocałunek jest po prostu cholernie zajebisty, to muszę to przerwać.
- Lu, nie ! - zdezorientowana posyła mi pytające spojrzenie - chcę, aby nasz seks był wyjątkowy. W wyjątkowym miejscu, o wyjątkowym czasie. Nie musisz mi nic udawadniać, wierze w każde twoje słowo kochanie - sam się sobie dziwie, ale ja naprawdę nie chcę robić nic pochopnie , chce udowodnić jej, że mi zależy.
- Hmmm, przepraszam. Myślałam, że...
- Ciiii - przykładam jej palec do ust - przestać gadać, pocałuj mnie w końcu.
Nasze usta poraz trzeci tego dnia znajdują wspólny rytm. Czuje się cudownie. Mam swoją księżniczkę przy sobie. Do szczęścia nie brakuje mi już nic.
- Zamieszkaj u mnie - blondynka szepcze między kolejnymi pocałunkami.
- Chcesz tego, Lu?
- Pragnę, abyś był przy mnie. Poza tym ten metraż nie jest dla Ciebie - uśmiecham się pod nosem.
- Chętnie z tobą zamieszkam Kochanie
- Kocham Cię
- Ja Ciebie też - całuje ją, a w mojej głowię echem roznosi się tylko jedno pytanie "Jak szybko ja i Hernandez się pozabijamy?".
~Diego~
Budzę się kompletnie obolały i skacowany. Potrzebuję dłuższej, serio mega długiej chwili na przypomnienie sobie ostatnich wydarzeń. Gdy już wszystko do mnie wraca rozglądam się za moją wybawczynią, Francescą. Dostrzegam zapisaną kartkę na pokaźnej szafce nocnej i z niemałym trudem sięgam po nią. Cauviglia kształtnymi literami nauczycielki włoskiego pisze, że poszła się przewietrzyć i postara się wrócić jak najszybciej się da. Poinformowała również recepcjonistkę, że pewnie będę potrzebował leków przeciwbólowych i mam dzwonić z telefonu hotelowego tak jakbym chciał zamówić jedzenie. Nie spiesząc się, proszę o te cholerne proszki. Niedługo po tym łykam je i za wszelką cenę próbuję znowu usnąć. Przed oczyma ciągle mam obrazy Fran z lekcji włoskiego, Fran z lat dzieciństwa, Fran ze szkoły i Francesci ratującej mnie w klubie. W jednej chwili dociera do mnie, że nie czuję potrzeby informowania Ludmili o zaistniałej sytuacji. Ostatnio ciągle mnie ignoruje, już nie cieszymy się swoim towarzystwem jak dawniej, za czasów mojego pobytu w szpitalu. Wręcz czuję między nami dystans, jakąś granicę czy mur chiński nie pozwalającą nam być takimi przyjaciółmi jak dawniej. W zamian za nią w moich myślach gości Francesca. Nie widzieliśmy się przez tyle lat. Wyładniała. To muszę przyznać. Chociaż jak tak dłużej pomyślę to zawsze była całkiem ładna. Jak podczas naszego pierwszego i za razem ostatniego pocałunku. To było tak dawno. Zaraz mi łeb rozniesie. Kurwa, zachciało mi się chodzić do klubów. Mniejsza o to, teraz pytanie za ile przyjdzie Cauviglia, bo bez niej nie ruszę się z tego hotelu. W końcu paraliż kończyn dolnych nie pozwala mi, od tak, wstać i wyjść.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc jest rozdział <3
Co tu dłużej mówić, zostawiajcie opinie wkomach <3
Przypominam wam jeszcze o konkursie <3
Pozdrawiają was Ola i Mer <3
Ola zaczyna się denerwować !
Tytuł mówi sam za siebie. Czemu tak ostro? No, bo kiedy widzę taki komentarz od jednego kochanego anonimka to chuj mnie strzela:
Anonimowy19 czerwca 2015 18:07
Wiesz co "Ola"? Nie mam zamiaru już czytać twojego bloga! Nie szanujesz swoich czytelników i karzeż im czekać na marnę! Dowidzenia -,-
Kurwa, czy ja mam na czole napisane MASZYNA? Nie wydaje mi się -.-
A więc kochany, szanujący czyjąś pracę anonimku szczerze Ci powiem gówno mnie obchodzi, że nie będziesz czytać bloga.
Czy wam się kurwa wydaje, że to wszystko jest takie łatwe?
Obecnie kończe gimnazjum, mamy koniec roku szkolnego i do tej pory brakowało mi czasu. Rozdział pojawi się dzisiaj jak tylko Maravillosa prześle mi swoją część.
Ostatnio pracuje również nad One Shot'ami, rozdziałami specjalnymi (pierwszy przeczytacie we wtorek) i następnym opowiadaniem, abyście potem nie narzekali, że nie ma rozdziałów, ale jak widać wysilam się na marne.
Nie które blogerki, nie dodają nic miesiącami. Mi zdarzyło się nie dodać rozdziału dwa tygodnie i nasłuchuje się od kogoś, że nie szanuje czytelników.
Czy to opowiadanie jest, aż tak boskie, że nie potraficie wytrzymać z ciekawości? Uzależnia was kurwa? Nie rozumiem takich ludzi.
Nie wiem czy zauważyliście, ale na blogu jest taki dodatek nazwany "TERMINARZ", jeżeli chcecie wiedzieć kiedy będzie rozdział to polecam tam zajrzeć.
Rozumiem, ja też mam blogi, które uwielbiam czytać i nie mogę się doczekać kiedy tylko blogerka/bloger doda nowy rozdział, ale bez przesady -.-
Przepraszam, za uniesienie się, ale czasami niektóre osoby potrafią podnieść ciśnienie do takiego stopnia -.-
Pozdrawiam
Ola
sobota, 13 czerwca 2015
001| Miniaturka Fedemila ,,Widzę twoją twarz"
Widzę twoją twarz,
Roześmiane oczy, w których zawsze na mój widok dwie iskierki rozpoczynają swój szalony taniec.
Ciepły uśmiech, który skleja moje złamane serce.
Lekko zadarty nosek, którym zawsze przejeżdżasz po mojej szyji, aby rozpalić między nami płomyk pożądania.
Twoje rysy, wszystkie idealne.
Podchodzisz do mnie i siadasz obok.
Nie mówisz nic.
Milczysz
Federico co się dzieje? Zrobiłam coś źle?
Wypytuje Cię o powód twojego dziwnego zachowania, lecz ty nadal siedzisz cicho, pogrążony we własnym świecie.
Nie kochasz mnie już Federico? Chcesz odejść? Wyduś z siebie cokolwiek!
Po kilku minutach w bezruchu, wstajesz z kanapy i klękasz przede mną.
Federico, czy ty właśnie... oświadczasz mi się?
Rzucam Ci się w ramiona. Moje serce zaczyna bić szybciej, jestem na prawdę szczęśliwa. I mimo, że ciągle milczysz, to rozumiem to. W tej sytuacji słowa nie są potrzebne. Ważne są czyny i uczucie, które właśnie związuje nas ze sobą grubym sznurem, już na zawsze.
Z kieszeni wyjmujesz pierścionek, zakładasz mi go na palec, już czuje się jak pani Pasquarelli.
Wstajesz i wychodzisz z pokoju.
Idę za tobą.
Niestety, znikasz mi z pola widzenia.
Nie ma Cię.
Pod wieczór znowu się pojawiasz.
Podchodzisz do mnie i nieśmiało dotykasz dłoni.
Nie czuje tego.
Nie czuje twojego dotyku Federico.
Co się dzieję?
Tak bardzo pragnę twojej bliskości, twojego ciepła i twojej miłości.
Nie chcę, żebyś znikał.
Nie chcę, żebyś odchodził.
Chcę Cię czuć!
Wstajesz, zostawiasz mnie.
Znowu.
Po raz trzeci tego dnia pojawiasz się w kącie mojego pokoju.
Wyglądasz cudownie na tle brudnych, popękanych ścian.
Stoich i milczysz.
