piątek, 20 lutego 2015
Chapter 13
~Ludmila~
-Jesteś tego pewny?
-Tak, jak niczego innego w życiu kochanie
Razem z Fede przekraczamy próg szkolnego korytarza, jednak tym razem idziemy jako jedność... jako para? W sumie sama nie wiem czy jesteśmy razem, czy po prostu jesteśmy przyjaciółmi. Wiem że nie chce być daleko od niego, bo .... COŚ DO NIEGO CZUJE, to nie jest jeszcze ten etap w, którym wyznajemy i uświadamiamy sobie nawzajem, jak bardzo się kochamy, ale zmierzamy do tego w bardzo szybkim i jednostajnym tempie. Mijając zdziwione ludzkie twarze moich szkolnych kolegów czuje się dość dziwnie, no tak kto mógłby przypuszczać, że Federico Pasquarelli pokaże się publiczni razem ze mną, z Ludmilą Ferro. Jednak, czasem niemożliwe staje się możliwe, trzeba tylko dać sobie szanse i udowodnić, że każdy człowiek ma dwa oblicza i zaakceptować obydwa.
-Nad czym tak myślisz księżniczko?
Jego głos wyrywa mnie z moich dość głębokich zamysłów o nim samym,cóż za ironia. Federico jest dla mnie jak najskrytsze marzenie, które przez bardzo długi czas siedziało gdzieś w głębi mnie i nie pozwalało na odkrycie się, nawet przede mną.
-Myśle o tobie
Włoch uśmiecha się do mnie w ten swój cholernie pociągający i uwodzicielski sposób, czuje jak kolana zapadają się pod naciskiem mojego ciała, a policzki przyjmują pulpurowy kolor, nienawidze być zawstydzona, nie wiem wtedy jak mam się zachować i co powiedzieć
-Lu, przestań przygryzać tą cholerną wargę, bo za chwile zaczne robić to za ciebie
Nawet nie zdawałam sobie wcześniej sprawy z tego, że to robie. Puszczam zębami warge, a Federico niebywale głośno wciąga powietrze. Moja podświadomość rzuca mi w myślach dwa słowa 'Pociągasz go', ale moje logiczne myślenie od razu odrzuca od siebie myśl o tym, że mogłabym doprowadzać go, aż do takiego stanu,przecież jestem szarą myszką, a on codziennie pod swoją ręką ma bandę tych pieprzonych dziwek z pomponami, jeżeli miałby ochotę kogoś przelecieć, to napewno byłaby to któraś z nich, a jednak ze mną przecież też uprawiam seks, to wszystko jest dość skomplikowane
-Przepraszam, nie zauwarzyłam, że to robie
- Nie martw się, ja i mój penis jeszcze jakoś dajemy sobie rade
Zaczynam robić się mokra między nogami, podteksty seksualne padające z jego ust działają na mnie niczym dobry film pornograficzny dla nie wyżytego seksualnie mężczyzny, mam na niego ochotę tu i teraz
-Mam nadzieje, że jakoś się trzymacie
-Jakoś dajemy radę, ale przyznam, że w trzymaniu mogłabyś nam pomóc skarbie
Spuszczam głowę do dołu, może i chciałabym zaciągnąć go do najbliższego schowka na miotły i pieprzyć do utraty tchu, ale teraz kiedy obydwoje znamy swoje uczucia to dziwnie mi tak po prostu to zrobić, bo co on sobie o mnie pomyśli
-Jeżeli przeginał to mi to powiedz kochanie, nie chce żebyś czuła się przy mnie nie komfortowo
Czuć się nie komfortowo? No co ty w ogóle się tak nie czuje możemy śmiało pogadać o naszych pragnieniach sekualnych i wizjach ze sobą, ja na przykład wyobrażam nas sobie na pralce, gdzie posuwasz mnie do nieprzytomność kochanie
-Zmieńmy może temat Fede
-No dobrze, a więc pogadajmy o planach na przyszłość, co widzisz kiedy myślisz o przyszłości?
Ja, ty pralka i sposób na udany seks mamy z głowy, widzę nas również w dwunastu innych pozycjach, ale przecież Ci tego nie powiem
-Chciałabym iść na prawo, widze się w roli prawnika, który ratuje ludzi z opresji, a ty co planujesz?