Cisza rośnie wookół nas.
Nawet nie pamiętam już jak brzmi twój głos.
Dlaczego Federico?
Najpierw dajesz mi coś pięknego i padasz na kolana, a potem jesteś taki zimny i oschły.
Nie rozumiem Cię.
Tak bardzo pragnę naszego szczęścia Federico.
Przecież Cię kocham.
Zawsze jesteś obok, tylko dlaczego zawsze milczysz?
- Ludmila, musisz wziąść tabletki - nawet nie zauważam kiedy obok mnie pojawiła się Natalia - Słyszysz?
Zerkam na Ciebie, przyglądasz się całej tej sytuacji, po czym znikasz.
Federico, dlaczego nie ma Cię przy mnie?
Dlaczego ciągle mnie zostawiasz?
Przecież, weźmiemy ślub i będziemy razem szczęśliwi, prawda?
Szczęśliwi na zawsze.
Razem.
- Natalio, Federico mi się oświadczył - szepczę, jakby do samej siebie.
Ciemnowłosa zastyga.
I kiedy mówi mi, że nie żyjesz od czterech lat.
Ja, zamykam oczy.
I znów widzę twoją twarz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoł <3
Ola przyszła do was z ... z takim czymś, masakra.
W sumie, nie wiem co mnie tchnęło do napisania tego czegoś, ale średnio mi się podoba :(
Wczoraj zakończył się pewien etap w moim życiu, nie dość, że KOŃCZE GIMNAZJUM, a wczoraj byłam w szkole ostatni dzień. Jest mi smutno, ponieważ zaczynam coś nowego, a poza tym KONIEC NASZEJ FIOLETOWEJ PRZYGODY. Kiedy zobaczyłam te ostatnie sceny, to moje serce po prostu pękło. Rozpłakałam się jak głupia. Te wszystkie piękne chwile, wspomnienia oraz wątki bohaterów. No nawet tej rudej małpy Camili będzie mi w jakimś stopniu brakować :(
Z drugiej strony Ruggero rusza z nowym serialem, niby się cieszę, ale nie wyobrażam go sobie z inną dziewczyną niż Mercedes, albo w innej postaci niż Federico :( Soy Luna, będzie czymś dziwnym i podobnym do Violetty, ale nigdy nie zastąpi nam naszego serialu, którego powtórki zaczęłam oglądać już teraz :)
Violetta zawsze zostnie w moim sercu, mam nadzieje, że w waszych też <3
Dziękuje i pozdrawiam <3
Ola <3
sobota, 6 czerwca 2015
Chapter 32
~Violetta~
Dziwne. Nawet bardzo dziwne. Wiem, że nie mówi się zbyt dużo o życiu prywatnym ministrów, ale chyba telewizja huczałaby na temat wesela Ferro. Ona systematycznie udziela profesjonalnych wywiadów i przynajmniej dwa razy w roku pojawia się na okładkach czasopism: tych politycznych jak i modowych. Szczerze powiedziawszy to prędzej spodziewałabym się, że wyjdzie za Pasquarelliego, który dopiero co wrócił albo umrze w samotności z tęsknoty za nim. Z drugiej strony słyszałam kiedyś, że Ferro chodzi do szpitala. Odwiedza tam kogoś. To musiał być Diego, pewnie ta bójka z Federico za czasów szkoły musiała mu nieźle zaszkodzić. Nie wnikam w takie sprawy, ale dawno nic mnie tam nie zaciekawiło. Wkładam do koszyka kilka najpotrzebniejszych kosmetyków i artykułów spożywczych. Nie chcę wracać do domu po tej kłótni z Leonem. Jesteśmy małżeństwem, ale awantura jaką mi zrobił... To zabolało. Nie jestem niczemu winna, a szczególnie nie jestem winna temu, że Pasquarelli wrócił do kraju. Martwię się o Leona, w końcu taki szok mógł spowodować nasilenie depresji. Mimo wszystko obecnie bardziej boję się, że mnie skrzywdzi. Boję się, że jak dzisiaj wrócę to będzie miał atak furii i mnie pobije albo zgwałci. Wiem. To jest zupełnie irracjonalne, ale to właśnie czuję. Pojedyncze łzy spływają po moich policzkach.
- Spokojnie Vilu, wszystko będzie dobrze - szepczę cichutko do siebie. To nie pomaga. Wymuszam uśmiech na twarzy i kontynuuję szukanie produktów na półkach. Płacę za wszystko i pewnym krokiem wychodzę na dwór. Kieruję się na przystanek autobusowy, z którego pojadę do hotelu. Nie wsiadam do autobusu. Potrzebuję chwilę ochłonąć po nadmiarze wrażeń, więc siedzę jeszcze chwilę na ławce. Nagle w oddali dostrzegam charakterystyczną fryzurę. To musi być Pasquarelli. Jestem tego pewna. Wstaję i szybkim krokiem idę w jego stronę. Niespodziewanie zatrzymuje się przed nim taksówka. Wysiada z niej jakaś blondynka. Przez ułamek sekundy wydaje mi się, że to niemożliwe a potem uświadamiam sobie kim jest ta dziewczyna.
- Ferro - wyrywa mi się. Na szczęście nikt tego nie słyszy. Przypatruję się im chwilę i odchodzę z powrotem na przystanek z myślą "Hernandezowi się to nie spodoba".
~Ludmila~
Odbiorca: Diegito
Diego kochany, nie wrócę dziś do domu. Nie martw się, muszę załatwić coś ważnego. Kocham, Lu <3
23/04 19:54
Nadawca: Diegito
Where are you? Martwie się jak cholera. Jesteś bezpieczna?
23/04 19:56
Odbiorca: Diegito
Cała, zdrowa i nic mi nie grozi. Spokojnie :) Mam posiedzenie rady ministrów :(
23/04 19:59
Nadawca: Diegito
Okej, w takim razie wykąpię się i idę spać. Dobranoc, trzymaj się.
23/04 20:00
Musiałam okłamać Diego. Wcale nie mam posiedzenia rady, ja po prostu nie chciałam, żeby wiedział, że poszłam do mieszkania Federico, aby na spokojnie wszystko z nim sobie wyjaśnić. Mam nadzieje, że uda nam się dojść do ładu i składu. Bardzo za nim tęskniłam, jego obecność dobrze mi robi. Mam nadzieje, że... że będzie dobrze.
Rozglądam się po pokoju hotelowym, w którym zatrzymał się włoch. Wielkie, królewskie łoże, które zajmuje trzy czwarte miejsca, jest wprost idealne. Mam ochotę położyć się na nim i przeleżeć całe życie. Na przeciwko łóżka wisi olbrzymi kilkudziesto calowy telewizor, a obok znajduje się duża, dębowa szafa i gdyby nie piękny balkon, to pokój nie wart byłby swojej ceny.
Do pokoju wchodzi Federico, a moje myśli stają się zupełnie puste. Ręcę zaczynają mi się pocić, serce kołocze w klatce piersiowej, a wzrok ląduj na czubkach beżowych butów. Denerwuje się, strasznie się denerwuje, ale do tej rozmowy musiało kiedyś dojść. Nie tchórz Ferro!
- A więc? - szepczę - To ty, Federico
- Tak, ja - szepczę pod nosem bardziej do siebie, niż do mnie.
Atmosfera między nami jest gęsta, na tyle, że można byłoby kroić ją nożem. Z resztą nie mogłam spodziewać się niczego innego, oby dwoje zraniliśmy się bardzo dawno temu i tak naprawdę żadne z nas nie wie co czuję to drugie. Może on już kogoś ma? Może na mnie nie czekał?
No i kurwa co on do cholery jasnej robił tyle lat?
- A więc - zaczynam jeszcze raz - jak życie?
- Dobrze, a twoje? - pyta mnie nieśmiało.
- Też dobrze
- To super - odpowiadam krótko.
Nie mam pojęcia, o czym mam z nim rozmawiać. Czuje się niekomfortowo, z resztą nie ja jedyna. Federico też nie czuje się najlepiej w tej sytuacji.
- Masz kogoś?
Patrzę na niego zdezorientowana, spotykamy się pierwszy raz od dwunastu lat, a on pyta mnie o to czy kogoś mam?
- Nie, a ty?
Federico przechyla głowę w bok i patrzy na mnie, a ja wyczekuje jego odpowiedzi.
- Nie - wymamrotał pod nosem
Moje serce zaczęło fikać fikołki. Uśmiechnęłam się co nie uszło jego uwadzę.
- Tęskniłem za twoim uśmiechem - wyznał po pewnym czasie. Zarumieniłam się, jego komplementy zawsze sprawiały mi przyjemność, jednak po tak długiej nieobecności to wszystko po prostu mnie onieśmiela.
- Byłem w wojsku, mam status majora - zaskakuje mnie, nie spodziewałam się tak odważnego posunięcia.
- Jestem w szoku, naprawdę?
- Tak, w sumie wróciłem tylko dlatego, że zostałem postrzelony. W innym razie zostałbym tam i spęłnił swoje obowiązki wobec ojczyzny, aż do emerytury
Poczułam straszny smutek, nie wrócił tu dla mnie. Wrócił, bo musiał. Ja jestem tylko punktem, który może zaliczyć przy okazji. Nabrała mnie nagła ochota wyjścia z jego mieszkania i zostawienia go daleko w tyle, jednak niepotrafie tego zrobić, za bardzo zależy mi na nim. Jesteśmy tak blisko naprawienia sytuacji, która kilka dni temu była dla mnie bez wyjścia.
- Z tego co wiem, to ty też nie próżnowałaś. Minister spraw zagranicznych? Nieźle kocha... Ferro
Chciał powiedziedzieć kochanie? Czy on chciał powiedzieć do mnie kochanie? Czy, aby napewno się nie przesłyszałam? A może to moja chora wyobraźnia płata mi figle?
- Lu jesteś tam? Gadam jak najęty, a ty chyba nie za bardzo mnie słuchasz
- Przepraszam, zamyśliłam się. O czym mówiłeś?
- Nie ważne, nie warto do tego wracać. Z innej beczki, podobał Ci się wierszyk i kwiatki? - pyta, a ja nie mam pojęcia o czym on do mnie mówi.
- Jakie kwiaty?
- Te, które wysłałem kilka dni temu. Jak tylko wróciłem do Londynu, postanowiłem pokazać Ci, że tu jestem. Chodziasz, jak teraz się nad tym zastanowiłem, to jestem pewny, że to Diego je wyrzucił. Ten skurwiel zrobi wszyst...
- Nie mów tak o moim przyjacielu - wstaje gwałtownie z jego łóżka- nie masz prawa tak o nim mówić
- Nie mam prawa? Od kiedy ty go tak bronisz? - Federico podniósł głos pierwszy raz tego wieczoru, pierwszy i napewno nie ostatni.
- Od momentu w którym jako jedyny został ze mną, a nie spierdolił do wojska - wyrzucam z siebie, mimo, że nie chcę tego mówić, to on mnie do tego zmusza.
- Skoro tak dobrze Ci z nim, to idź sobię teraz do niego. Z resztą, mam to w dupie. Ja chciałem dobrze
- Ja też chciałam dobrze, ale z tobą się po prostu kurwa nie da
Zabieram torebkę i wychodzę zostawiając go samego. Zostawiając przeszłość, do której nie powinnam wracać.
- Lu zaczekaj, kocham Cię
Zatrzymuje się...
Moje serce przyspiesza...
Wybiegam z hotelu...
Zostawiam go...
~Diego~
Kurwa, martwię się o Ludmile. Tak nagle zwołali jej tę radę ministrów i nie wraca na noc. Dobra, ogarniam że muszą obgadać coś, co może zaważyć na losie całego kraju, ale no bez przesady. Nie wierzę! Nie mogę być taki nadopiekuńczy. Ludmi jest dorosła i potrafi o siebie zadbać. Ufam jej, ale nie ufam Pasquarelliemu. Sam fakt, że wrócił i chciał skontaktować się z Ferro po tym co jej zrobił jest wręcz skandaliczne. Niby wyraźnie zakazałem mu kontaktu z Lu, ale znając tego debila to pobiegnie do niej zanim ten rozkaz dotrze do jego mózgu wielkości orzeszka.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Ten bęcwał nie skrzywdzi mojej przyjaciółki. Cholera, ale jak ja mam być spokojny?!?! - coś ze mną nie tak skoro zaczynam gadać do samego siebie. O! Mam pomysł, szybki wypad na miasto. Niby miałem zostać w domu i się normalnie położyć, ale nie potrafię. Czas zacząć żyć jak dawniej - imprezy, dziewczyny, seks. Dopiero teraz widzę jak mi tego brakowało. Powinienem też zacząć znowu chodzić na mecze rugby - może tylko jako widz, lecz zawsze coś. W międzyczasie robię sobie obfitą kolację. W końcu alkohol na pusty żołądek to nie najlepsze rozwiązanie. Nie chce paść w klubie po dwóch rundkach czystej. Przebieram się w moje najbardziej stylowe ciuchy. Mimo ćwiczeń i tak to długo twa. Potem wjeżdżam do kuchni i na blacie zostawiam Lu karteczkę:
Nie martw się o mnie. Zmieniłem trochę plany na wieczór/noc. Idę do jakiegoś klubu, jeszcze nie wiem gdzie. Pewnie wrócę przed Tobą, bo to spotkanie rady ministrów znając życie przeciągnie się do późnych godzin i przenocujesz w hotelu. Mimo wszystko zostawiam karteczkę.
Diego
PS Wracam do życia!
Dzwonię po taksówkę, która przyjeżdża po chwili. Pytam gościa czy nie pomógłby mi z zapakowaniem wózka. Na szczęście ziomek jest miły, niewiele starszy ode mnie i mi pomaga.
- No to gdzie mam zawieźć? - pyta wsiadając do samochodu. Zastanawiam się przez sekundę.
- Do jakiegoś klubu - popatrzył na mnie zdziwiony. - Ostatnie lata przeleżałem w śpiączce, a potem dochodziłem do siebie w szpitalu. Wracam do życia.
- Rozumiem, no to może... Jakiś klub w centrum? Bardziej ekskluzywny czy raczej taki normalny? Wie pan, klub w którym alkohol jest dobry a nie kosztuje tyle co pralka.
- Nie mam fortuny do wydania, więc niech pan prowadzi do jakiegoś ogarniętego - facet uśmiecha się do mnie, chociaż w jego spojrzeniu wyczuwam współczucie i politowanie do tego co robię. Wisi mi to, szczerze mówiąc. Zaczynam wszystko od nowa. Gdy dojeżdżamy po klubu wypakowuje mój wózek i życzy miłej zabawy. Uśmiecham się do niego, bo pomimo tych dziwnych spojrzeń wydawał się równym gościem. Nie mija chwila kiedy znajduję się we wnętrzu budynku. Jak ja tu dawno nie byłem. Ludzie patrzą się na mnie z ukosa, w końcu nie codziennie inwalida wbija na imprezę. Podjeżdżam do baru i zamawiam piwo - tak na rozruszanie. W szpitalu nie miałem dostępu do takich trunków, więc teraz nie powinienem od razu szaleć. Po piwie do gry wchodzą mocniejsze napitki. Jestem coraz bardziej rozluźniony. Wreszcie nie czuję tych pieprzonych problemów. Cudownie! Nagle słyszę dziwne krzyki za mną. Odwracam głowę i odruchowo zaciskam powieki, czuję potworny ból na policzku. Do tego dochodzą kolejne ciosy. Jestem zbyt nachlany żeby się bronić. Nagle kilku facetów odciąga ode mnie napastników. Nie do końca wszystko rozumiem. Wiem tylko, że leżę na ziemi i nie mogę otworzyć zapuchniętych oczu. Czuję na sobie delikatną, damską rękę.