-Kiedyś myślałem o zostaniu pisarzem, takim poważnym, który zarabia na własnym talencie, potem myślałem nad scenarzystą, zawsze wydawało mi się, że pajam wyobraźnią na każdym kroku, a teraz zacząłem myśleć o pracy w bardziej racjonalny sposób. Pisanie zawsze zostanie moim hobby, ale to wszystko zadecyduje o moim życiu, więc zaczynam stawiać na medycyne
-Jestem pod wrażeniem, kompletnie się tego po tobie nie spodziewałam
-Wiem, nikt by się tego nie spodziewał, a napewno nie po takim kundlu jak ja co nie?
Federico puszcza do mnie oczko i szeroko się uśmiecha, a ja czuje się zażenowana całą tą sytuacją, chłopak dostrzega moje zakłopotanie i mocno mnie do siebie przytula
-Nie martw się, ja tylko żartuje kochanie
-Nie lubie takich żartów, zrobiło mi się głupio, bo wiem, że raniłam cię każdym słowem
-Daj spokój kochanie. Zostawmy przeszłość w spokoju , ważne jest tu i teraz...
-Ty pieprzony baranie
Wypowiedź Federico przerywa zrozpaczona Camila, która posyła moje... Federowi mordercze spojrzenie, czuje że za chwile będzie ciekawie
-O co tobie chodzi Camila?
-O nic, ale mam nadzieje, że twoja nowa dziewczyna wie o nagich zdjęciach, które dla Ciebie zrobiłam, jesteś pieprzonym egoistom
-Fede o czym ona mówi?
Federico patrzy na mnie wzrokiem niewinnego szczeniaczka, który zrobił w domu niezły burdel, po bitwie z kotem sąsiadów, a ja o dziwo nie jestem zła. Camila pstryka palcami i odchodzi, trochę jej współczuje, ale jak widać była idiotką, a za głupotę płaci się wysoką cene
-Ludmila, ja ci wszystko wytłumacze
-Feduś spokojnie, to twoja przeszłość, a ja nie mam zamiaru w nią ingerować
-Ulżyło mi, jesteś najcudowniejszą kobietą na świecie
-Widzisz, nasz związek... albo nasza przyjaźń temperuje mi pazurki
-Widzisz, mam nadzieje, że twoje pazurki dadzą znać o sobie w łóżku, moja... prawie dziewczyno
Jego ręcę mocniej zaciskają się na mojej tali, nazwał mnie swoją prawie dziewczyną, to duży krok w strone naszego upragnionego związku, który zapewnić ma nam szczęśliwe życie ze sobą.
~Diego~
Moje serce pęka na milion maleńkich kawałeczków. Widok dziewczyny, która powinna być z tobą, a obściskuje się z innym należy do najgorszych chwil życiowych. Ona powinna stać tam ze mną, a nie z nim. Federico patrzy przez chwile na mnie, a potem ujmuje twarz Ludmily i całuję ją, blondynka w zupełności się mu oddaje, moje serce przyjmuje kolejny bolesny cios. Ich twarze w końcu się od siebie oddalają, na szczęście nie byłbym w stanie znieść dłużej tego widoku. Włoch posyła mi chytry uśmieszek, po czym znika za drzwiami klasy razem z moją ukochaną. Czuje się źle, co ja gadam czuje się masakrycznie, ale nie dam Federowi tej satysfakcji i nie pokaże mu, że mnie to ruszyło. Muszę być silny, przybajmniej do czasu. Do moich uszu dobiega dźwięk dzwonka informującego mnie o wybiciu godziny ósmej, na szczęście dzisiaj piąteczek, czyli szykuje się jakaś dobra biba na, której będę mógł się najebać i zapomnieć o otaczającym mnie świecie
-Panie Hernandez, wchodzi pan czy nie?
Głos mojej matematyczki, wyrywa mnie z myślenia o moich cudownych wieczornych postanowieniach
-Tak, już idę
Po przebyciu zaledwie dziesięciu kroków znajduje się w klasie, gdzie jak zwykle jest dość pustawo. Jednak coś bardzo mnie zaskakuje, a właściwie Federico, który zajmuje moje miejsce obok Luci, kurwa mać serio, nawet to odbierze mi ten jebany gówniarz? Jestem zmuszony usiąść obok Resto, nie żeby mi to jakoś bardzo nie pasowało, ale wolał bym siedzieć z Ludmilą co jest chyba dość normalne prawda? Sadzam tyłek, na dość niewygodnym i niskim krześle, a Fran posyła mi pytające spojrzenie
-Wybacz, ale Feder zajął moje miejsce, a gdy siedze sam to dostaje padaczki
-Boli?