- Diego, spróbuj się rozluźnić. Pomogę ci - po głosie poznaję, że nie jest do końca trzeźwa. Nie mogę skojarzyć kogo to głos. Ona jakby czytała mi w myślach szepcze, a raczej przekrzykuje muzykę:
- Nie bój się. To ja. Francesca.
~Federico~
Wszystko miało być łatwę. Wszystko miało iść we właściwą stronę, ale nie! Ktoś musiał to spieprzyć. I tym kimś, byłem ja! Byłem tak blisko pogodzenia się z nią, ale zamiast tego wolałem powiedzieć kilka słów za dużo i przegrać wszystko. Najpierw pierdolnąłem, że wracam z przymusu, potem zwyzwałem Diego, a na koniec wyznałem jej miłość. Spławiła mnie, zostawiła, odrzuciła. Kurwa, zrobiłem z siebie cholernego palanta. Na pewno przyjęła to jakbym na siłę próbował ją zatrzymać.
Zaciskam dłoń w pięść, po czym uderzam się nią w skroń.
- Pasquarelli, ty idioto! Czemu za nią nie biegniesz?
Gdybym był mądrzejszy, gdybym tylko przemyślał to co mówię to nic by się nie stało. Ale nie, ja zawsze muszę wszystko spieprzyć.
- Przepraszam coś się stało? - pyta mnie podstarzały mężczyzna, po plakietce na jego marynarcę wnioskuje, że jest tu pracownikiem i ma na imię Jeffry.
- Nie, wszystko jest w porządku - niestety samotna łza spływająca z mojego oka zdradza moje prawdziwę uczucia.
- Masz bardzo ładną pannę kolego - zaśmiałem się
- Nawet nie wie pan, jak bardzo chciałbym, aby była moja - mówię rozmarzony.
- Oj, młodzieńcze. Dla takich panienek, zawasze tracimy głowę. Nie jesteś jedynym pantoflem, który gania za dziewczyną, a myśli, że jest pies na baby
Nie mam pojęcia o czym on mówi, wiem, że w jego słowach jest ukryty jakiś morał, ale znalezienie go może zając mi trochę czasu. Dlaczego wszystko jest takie trudnę?
- Pamiętaj chłopczę mimo, iż myślisz, że twoja męska duma jest najważniejsza, to grubo się mylisz. Najważniejsze jest szczęście, a żeby je mieć trzeba chować tą piepszoną dumę do kieszeni i ganiać za nim jak pszczoła za miodem, kroczek po kroczku, rozumiesz? - kiwam głową na tak - A więc chłopczę, dlaczego jeszcze tu stoisz?
Dziękuje mu w biegu i udaje się do swojego pokoju. Muszę wziąść z niego pieniądzę i dokumenty, a potem zamówić taksówkę, którą podjadę prosto pod jej dom. Muszę z nią porozmawiać, muszę schować dumę i pokazać, że naprawdę mi zależy. Muszę pokazać, że dla niej jestem w stanie zrobić wszystko.
Gdy tylko wchodzę do pokoju cały mój entuzjazm zanika, zmienia się w strach. Co jeżeli pojadę tam i zrobię z siebię idiotę? Nie mogę tak po prostu do niej jechać. Tam jest Diego, a wolałbym już nie kłócić się z nim, zwłaszcza w obecności Lu. Co mam robić? Schowaj dumę ty jebany idioto! Ale tu nie chodzi o dumę. Tu chodzi o Diego. Ten bałwan jest numerem jeden na liście moich problemów.
Siadam na łóżku i chowam twarz w dłonię, czuje się jak szczeniak. Jak nic nie warty pies.
// - Pasquarelli, jak mogłeś?
Jej długie, zgrabne nogi cudownie prezentują się w czarnych szpilkach, boski tyłek i jędrne, duże cycki idealnie pasują do całej jej sylwetki, no i na dodatek jest fajna z ryja, czego więcej można chcieć?
- O co ci chodzi Ferro, jeszcze nic nie zdąrzyłem zrobić
Podnoszę ręcę w geście obronnym, oczywiście wiem, o co jej chodzi, ale lubie czasem poudawać kretyna
- Powiedziałeś dyrektorowi, aby wepchnął nas wszystkich razem
- Nie rozumiem o co ci chodzi, musisz mówić do mnie jaśniej, jestem psem i nie rozumiem co do mnie mówisz
Dziewczyna zaciska dłonie w pięści, czasem strasznie denerwowały mnie jej gadki na temat tego, że jestem głupim psem, bo gram w Rugby, nigdy mnie nie poznała, nie rozmawiała ze mną na osobności, od razu wystawiła mi opinie i trzyma się jej od trzech lat.
- Jesteś większym idiotą, niż myślałam, a po następne co twoje i moje walizki robią w jednym pokoju z dwuosobowym łóżkiem? To twój kolejny podstęp, aby utrudnić mi życie psie?
Szczerze, jej słowa sprawiają mi przykrość. Ja, nie wyzywam jej, ani nieoskarżam bezpodstawnie, gdyby tego nie robiła, to napewno nie chciał bym jej rozkochać i zostawić, ale sama się o to prosi, a szkoda.
- Zapytaj swoje przyjaciółeczki, bo to ich wina, że jesteśmy tu w jednym pokoju
Omijam ją i zostawiam, czy naprawdę muszę być zakochany w takiej zołzie?//
Na to wspomnienie, łzy same cisną mi się do oczu. Na cholerę ja robiłem to wszystko? Na cholerę, wtedy próbowałem się do niej zbliżyć? Gdybym wtedy odpuścił i wybrał tą idiotkę Camilę, to moje życie byłoby... jeszcze większym koszmarem, nie oszukujmy się.
W pewnym momencie drzwi do mojego pokoju otwierają się, zaniepokojony patrzę w ich stronę.
- Ja też Cię kocham Fede
Blondynka rzuca się na mnie i złącza nasze usta w pocałunku. W pocałunku pełnym tęsknoty, pasji i miłości. Czuję ulgę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heloł <3
Jak tam u was mordeczki? U mnie wspaniale, o dziwo ZDAJE ! Jestem z siebie dumna XD
O mału zbliżamy się do końca :(
To ostatni tydzień z naszym fioletowym serialem :(
Nie wiem jak wy, ale ja będę płakać :(
Życzymy wam miłego dnia
Ola i Mar <3
niedziela, 31 maja 2015
003/2 Zamówienie | One Shot Ruggcedes "Rozjaśnij prawdę w głowię cz.2"
Parring:Ruggcedes
Zamawiający: ~care~
Uwagi: Jest to druga część :)
-Ruggero, przepraszam. Ja naprawdę nie wiem co we mnie wstąpiło - nieśmiało powiedziała Mercedes, tuż po odklejeniu się od moich ust, cholera ten niesamowity pocałunek trwał zdecydowanie za krótko. Powinniśmy go powtórzyć.
- Spokojnie kochanie, nic się nie stało, obydwoje tego chcieliśmy - odpowiadam jej zgodnie z prawdą, pragnę jej, a ona pragnie mnie. Czy to nie dobry moment, aby wykorzystać jej stan i pójść z nią do łóżka? Jestem na nią napalony jak komornik na szafę, wiec powinienem w pełni wykorzystać sytuacje.
-Nie jesteś niczemu winna skarbie. Pójdziemy do pokoju?
Mercedes delikatnie kiwa głową na tak, no Pasquarelli masz dzisiaj farta. - Wezmę Cię na ręcę dobrze? - palcami przejeżdżam po jej policzku. Mercedes zgadza się, więc szybkim ruchem biorę roztrzęsioną dziewczynę na ręcę. Jej delikatne rączki zaciskają się na mojej szyji, a główka dociska do mojej klatki piersiowej. Uśmiecham się do siebie, jej dotyk naprawdę sprawia mi przyjemność. Kurwa, Ruggero co ty pieprzysz? Jesteś ostrym dzikiem, każda świnia przy tobie kwiczy! Tak jesteś boski Rugg i teraz masz wejść z nią do pokoju, rozebrać i wyszpachlować. Zero czułości, kminisz? Kminisz ?!