-Co miało by boleć?
-Widok dziewczyny twoich marzeń, w objęciach innego?
-Cholernie
Resto uśmiecha się pod nosem
- Welcome to my world
Nie rozumiem jej, ale to żadna nowość, jeżeli chodzi o nią to zawsze była dziwna. Reszta lekcji mija nam dość dobrze, mimo tego, że ja mam ochotę umrzeć.
~~~~~~~~~~~~~~
Hejoł :3
Jak tam u was?
Narazie Fedemila jest happy<3
Pozdrawiam Ola<3
WYNIKI NABORU <3
A więc dostałam dziewiętnaście zgłoszeń i wszystkie miały w sobie coś orginalnego, wybrałam trzy dziewczyny
*Alexandra Ludwig
*Nina Pasquarelli
*Maravillosa Sabio (Jeżeli napisałam, źle nazwe to przepraszam)
Dziewczyny napiszą następny rozdział, a ja wybiorę najlepszy i opublikuje go.
Oczywiście dziewczyny dostaną ode mnie szczegółowy plan wydarzeń na podstawie, którego napiszą rozdział. Na sprawdze je i wstawie najlepszy =>
Pozdrawiam Ola<3
Dziękuje za wszystkie zgłoszenia <3
Każda praca była wyjątkowa i piękna <3
środa, 18 lutego 2015
Chapter 12
~Leon~
Przeszukuje każdy najmniejszy zakamarek naszej szkoły i nigdzie nie mogę go znaleść, tak jakby wyparował. Boje się o niego jest moim przyjacielem i powinienem być przy nim, wspierać go i nie pozwolić mu się załamać, niestety zawaliłem. Najpierw sytuacja z Ludmilą, gdzie to ja się jej wygadałem, a teraz sytuacja z jego matką, gdzie to ja wyszedłem i zostawiłem go z nią samego. Czuje się paskudnie ze świadomością, że jest teraz sam, a ja na to pozwoliłem. Jego matka przesadziła, nie wiem co było powodem do użycia, aż tak mocnego słownictwa, ale ta cała sytuacja była mocno przegięta. Fede musi czuć się teraz okropnie, został sponiewierany przez dwie miłości swojego życia. Na szczęście on nie jest głupi, jest silnym facetem i wiem, że jakoś poradzi sobie ze swoimi uczuciami... pytanie tylko jak długo?
-Federico!
Cały czas wykrzykuje jego imie, nie ma go na terenie szkoły, napewno pokazałby się, gdyby zobaczył, że go szukam. To całe włóczenie się tutaj, wydaje mi się coraz bardziej bezsensowne, jak widać ma ochote pobyć sam i nie zrobie nic z tym faktem. Muszę wrócić do domu, jeżeli nie wróci na noc, to razem z resztą domowników pójdziemy szukać go razem, na razie trzeba czekać.
-Leon, odwróć się
Do moich uszu dobiega słodki, dziewczęcy głos, wiem do kogo należy, ponieważ uwielbiam go.
-Witaj Violu, co tu tobisz?
Szatynka podchodzi do mnie bliżej i patrzy z utęsknieniem, mam cholerną ochotę przytulić ją i pocałować, ale niestety nie mogę
-Szukałam Cię, zauwarzyłam, że wyszedłeś zaraz za Federico i dość długo was nie było, więc postanowiłam was poszukać. Gdzie on jest?
-Feder, potrzebuje teraz smotności. Pewnie siedzi gdzieś sam i zamienia swoje myśli w słowa, które od razu przelewa na papier.
-Szkoda mi go, ale jeżeli potrzebuje samotności to trzeba to uszanować, idziemy do domu?
-Tak, właśnie miałem taki zamiar
Razem z Vilu kierujemy się w strone naszego domku. Czuje jak serce podchodzi mi do gardła, ręce pocą się, a puls zatrzymuje. Tak właśnie, działa na mnie Violetta, moja miłość, moje ukojenie, moja sympatia.
-Leon, mogę zadać Ci pytanie?
-Tak, wal śmiało
-Czemu Fede potraktował Ludmile w tak paskudny sposób? Popchnął ją, a ona chciała go tylko przytulić
Nie wiem co jej odpowiedzieć, nie moge przecież znowu palnąć czegoś głupiego
-Nie wiem, o co Ci chodzi. Feder wcale nie chce o niej zapomnieć
Ja i mój cholernie długi język znowu daliśmy plame. Pasquarelli naprawde ma prawo mnie zabić, a zwłaszcza po tym.
-Dlaczego on chce o niej zapomnieć?
-Skąd taka myśl?
Udawanie kretyna jest zawsze najlepszą opcją, która z resztą wychodzi mi cudownie.
-Sam to przed chwilą powiedziałeś
-Nie prawda, powiedziałem tylko, że Fede nie chce o niej zapomnieć
-A czemu miałby chcieć zapomnieć?
-Nie wiem, ty mi powiedz
-Leon, ale to ty powiedziałeś, że..
-Vilu, czy to ważne? Jesteśmy teraz sami cieszmy się tą chwilą, bo nie zdarza się ona zbyt często
-Racja, a zwłaszcza teraz. Atmosfera w domu jest dość gęsta prawda? Wasze kłótnie z Diego, nieporozumienia Ludmily i Fede, nasza sytuacja z Fran no i ta dzisiejsza wymiana słów...
Jupi, udało mi się wybrnąć z tego bagna, tylko teraz musze uważać, aby nie wpaść znowu
-Nie kończ, błagam. Słuchanie o tym sprawia mi ból, czuje się jakby to była moja wina
-Czemu miałaby być to twoja wina?
-Zostawiłem go, a nie powinienem, gdybym tam był to jego matka nie naskoczyłaby na niego, aż tak. Nie dość, że cierpi, bo chce zapomnieć o Ludmile to jeszcze to
-Czy ty właśnie powiedziałeś, że on chce zapomnieć o Lu?
No i zostałem wyruchany... znowu.
-Vilu, to nie tak. Fede nie chce o niej zapomnieć, tak mi się tylko powiedziało.
-Nie rób ze mnie idiotki Verdas. Powiedz prawde, a ja obiecuje, że nie powiem Lu
-No dobra, Feder chce zapomnieć o Ludmi, ponieważ wyznał jej miłość, ale ona nie odpowiedziała mu tym samym. On nie ma ochoty już cierpieć więc, chce podjąć drastyczne środki czyli zamienić się pokojem z Hernandezem
Violetta zatrzymuje się gwałtownie i zaczyna drzeć się na cały głos
-On, nie może!
-Czemu niby nie może?
-Bo Lu ma z nim pogadać i dać mu szanse. On nie może chcieć o niej zapomnieć, oni muszą stworzyć idealny związek i być ze sobą już na zawsze rozumiesz mnie?
-Zaczynam się ciebie bać i mówie to całkiem poważnie Vilu
-Spadaj
Dziewczyna odwraca się do mnie tyłem i krzyżuje ręce na piersiach. Czyżby się na mnie obraziła?
-Czy ty się właśnie na mnie fochnęłaś?
-I to z przytupem stary
-Nie możesz być na mnie zła, przecież jestem przesłodki
Odwracam ją do siebie i obdarzam ją swoim najcudowniejszym uśmiechem jaki tylko potrafie zrobić.
-Twoje argumenty mnie nie przekonują
-A co by cię przekonało królewno?
-No nie wiem może tak całus w usta, ale nie jestem pewna
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem
Jednym, brutalnym chwytem przyciskm ją do siebie, po czym złączam nasze usta w namiętnym i długim pocałunku, który mógłby trwać i trwać i trwać... tak bez końca.
-Kocham Cię Leon
Milcze, tu nie potrzeba słów, nasze serca porozumiewają się same.
~Federico~
Szum drzew, miękość mchu i ćwierkanie ptaków, to otoczenie sprawia, że czuje się trochę lepiej. Ostatnie dwa dni, są najgorszymi dniami w moim życiu trace wszystko, razem z ochotą do życie. Chciałbym zniknąć gdzieś, gdzie zapomniałbym o problemach jakie mnie otaczają, o sytuacjach, które sprawiają mi ból i słowach, które bezlitośnie ranią moje serce. Byłoby cudownie gdybym chodziasz na dwa dni zapomniał o Ludmile, potrafił cieszyć się życiem i nie zwracał uwagi na to co powie miłość mojego życia. Czasami zastanawiam się czy ona byłaby szczęśliwa, gdybym umarł? Czy cieszyłaby się, że więcej mnie nie zobaczy? A może przyniosłaby mi kwiatka na grób i z litości zaczęła płakać nad moim smutnym żywotem, może i nie powinienem o tym myśleć, ale nic innego mi już nie zostaje. Jestem pieprzonym kundlem, a ona? A ona jest najcudowniejszą kobietą, która stąpa swoimi delikatnymi nóżkami po tym świecie. Jestem przy niej nikim, a Lu zasługuje na kogoś równie cudownego.