Jak najszybciej udaje się do jej pokoju, w moim może siedzieć Cande więc nic nie wyszłoby z mojego planu.
- Ruggero, ale Can...
- Spokojnie, ona nie musi o niczym wiedzieć kochanie
- Nie chce, żebyś przeze mnie ją stracił. Kochasz ją, a ja...
- Kotku daj spokój, pragnę Cię i wiem, że ty czujesz to samo. Dasz mi kluczyki?
Mercedes sięga ręką do kieszeni i wyciąga dwa srebrne elementy. Biorę je od niej i otwieram drzwi do jej małego, tymczasowego królestwa. Wchodzę i rzucam ją na wielkie łożę okryte puszystym, czarnym nakryciem, które pięknie łączy się z jej blond włosami . Nachylam się nad nią i namiętnie muskam jej usta. Są takie delikatne i miękie, a brzoskwiniowy błyszczyk dodaje im słodkiego smaku, który doprowadza mnie do szaleństwa. Językiem zlizuje słodką warstwę, po czym rozchylam nim wargi Mechi i wdzieram się do środka jej buzi. Jest mi tak przyjemnie. Podobno niektórzy ludzie potrafią dostać orgazmu od samego pocałunku. Czy ja, aby napewno do nich nie należe? Mniejsza o to. Teraz liczy się tylko Mercedes.
Odrywam się od jej soczystych warg i opieram czoło o jej policzek.
- Dziękuje, Rugg
- Za co mi dziękujesz? - posyłam jej pytające spojrzenie
- Za to, że opiekujesz się takim zerem jak ja - wymiękłem, po tych słowach nie mogę tak po prostu jej skrzywdzić. Ja w ogóle nie mogłe jej skrzywdzić. Jest taka krucha i delikatna. Wzbudza we mnie emocje, których nie odczuwam przy Cande.
Cholera, co ja w ogóle pierdole. Ona, jest kobietą, a ja mężczyzną, ona ma bułeczkę, a ja mam kiełbaskę. Robimy hot-dogi w tej chwili ! Weź się w garść ty włoski, przystojny pacanie i zrób z nią to na co tylko masz ochotę. No przytul ją w końcu i dodaj otuchy... to znaczy wyruchaj ją, tak zrób to teraz i tu !
- Ruggero, powiedziałam coś nie tak? - zapytała zdezorientowana
- Wszystko w porządku Lud, po prostu dzieje się ze mną coś dziwnego.
- Opowiadaj - zachęca mnie - chętnie Ci pomogę
Jej słowa dodają mi dziwnej otuchy. Mam ochotę powiedzieć jej wszystko. - A więc - zaczynam niepewnie, nie chcę, aby domyśliła się, że chodzi mi o nią - jestem z Candelarią, ale czuje, że nie powinniśmy być dalej razem. Ostatnio, to znaczy jakiś czas temu poznałem bliżej kogoś, no nie wiem wyjątkowego? Przepraszam, ale trudno mi o tym mówić, ta dziewczyna budzi we mnie uczucia, o których zawsze marzyłem, ale nie jestem pewny czy to zakochanie. Myśle, że tak źle mi z Cande, że zaczynam majaczyć i wyobrażać sobie niestworzone rzeczy, rozumiesz mnie?
- Chyba tak. Nie jest mi smutno z powodu straty Xabiego - jestem zaskoczony, jak to nie? Myślałam, że ona go kocha, czyżby było inaczej?
- Przyznaje na początku, było mi źle. Ale po kilku dniach spędzania czasu z kimś niezwykłym sprawiło, że zapomniałam o Xabim i zaczęłam myśleć o Tob.. o nim, dobrze się przy nim czuje, jest mi z nim dobrzek ale...
- Ale? - pytam z ciekawością
- Ma kogoś, z kim chyba nie jest szczęśliwy - kurwa, czy ona mówi o mnie?
- Skąd wiesz, że nie jest szczęśliwy?
- Sam mi o tym powiedział - zamurowało mnie, ona naprawdę o mnie myśli.
- Może powinnaś mu o tym powiedzieć, może on czuje to samo
- A jeżeli nie czuje tego co ja i po prostu mnie wyśmieje?
- Czasami warto zaryzykować, tylko na twoim miejscu poczekałbym dopóki on nie rozstanie się z tą dziewczyną, narazie nie warto mieszać - doradzam jej - przez ten czas powinnaś zastanowić się czy to co czujesz jest prawdziwe
Mówiąc te słowa, patrze jej głęboko w oczy. Wiem, że obydwoje powinniśmy zastanowić się nad tym wszystkim.
- Mam tylko nadzieje, że nie powiesz mu o niczym, nie chcę aby atmosfera między mną, a Jorge była...
Nie słucham jej dalej. Ona mówi o Jorge? Jorge? Jorge? Dlaczego on? Co takiego ma on, czego nie mam ja? Przecież całowliśmy się, poszliśmy razem do pokoju, mieliśmy uprawiać seks i po co ja się przed nią otworzyłem? Dlaczego bezlitośnie jej nie wyruchałem? Bo jestem zakochany? Zakochany jak się okazuje bez wzajemności? Nie, nie może tak być, muszę stąd wyjść i to jak najszybciej.
- Przepraszam Mer, ale zapomniałem czegoś ważnego - okłamuje przyjaciółkę - Cande pewnie na mnie czeka
- Ruggero, ale mieliśmy...
Opuszczam jej pokój w masakrycznie szybkim tempie, obecnie czuję się zraniony. Jest mi źle, właśnie dostałem kosza od dziewczyny, która w pewnym sensie była dla mnie bardzo ważna.
Siedzę w pokoju hotelowym i zastanawiam się nad bardzo ważną decyzją w moim życiu. Razem z obsadą jesteśmy w Belgii, gramy koncert w Brukseli. Cudowne miasto. Po wyznaniu Mechi o jej uczuciu do Jorge, przestałem się z nią kontaktować. Minął prawie miesiąc. Miesiąc pełen spędzania czasu z samą Candelarią, nie mam ochoty widzieć Blanco i reszty.
Nagle po całym moim pokoju rozlega się głośne pukanie do drzwi. Podchodzę do nich i modlę się, aby nie spotkać za nimi Cande.
Otwieram, a moim oczom ukazuje się starszy mężczyzna, w siwym garniturze.
- Yyy.. Dzień Dobry? - witam nieznajomego, na co on posyła mi delikatny uśmiech
- Dzień Dobry, nazywam się Martin Sabat - mężczyzna podaje mi rękę, którą od razu ściskam - pewnie wiesz, że jestem producentem Disney Latino. Powiem prosto z mostu chciałbym Cię w mojej nowej produkcji
Jestem zaskoczony. Chcą mnie w nowej produkcji? To ogromna szansa dla mnie.
- Zaskoczył mnie pan. Może wejdziemy do mojego pokoju i obgadamy sprawę?
- Dobrze, mam nadzieje, że przystaniesz na moją propozycję
Mężczyzna wchodzi do mojego pokoju i siada na jasnym, futrzanym fotelu.
- A więc, nagrywam nowy serial. Soy Luna i chciałby, abyś w nim wystąpił. To produkcja na podstawie Violetty miłość, muzyka, pasja. Czyli to co lubisz najbardziej
- Okej, ale kogo miałbym grać? Kiedy? Gdzie? - zaciekawiony zadaje pytania jedno za drugim
- Grałbyś Federico, po śmierci Pablo zacząłbyś być derektorem Studia. Byłbyś mężem Ludmily, albo na odległość, albo żyli byście we wspólnym mieszkani, o ile Mercedes zgodzi się na kolejną Disney'owską produkcję. Zdjęcia zaczynamy w kwietniu, tego roku w Argetynie
W kwietniu? Przecież wtedy będę w trasie. Nie mogę tak po prostu odejść. - A co z ViolettaLive?
- Musiałbyś zrezygnować z drugiej części. To konieczne, jeżeli chcesz z nami współpracować
- Nie mogę podjąć tej decyzji już teraz, potrzebuje czasu, aby to przemyśleć
- Rozumiem Cię, ja też nie potrafiłbym podjąć takiej decyzji w ciągu kilku min...
Martin nie jest w stanie dokończyć wypowiedzi, ponieważ do pokoju wbiega roztrzepana Candelaria. Kurwa mać, tylko nie ona.
- Rugguś słoneczko moje, mamy problem. Połamałam paznokietki - zaczyna bełkot, na temat swojego "trudnego" życia. Mam jej dosyć.
- Zmieniłem zdanie, chętnie wystąpie w pana nowej produkcji
Podjąłem decyzję. Dobrą decyzję. Tak myślę. Teraz jesteśmy w Niemczech, mam tylko kilka dni na pożegnanie się z przyjaciółmi. Przed ostatnie państwo, w którym gram razem z nimi. Została jeszcze Polska. Mam nadzieje, że ten koniec będzie cudowny. Czemu zdecydowałem się na serial? Po pierwsze będę z dala od Cande, po drugię będę mógł zapomnieć o Mechi. Wydaje mi się, że to dobre rozwiązanie. Obydwoje damy sobie spokój. Czemu? Ponieważ myślę o niej całymi dniami jak jakiś pojebany. Tak nie może być, ona kocha mojego przyjaciela i nie mogę nic z tym zrobić.
Błąkam się tymi zasranymi niemieckimi uliczkami i zdaję sobie sprawę z tego, że moje życie zaczyna być do dupy. Ukrywam się przed swoją dziewczyną, przed moimi znajomymi i przed Mercedes. Do tej pory nie rozmawiamy ze sobą, mimo że ona próbuje zrobić wszystko, aby ze mną pogadać. Unikam jej i mam zamiar robić to do końca swojego życia. Najgorzej jest jednak przy śpiewaniu "Luz, camara, accion", kiedy musimy patrzeć sobie w oczy i być bardzo blisko siebie. Czasem mam ochotę odłynąć przy niej i zapomnieć o całym bożym świecie. Jednak za chwilę przypominam sobie jej zauroczenie Jorge i cały czar pryska. Czasami czuje się jak w jakieś noweli. Tylko nie gram w niej tego przystojniaka, głównego bohatera, który z wzajemnością zakochuje się w swojej księżniczce. Ja jestem jego najlepszym przyjacielem, zakochanym w jego dziewczynie. Tym, którego nikt nie lubi, ponieważ chcę rozdzielić tą piękną, szczęśliwą dwójeczkę. Tylko zazwyczaj ten bohater próbuje zdobyć swoją lubę, a ja? A ja na starcie wolałem się poddać. Może jednak powinienem walczyć o jej serce? A może powinienem powiedzieć jej o swoich uczuciach i dać upust emocją? Może wtedy zrobi mi się lepiej i będę w stanie zapomnieć o niej? A może nie powinienem się ośmieszać? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. Szkoda, że nie potrafie znaleźć magicznej lampy, albo kapelusza Merlina, aby dzięki nim spełnić swoje największe marzenia. Czy ja właśnie stwierdziłem, że bycie z Mercedes jest moim marzeniem?
Cholera, ja naprawdę ją kocham. Powinienem spotkać się z Candelarią i powiedzieć jej o tym co czuję. Ten cały cyrk ciągnie się zdecydowanie za długo. Ranie ją, a nie chce tego. Może i jestem wrednym chujem, ale ona na to nie zasłużyła. Pogadam też z Mercedes, zrobię to w dzień wyjazdu. Powiem jej o wszystkim, a potem wyjadę. Przynajmniej w ten sposób oszczędze sobie tego całego wstydu.
- Rugguś, ale ty nie możesz mnie tak po prostu zostawić - wypowiedziała zrozpaczona Cande, po czym przywaliłam mi w twarz z otwartej dłoni - i co tak chcesz zakończyć naszą miłość, tak? Jesteś beznadziejnym frajerem słyszysz frajerze? - no to teraz się zacznie, a już myślałem, że rozstaniemy się w zgodzie.
- Nie mów tak do mnie, nie zrobiłem nic złego. Gdybyś była normalna to wszystko skończyłoby się dobrze
- Ja jestem normalna, to ty jesteś dupkiem. Starałam się, byłam miła, kochana i nawet nie zwyzywałam Cię kiedy dowiedziałam się o twoim pocałunku z Mechi w Paryżu - zatkało mnie, ona o tym wiedziała i nic nie mówiła?
- Skąd wiesz?
- Widziałam was dupku, słyszałam jak do niej mówiłeś. Kochanie, kotku i inne czułe słówka, potem poszliście do pokoju, a tam pewnie się pieprzyliście
- Nie, mylisz się. Pomiędzy mną, a Mercedes nie było nic więcej, ponieważ...
- Czyli, że mnie kochasz? - nie dała mi dokończyć, z resztą nie pierwszy raz.
- Nie, nie kocham Cię. Nie mogłem przespać się z Mercedes, ponieważ ją kocham - powiedziałem to na głos pierwszy raz i o dziwo, przyniosło mi pewny rodzaj ulgi.
- Wiedziałam, po tylu pocałunkach... wiedziałam, że coś między wami jest. Jednak ty, zawsze zaprzeczałeś. Robiłeś ze mnie idiotkę, nigdy Ci tego nie wybaczę Ruggero - z jej oczu ciurkiem zaczęły lać się łzy, a mnie ani trochę to nie ruszyło.
- Nie musisz mi wybaczać, nie oczekuje tego od Ciebie. Chcę mieć tylko święty spokój od twojego chorego charakterku, rozumiesz?
Candelaria gwałtownie podnosi się z mojego łóżka i wybiega. No i tyle ją widziałem. W końcu. Miałem być delikatny, ale mi chyba nie wyszło. Z resztą mam ją w nosie. Ja jej nie wyzwałem, zachowałem się jak dojrzały mężczyzna, a ona? Jak roztrzepana małolata. Boże i po co ja marnowałem na nią czas?
- Stary, o co Ci kurwa chodzi? - nawet nie zauważyłem kiedy obok mnie zjawił się Jorge. No tak, dawno z nim nie rozmawiałem.
- Co masz na myśli?
- Nie rozmawiasz z nami, olewasz wszystkich, rzucasz Cande i ranisz Mercedes- ranie Mercedes? Czym ja ją kurwa ranie, przecież my nie gadamy. To ona rani mnie. Nic nie rozumiem.
- Nie przesadzaj, wszystko jest w porządku - spławiam go, nie mam ochoty gadać z miłością, mojej miłości.
- Nic nie jest w porządku Rugg, ty po prostu zupełnie się od nas odciąłeś
- No i co z tego?
- No i to, że ranisz tym nas wszystkich, a najbardziej Mechi
- Dlaczego, akurat ją? - pytam zdziowiony
- Bo jest w tobie zakochana, a ty tak po prostu ją odrzucasz - daje mi do zrozumienia.
Zamarłem, przecież z tego co wiem, to Mer kocha Jorge z resztą sama mi tak powiedziała. Czyżbym źle odebrał sygnały, które mi wysyłała?
-To niemożliwe, ona powiedziała,że...
- Że jest zakochana we mnie, a co Ci miała powiedzieć ty bezuczuciowy włoski baranie? Że Cię kocha? Sam kazałeś jej trzymać dystans, wiesz ile nocy przez Ciebie przepłakała? Wiesz, jak bardzo speszyła się kiedy wybiegłeś z jej pokoju, po tym jak chciałeś ją wyruchać? Weź ten pieprzony tyłek w troki i zrób coś, bo obecnie tracisz wszystkich, którym na tobie zależy
- Jest zakochana we mnie? - dalej nie mogę uwierzyć w jego słowa. To nie jest możliwe.
- Tak, też się dziwie. Mer to świetna dziewczyna, nie zasłużyła na takiego dupka, jakim jesteś ty. Mógłbym stać tu godzinami i gadać jakim jesteś kretynem, ale tego nie zrobię, ponieważ ktoś musi pocieszać i Candelarie i Mercedes. Jesteś z siebie dumny?