// Nieważne, znajdę kogoś takiego jak Ty
Nie życzę niczego innego tylko wszystkiego najlepszego, dla ciebie
Nie zapomnij mnie, błagam, pamiętam jak powiedziałaś
Czasami Miłość trwa, ale czasami zamiast tego rani
Czasami miłość trwa, ale czasami zamiast tego rani//
Obiecałem sobie, że nie napisze dla niej już nic więcej, ale te słowa same wchodziły mi do głowy. Chciałbym znaleść kogoś takiego samego jak Lu, ale niestety on jest jedyna i niepowtarzalna. Do moich uszu niespodziewanie dociera dźwięk łamanych gałęzi, jak widać nie jestem tu sam.
-Leon, odejdź chce być sam
-Raczej nie jestem Leonem
Odwracam głowę, a moim oczom ukazuje się szczupła, damska sylwetka, mimo mroku panującego w lesie, rozpoznaje ją to Ludmila, ale po co ona tu przyszła
-Co ty tu robisz?
W jej oczach widać błysk, ten który tak dobrze znam. Ten, który tak bardzo kocham.
-Martwiłam się o Ciebie, wyszedłeś bez słowa, nie dałeś znaku życiu i niewiedziałam co z tobą, więc musiałam cię znaleść, a serce przyprowadziło mnie właśnie tutaj
-To super, ale ja już pójdę
Wstaje z ziemi, zgarniam zeszyty do torby i ruszam w przeciwnym kierunku, nie mogę być blisko niej, bo zwariuje
-Możesz uciec ode mnie, ale nigdy nie uciekniesz od uczucia, którym Cię darze kochanie
Zatrzymuje się jej słowa, docierają prosto do mojego serca, które od razu robi się cieplejsze
-Darzysz mnie uczuciem i co dopiero teraz, kiedy moja matka postanowiła mnie zwyzywać, ty uświadomiłaś sobie, że coś do mnie czujesz tak? Ludmila, nie potrzebuje twojej litości
-To nie litość, chce dać nam szanse Fede. Chce, abyśmy byli szczęśliwi, bo tylko razem damy rade pokonać, te wszystkie przeszkody.
-Tak, nagle zmieniłaś podejście co do mnie?
Blondynka pokonuje dzielącą nas odległość i podchodzi do mnie bliżej. Czuje przyjemny, truskawkowy zapach jej ciała i zdaje sobie sprawę z tego, że nie umiem o niej zapomnieć.
-Rozmawiałam z Violettą, uświadomiła mi, że nie powinnam patrzeć, na to tak jak patrzyłam na to wcześniej. Ciągle zastanawiałam się nad przeszkodami, ale teraz wiem, że to nie ważne. Chce, cię poznać Federico, chce... abyś był przy mnie sobą. I pokazał mi tego w, którym jestem zakochana do szaleństwa
Uśmiecham się, kilka jej słów, a mój cały smutek ulatuje i przemienia się w niekończącą się radość, ale czy, aby napewno mogę jej zaufać?
-Nie wiem, jak to będzie,musiałabyś...
-Zmienić pocałunkiem twoją prawdę
Nie daje rady powiedzieć już nic więcej, ponieważ ciepłe usta Lu zamykają się na moich ustach. To nasza chwila, nasza i tylko nasza.
~~~~~~~~~~~~~
Hejoł <3
Przepraszam, że tak krótko, ale za to macie Leonette i pogodzoną Fedemile <3
Nacieszcie się, póki możecie, bo za niedługo nie będzie tak kolorowo <3
Pozdrawiam Ola<3
niedziela, 15 lutego 2015
Chapter 11
~Federico~
Siedze w swoim pokoju razem z Leonem, który próbuje przekonać mnie, że moje zamiary o przeprowadzeniu są bezsensowne. Może i ma racje, ale co ja mam robić? Powiedziałem jej, że ją kocham, nie odpowiedziała mi tym samym, a to oznacza, że jej serce należy do kogoś innego. Czuje się jakbym popadał w depresje, nie mam ochoty wstać z łóżka, pierdoli mnie fakt, że nie mam ułożonej grzywki... nie mam zamiaru iść do szkoły, patrzenie na nią i Diego zabiłoby mnie po raz drugi.