- Jest zakochana we mnie?
Jorge czerwienieje ze złości i patrzy na mnie tak jak rodzic na niegrzeczne dziecko.
- Wiesz co? Tracę tutaj tylko czas, nasza rozmowa do niczego nie prowadzi
Tuż przed drzwiami mój przyjaciel zatrzymuje się i mówi tym swoim idiotycznym, zawiedzionym tonem głosu:
- Powodzenia w nowej produkcji, o tym też nie miałeś zamiaru nam powiedzieć?
Wyszedł. Zostawił mnie samego, a w mojej głowię echem nadal rozbrzmiewało tylko jedno zdanie
,, Jest w tobie zakochana, a ty tak po prostu ją odrzucasz ''.
Uśmiecham się, ona mnie kocha.
Ostatni koncert w Polsce. Między nami, a fanami panuje cudowna atmosfera. Wszyscy śpiewają, bawią się i dodają nam niewymuszonej otuchy. W pierwszym rzędzie widzę dziewczynę ubraną w koszulkę z moją podobizną. To takie urocze.
Za dziesięć minut ostatni raz wchodzę zaśpiewać ,,Luz, camara, accion" mojego Federico. Smutno mi, że moja przygoda z Violettą dobiega końca, mam ochotę rozpłakać się jak małe dziecko. Tyle wspomnień łączy mnie z tymi ludźmi, nadali mojemu życiu cudowny smaczek. Nigdy nie zapomnę odpałów z Jorge, wszystkich scen z Martiną w serialu, dobrych chwil z Candelarią, wspólnych spacerów z Albą i Facu, no i pocałunków, rozmów oraz scen nagrywanych z Mercedes. Nie porozmawiałem z nią. Nie miałem odwagi podejść i zamienić z nią nawet kilku słów. Zepsułem wszystko. Gdybym nie był taki głupi to już dawno bylibyśmy razem. Ach, Ruggero ty idioto.
Do moich uszu dociera melodia piosenki ,, Underneath It All ", po niej wchodzę ja, cholera jasna. Nie jestem gotowy. Skoro występuje ostatni raz, to mój pokaz powinien być idealny, ale ja nie mogę tak po prostu tam wyjść. Stresuje się, cholernie się stresuje.
Underneath it all
I'm missing you so much
Baby let's not give it up.
Ostatnie słowa. Denerwuje się. Cholera jasna.
W pewnym momencie czuje uścisk na swojej dłoni. Odwracam głowę w bok, a moim oczom ukazuje się osoba, której niespodziewałem się zobaczyć obok siebie.
- Poradzisz sobie Ruggero
Mercedes posyła mi delikatny uśmiech, który ja odwzajemniam.
- Musimy porozmaw...
Let's not give it up
O Oohhhhhh
- Ruggero, wchodzisz - słyszę głos w słuchawcę, w uchu.
Mechi puszcza moją dłoń, a ja wybiegam na scenę i mimo, że nie jestem gotowy to nie mam innego wyjścia.
W każde słowo piosenki, wkładam odpowiednie emocje, staram się jak głupi, żeby nie zawieść ludzi, którzy przyszli tu specjalnie dla mnie.
Tańcze, śpiewam i wydurniam się. Kocham to robić. Obok ludzi, którzy są dla mnie ważni, dla ludzi którzy uśmiechają się na mój widok. Czy
,, Soy Luna" jest warta zostawienia tego co mam? Zostawienia osób, które kocham? Nie, ale na wycofanie się jest już za późno. Gdybym wtedy, zastanowił się dłużej, to nie musiałbym teraz odchodzić. Niestety za błędy trzeba płacić.
Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Muy precisos movedizos
Na scenę wbiega uśmiechnięta Mercedes. Czas zacząć show.
Patrząc jej głęboko w oczy śpiewam ostatnie wersy piosenki.
Como la luna quiero brillar
Hasta las piedras quieren bailar
Przerzucam Mechi przez ramię, po czym szybkim ruchem obkręcam ją wokół własnej osi.
Piosenka kończy się, a my olewając głos w słuchawcę, który każe nam zejść ze sceny, stoimy dalej na jej środku.
- Kocham Cię - wypowiadam te dwa proste słowa do mikrofonu.
- Ja też Cię kocham, Federico - zaskoczona odpowiada mi w postaci Ludmily
- Nie. Ja, Ruggero Pasquarelli, zdrowy umysłowo mówię tobie, Mercedes Lambre, że Cię kocham
Nie czekając długo całuje zaskoczoną dziewczynę.
Po całej arenie rozchodzą się głośne piski szczęścia i brawa uznania. Ktoś płaczę, ktoś się śmieję. A ja wraz z moją księżniczą zastygam w gorącym pocałunku, który dla mnie mógłby nie mieć końca.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoł <3
Dałam radę, skończyć pisać tego Shota, przed godziną 12 XD
Care, mam nadzieje, że druga część Ci się spodoba <3
Kocham i pozdrawiam
Ola <3
WAŻNE, LAURUŚ JEŻELI TO CZYTASZ TO BŁAGAM DO CHOLERY JASNEJ ODPOWIEDZ MI !
Czemu usunęłaś bloga? Wiesz jak bardzo go lubiłam? Jak bardzo chciałam się dowiedzieć czy Ruggcedes w końcu będą razem? Czy Liv, w końcu zginię? Czy dzikie sokoły będą razem do końca? I czy Mechi przezwycięży strach przed sceną? Błagam, wróć do nas i napisz zakończenie tej cudownej histori.
Z poważaniem smutna Ola :(
Cholera, ja naprawdę ją kocham. Powinienem spotkać się z Candelarią i powiedzieć jej o tym co czuję. Ten cały cyrk ciągnie się zdecydowanie za długo. Ranie ją, a nie chce tego. Może i jestem wrednym chujem, ale ona na to nie zasłużyła. Pogadam też z Mercedes, zrobię to w dzień wyjazdu. Powiem jej o wszystkim, a potem wyjadę. Przynajmniej w ten sposób oszczędze sobie tego całego wstydu.
- Rugguś, ale ty nie możesz mnie tak po prostu zostawić - wypowiedziała zrozpaczona Cande, po czym przywaliłam mi w twarz z otwartej dłoni - i co tak chcesz zakończyć naszą miłość, tak? Jesteś beznadziejnym frajerem słyszysz frajerze? - no to teraz się zacznie, a już myślałem, że rozstaniemy się w zgodzie.
- Nie mów tak do mnie, nie zrobiłem nic złego. Gdybyś była normalna to wszystko skończyłoby się dobrze
- Ja jestem normalna, to ty jesteś dupkiem. Starałam się, byłam miła, kochana i nawet nie zwyzywałam Cię kiedy dowiedziałam się o twoim pocałunku z Mechi w Paryżu - zatkało mnie, ona o tym wiedziała i nic nie mówiła?
- Skąd wiesz?
- Widziałam was dupku, słyszałam jak do niej mówiłeś. Kochanie, kotku i inne czułe słówka, potem poszliście do pokoju, a tam pewnie się pieprzyliście
- Nie, mylisz się. Pomiędzy mną, a Mercedes nie było nic więcej, ponieważ...
- Czyli, że mnie kochasz? - nie dała mi dokończyć, z resztą nie pierwszy raz.
- Nie, nie kocham Cię. Nie mogłem przespać się z Mercedes, ponieważ ją kocham - powiedziałem to na głos pierwszy raz i o dziwo, przyniosło mi pewny rodzaj ulgi.
- Wiedziałam, po tylu pocałunkach... wiedziałam, że coś między wami jest. Jednak ty, zawsze zaprzeczałeś. Robiłeś ze mnie idiotkę, nigdy Ci tego nie wybaczę Ruggero - z jej oczu ciurkiem zaczęły lać się łzy, a mnie ani trochę to nie ruszyło.
- Nie musisz mi wybaczać, nie oczekuje tego od Ciebie. Chcę mieć tylko święty spokój od twojego chorego charakterku, rozumiesz?
Candelaria gwałtownie podnosi się z mojego łóżka i wybiega. No i tyle ją widziałem. W końcu. Miałem być delikatny, ale mi chyba nie wyszło. Z resztą mam ją w nosie. Ja jej nie wyzwałem, zachowałem się jak dojrzały mężczyzna, a ona? Jak roztrzepana małolata. Boże i po co ja marnowałem na nią czas?
- Stary, o co Ci kurwa chodzi? - nawet nie zauważyłem kiedy obok mnie zjawił się Jorge. No tak, dawno z nim nie rozmawiałem.
- Co masz na myśli?
- Nie rozmawiasz z nami, olewasz wszystkich, rzucasz Cande i ranisz Mercedes- ranie Mercedes? Czym ja ją kurwa ranie, przecież my nie gadamy. To ona rani mnie. Nic nie rozumiem.
- Nie przesadzaj, wszystko jest w porządku - spławiam go, nie mam ochoty gadać z miłością, mojej miłości.
- Nic nie jest w porządku Rugg, ty po prostu zupełnie się od nas odciąłeś
- No i co z tego?
- No i to, że ranisz tym nas wszystkich, a najbardziej Mechi
- Dlaczego, akurat ją? - pytam zdziowiony
- Bo jest w tobie zakochana, a ty tak po prostu ją odrzucasz - daje mi do zrozumienia.
Zamarłem, przecież z tego co wiem, to Mer kocha Jorge z resztą sama mi tak powiedziała. Czyżbym źle odebrał sygnały, które mi wysyłała?
-To niemożliwe, ona powiedziała,że...
- Że jest zakochana we mnie, a co Ci miała powiedzieć ty bezuczuciowy włoski baranie? Że Cię kocha? Sam kazałeś jej trzymać dystans, wiesz ile nocy przez Ciebie przepłakała? Wiesz, jak bardzo speszyła się kiedy wybiegłeś z jej pokoju, po tym jak chciałeś ją wyruchać? Weź ten pieprzony tyłek w troki i zrób coś, bo obecnie tracisz wszystkich, którym na tobie zależy
- Jest zakochana we mnie? - dalej nie mogę uwierzyć w jego słowa. To nie jest możliwe.
- Tak, też się dziwie. Mer to świetna dziewczyna, nie zasłużyła na takiego dupka, jakim jesteś ty. Mógłbym stać tu godzinami i gadać jakim jesteś kretynem, ale tego nie zrobię, ponieważ ktoś musi pocieszać i Candelarie i Mercedes. Jesteś z siebie dumny?
- Jest zakochana we mnie?
Jorge czerwienieje ze złości i patrzy na mnie tak jak rodzic na niegrzeczne dziecko.
- Wiesz co? Tracę tutaj tylko czas, nasza rozmowa do niczego nie prowadzi
Tuż przed drzwiami mój przyjaciel zatrzymuje się i mówi tym swoim idiotycznym, zawiedzionym tonem głosu:
- Powodzenia w nowej produkcji, o tym też nie miałeś zamiaru nam powiedzieć?
Wyszedł. Zostawił mnie samego, a w mojej głowię echem nadal rozbrzmiewało tylko jedno zdanie
,, Jest w tobie zakochana, a ty tak po prostu ją odrzucasz ''.
Uśmiecham się, ona mnie kocha.
Ostatni koncert w Polsce. Między nami, a fanami panuje cudowna atmosfera. Wszyscy śpiewają, bawią się i dodają nam niewymuszonej otuchy. W pierwszym rzędzie widzę dziewczynę ubraną w koszulkę z moją podobizną. To takie urocze.
Za dziesięć minut ostatni raz wchodzę zaśpiewać ,,Luz, camara, accion" mojego Federico. Smutno mi, że moja przygoda z Violettą dobiega końca, mam ochotę rozpłakać się jak małe dziecko. Tyle wspomnień łączy mnie z tymi ludźmi, nadali mojemu życiu cudowny smaczek. Nigdy nie zapomnę odpałów z Jorge, wszystkich scen z Martiną w serialu, dobrych chwil z Candelarią, wspólnych spacerów z Albą i Facu, no i pocałunków, rozmów oraz scen nagrywanych z Mercedes. Nie porozmawiałem z nią. Nie miałem odwagi podejść i zamienić z nią nawet kilku słów. Zepsułem wszystko. Gdybym nie był taki głupi to już dawno bylibyśmy razem. Ach, Ruggero ty idioto.
Do moich uszu dociera melodia piosenki ,, Underneath It All ", po niej wchodzę ja, cholera jasna. Nie jestem gotowy. Skoro występuje ostatni raz, to mój pokaz powinien być idealny, ale ja nie mogę tak po prostu tam wyjść. Stresuje się, cholernie się stresuje.
Underneath it all
I'm missing you so much
Baby let's not give it up.
Ostatnie słowa. Denerwuje się. Cholera jasna.
W pewnym momencie czuje uścisk na swojej dłoni. Odwracam głowę w bok, a moim oczom ukazuje się osoba, której niespodziewałem się zobaczyć obok siebie.
- Poradzisz sobie Ruggero
Mercedes posyła mi delikatny uśmiech, który ja odwzajemniam.
- Musimy porozmaw...
Let's not give it up
O Oohhhhhh
- Ruggero, wchodzisz - słyszę głos w słuchawcę, w uchu.
Mechi puszcza moją dłoń, a ja wybiegam na scenę i mimo, że nie jestem gotowy to nie mam innego wyjścia.
W każde słowo piosenki, wkładam odpowiednie emocje, staram się jak głupi, żeby nie zawieść ludzi, którzy przyszli tu specjalnie dla mnie.
Tańcze, śpiewam i wydurniam się. Kocham to robić. Obok ludzi, którzy są dla mnie ważni, dla ludzi którzy uśmiechają się na mój widok. Czy
,, Soy Luna" jest warta zostawienia tego co mam? Zostawienia osób, które kocham? Nie, ale na wycofanie się jest już za późno. Gdybym wtedy, zastanowił się dłużej, to nie musiałbym teraz odchodzić. Niestety za błędy trzeba płacić.
Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Muy precisos movedizos
Na scenę wbiega uśmiechnięta Mercedes. Czas zacząć show.
Patrząc jej głęboko w oczy śpiewam ostatnie wersy piosenki.
Como la luna quiero brillar
Hasta las piedras quieren bailar
Przerzucam Mechi przez ramię, po czym szybkim ruchem obkręcam ją wokół własnej osi.
Piosenka kończy się, a my olewając głos w słuchawcę, który każe nam zejść ze sceny, stoimy dalej na jej środku.
- Kocham Cię - wypowiadam te dwa proste słowa do mikrofonu.
- Ja też Cię kocham, Federico - zaskoczona odpowiada mi w postaci Ludmily
- Nie. Ja, Ruggero Pasquarelli, zdrowy umysłowo mówię tobie, Mercedes Lambre, że Cię kocham
Nie czekając długo całuje zaskoczoną dziewczynę.
Po całej arenie rozchodzą się głośne piski szczęścia i brawa uznania. Ktoś płaczę, ktoś się śmieję. A ja wraz z moją księżniczą zastygam w gorącym pocałunku, który dla mnie mógłby nie mieć końca.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoł <3
Dałam radę, skończyć pisać tego Shota, przed godziną 12 XD
Care, mam nadzieje, że druga część Ci się spodoba <3
Kocham i pozdrawiam
Ola <3
WAŻNE, LAURUŚ JEŻELI TO CZYTASZ TO BŁAGAM DO CHOLERY JASNEJ ODPOWIEDZ MI !
Czemu usunęłaś bloga? Wiesz jak bardzo go lubiłam? Jak bardzo chciałam się dowiedzieć czy Ruggcedes w końcu będą razem? Czy Liv, w końcu zginię? Czy dzikie sokoły będą razem do końca? I czy Mechi przezwycięży strach przed sceną? Błagam, wróć do nas i napisz zakończenie tej cudownej histori.
Z poważaniem smutna Ola :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)