-Fede, przemyśl to, nie zapomnisz o niej, przez jakąś debilną zmiane pokoi. Co gorsza, będziesz cierpiał podwójcie, ponieważ Diego i Ludmila zbliżą się do siebie bardziej, a ty im na to pozwolisz
- Trudno, przynajmniej nie będę blisko niej
Leon siada na łóżku obok mnie i kładzie mi rękę na ramieniu. Nie potrafie nawet zmusić się do sztucznego uśmiechu, który dałby mojemu przyjacielowi nadzieje na to, że będzie ze mną lepiej.
- Fede, ty nie chcesz o niej zapominać, nie chcesz być daleko niej, chcesz być z nią, bo ją kochasz. Walcz stary.
Nienawidzę tego, że on ma racje. Niby chce być blisko niej, ale boli mnie to, że ona nie chce mnie poznać.
- Masz racje, ale ja już naprawdę nie mam siły. Walczyłem tyle lat o to, żeby zwróciła na mnie uwagę, ale to nie wychodziło. Dla niej zawsze zostane głupim, nic nie wartym psem.
- Nie możesz tak mówić, nie wiesz co ona czuje. Nie wydaje ci się, że to wszystko dzieje się za szybko? Jednego dnia Ludmila dowiedziała się, że to ty jesteś jej wielbicielem, a drugiego, że ją kochasz, daj jej to wszystko przemyśleć, ona potrzebuje czasu, a odpychaniem jej od siebie nic nie zdziałasz.
- Dobrze, ale w takim razie to ty zamień się ze mną pokojem. Nie wytrzymam dłużej przy niej i jej cholernej obojętności
Leon patrzy na mnie z troską, wiem że się o mnie martwi i chce mi pomóc, ale mi się już nie da pomóc.
- Federico wiem, że mi ufasz i wiesz, że nie zrobiłbym z nią nic, ale to i tak by cię zraniło, dało kolejny powód do cierpienia, a ja jestem twoim przyjacielem i nie chce, żebyś się załamywał. Znam Cię i wiem, że i tak byłbyś zazdrosny o to, że śpie z nią w jednym łóżku.
- Ja już kurwa nie wiem co mam robić rozumiesz?
Moje myśli podzielone są na dwie różne kupki. Jedna dotyczy tego jak bardzo chciałbym z nią być, a druga tego jak bardzo chciałbym o niej zapomnieć i wymazać ją z pamięciu. Czuje się zagubiony, nie wiem już nic. - Chodź stary pójdziemy Ci kupić jakiś żel do włosów, ja płace
Verdas wstaje z łóżka i wyciąga ręke w moją stronę
-Nie mam ochoty
-To pójdziemy pobiegać
-Nie mam ochoty
-To potrenować na boisko
-Nie mam ochoty
-W takim razie co masz ochotę zrobić?
-Umrzeć
Chowam twarz w poduszkę Ludmily, wszystko przesiąknęło zapachem jej ciała. Czuje się jakby jej delikatne ramiona oplatały mnie i dawały mi ukojenie. Nigdy nie czułem się bardziej żałośnie.
-Stary, powiedz jej, co czujesz
-Już powiedziałem, niestety nie odpowiedziała mi nic konkretnego.
-Pogadaj z nią jeszcze raz, ale tym razem powiedz jej jak się czujesz w jej obecności i co czujesz kiedy nie ma jej obok ciebie
-Nie wiem czy to dobry pomysł, boje się, że ona od razu mnie przekreśli, że nawet mnie nie wysłucha
-No to napisz list, to chyba nie powinno sprawić ci problemu
Może i jest to jakiś pomysł, ale czy,aby napewno dobry?
-Przemyśle to i zrobie to co uznam za słuszne
-Dokładnie, tylko błagam zrób coś ze sobą stary, nie mogę patrzeć na twoje cierpienie
Mówiąc to Leon robi smutną minę i szturcha mnie w ramie, na co ja mimowolnie się uśmiecham. Chce coś jeszcze powiedzieć, ale powstrzymuje mnie pukanie do drzwi, które postanawia otworzyć Verdas. Nigdy nie spodziewałbym się, że w drzwiach zobaczę, akurat ją. Leon posyła mi współczujące spojrzenie i wychodzi, kto by pomyślał, że najgorszy dzień mojego życia może być jeszcze gorszy?
-Witaj mamo
A do moich oczu po raz kolejny tego dnia łzy cisną się same.
~Violetta~
Ja i Diego od półgodziny próbujemy uspokoić Ludmile, nie mam pojęcia czemu Federico nagle postanowił zamienić się w zimnego drania bez jakichkolwiek uczuć, ale przegioł. Powinien ją przeprosić i pomóc wstać, ale nie ten baran postanowił uciec od problemu jaki stworzył. Muszę porozmawiać na ten temat z Leonem, on napewno będzie wiedział o co chodzi. Chodziasz pewnie jego męska solidarność mu na to nie pozwoli, denerwuje mnie ten męski kodeks, co za debil go w ogóle stworzył. Razem z Lu postanowiłyśmy nie iść do szkoły ze względu na jej stan psychiczny. Jest załamana, jednego dnia chłopak mówi jej, że ją kocha, a drugiego robi jej krzywdę. No co za palant. Mam ochote przybić mu piątke... w czoło... siekierą.
- Ludmila, nie masz co się załamywać. Pasquarelli jest palantem i tyle
-Diego takim sposobem, nigdy jej nie pocieszysz
-No sorry, że próbuje
Blondynka wybucha głośnym płaczem, a ja wcale jej się nie dziwie. Diego jest jakiś nie swój, cały czas mówi złe rzeczy na temat Fede, tak jakby nie chciał pocieszyć Ludmily, tylko pokazać go jej w złym świetle. Czyżby coś się kroiło między nimi? Hernandez nie nadaje się dla Lu, Federico to zupełnie odwrotna sytuacja, pasowaliby do siebie jak dwie złamane połówki serca, które przy okazji uleczyły, by cierpienie. W sumie nie rozumiem Lu no,bo niby nic nie czuje do Pasquarelliego, ale w takim razie skoro nic nie czuje to na chuj ona płacze? W takim razie nie ma nic do stracenia. No chyba, że ona coś do niego czuje, tylko nie chce tego przyznać, pogmatwane to wszystko. Ja i Leon stąpamy razem po twardym gruncie i wydaje mi się, że za niedługo stworzymy coś niezwykle stałego, ponieważ nie oszukujemy się. Wiersz, który napisał był... no tak miałam pocieszać Lu, teraz musze zapomnieć o moim cudownym prawie chłopaku i wesprzeć przyjaciółkę
-Lu musisz z nim porozmawiać, może on nie chciał cię popchnąć.
Powiesz mu, przy okazji co czujesz i będzie git
Blondynka patrzy na mnie swoimi smutnymi, zapłakanymi oczkami, szkoda mi jej, ale na razie nic nie da się z tym zrobić.
-Ja nic do niego nie czuje
-To czemu płaczesz?
-Bo chce, aby był blisko
Razem z Diego mamy ochote walnąć sobie patelnią w łeb... dosłownie.
-Czyli, że traktujesz tego ćwoka jak przyjaciela tak?
Cholerny Diego, czy on nie widzi, że ona jest w nim zakochana?
-Nie, ja go nie lubie
Jej niezdecydowanie zaczyna mnie dołować i nawet wkurwiać. Nie lubi go, ale tęskni za nim... to tak jakby przywaliła mu z liścia, a potem pocałowała
-To dlaczego chcesz, żeby był blisko skoro go nie lubisz?
-Bo go kocham
Takiej odpowiedzi się spodziewałam, w sumie wyczuwałam nawet możliwość, że go kocha, ale nie sądziłam, że przyzna się tak szybko
-Przed chwilą powiedziałaś, że nic do niego nie czujesz
-Bo nie czuje
No i wracamy do punktu wyjścia
-Ale go kochasz?
-Nic z tego nie rozumiem
Diego wstaje z łóżka i podchodzi do okna, widać po nim, że ma dosyć całej tej sytuacji, w sumie ja też mam dosyć, ale nic na to nie poradze.
-Kocham go i nienawidze jednocześnie, przy nim moje serce bije szybciej, czuje się bezpieczna gdy jest blisko, ale nie wiem czy mielibyśmy sens, ponieważ jesteśmy inni
-Lu, twój problem jest bezsensowny, Federico to dobry chłopak i wydaje mi się, że jest w stanie poświęcić to wszystko co ma, aby stworzyć związek z tobą
Blondynka uśmiecha się do mnie leciutko i próbuje coś powiedzieć, niestety przerywa jej Diego
-Ludmila, nie słuchaj Violetty, On nie da Ci nic od siebie, będzie oczekiwał wszystkiego od Ciebie. Nie zrezygnuje z przyjemności i będzie zdradzał na lewo i prawo, chcesz cierpieć jeszcze bardziej?
Teraz mam ochote palnąć siekierą w jego głowę, jak on może jej tak w ogóle mówić?
-Feder taki nie jest, na sto procent zrezygnowałby z przyjemności, po to, aby uszczęśliwić Ciebie Lu
Hernandez posyła mi mordercze spojrzenie, z dnia na dzień zaczynam go lubić coraz mniej
-Możecie się zastanowić i przyjąć jedną wersje, bardziej mieszacie mi w głowie niż pomagacie
-Lu spróbuj, a napewno nie pożałujesz. Pogadaj z nim otwarcie o wszystkim i powiedz czego od niego oczekujesz, jeżeli nie będzie w stanie tego zrobić, to najwyżej nie będziecie razem i tyle. Feder nie pieprzyłby się tyle lat z tymi kwiatami i wierszykami na marne Lu, daj mu tą cholerną szanse, w razie czego zgonisz na mnie, a wtedy razem z Diego skopiemy mu dupe i wykupimy ci ciężarówke z lodami oki?
-Oki
-A teraz się uśmiechnij, głowa do góry, cycki do przodu i w świat dziewczyno. On też nie będzie na Ciebie czekał całe życie
Ludmila patrzy na mnie, a po chwili rzuca mi się w ramiona, czyżby moje argumenty były bardziej przekonujące niż argumenty Diego. No oczywiście, że tak. Jaka ja jestem super. Fede powinien całować mnie po stopach, bo właśnie robie mu pewniaka w sercu Ludmily.
-Diego, a ty mnie nie przytulisz?
Hernandez uśmiecha się i podchodzi do Luśki. Zaciska swoje ręce na jej biodrach i mocno przyciska do siebie. To wcale nie wygląda na zwykły przyjacielski gest, chce mi się przez to rzygać.
Nagle do moich uczu docierają dość głośne wrzaski jakieś kobiety. Wyzywa kogoś i to dość mocnymi słowami. Napewno to nikt z naszych domowników, przecież wszystkie kobiety siedzą w tym pokoju. Wstaje z łóżka i podchodzę do drewnianych drzwi, przykładam ucho do wlotu i przysłuchuje się temu zajściu. Rozpoznaje zrozpaczony głos Federico i wściekły kobiecy wręcz warkot. Nie jest za ciekawie, otwieram drzwi i wychodze z pokoju, po chwili orientuje się, że są ze mną również Diego i Lu.
-Jesteś jebanym problemem, chodzącym pieprzonym problemem, który nie jest niczego wart. Nienawidze Cię kundlu, mam nadzieje, że zdechniesz. Pamiętaj od dziś nie jesteś moim synem psie
Zamieramy, cała nasza trójka zamiera 'Pamiętaj od dziś nie jesteś moim synem psie', to jego mama. Mama Federico. Ludmila chwyta mnie za rękę, a po jej policzkach spływają łzy, wcale jej się nie dziwie, bo to ona prawie codziennie używała w jego kierunku tego samego słowa, którym raniła go jego własna matka.
Rodzicielka Pasquarelliego patrzy na nas, po czym opuszcza nasze miejsce zamieszkania. Wszyscy stoimy nieruchomo, między nami panuje grobowa cisza, którą
czasami przerywa pochlipywanie Ludmily. Pewnie zdała sobie sprawę z tego, co musiał odczuwać z każdą ich kłótnią.
-Przepraszam, że musieliście tego słuchać
Federico omija nas i wychodzi na świeże powietrze, nic dziwnego, teraz to jest mu najbardziej potrzebne.
~Diego~
Mijam dziedziniec szkoły i udaje się w kierunku boiska szkolnego, dzisiejszy trening jest bardzo ważny, więc trener nie będzie zachwycony z nieobecności Pasquarelliego i Verdasa. Nie mam zamiaru ich kryć, nie przyjaźnimy się więc to ich problem, jak będą się później tłumaczyć. Może i mi ich brakuje, ale to oni totalnie mnie przekreślili i to jeszcze przez tak banalną rzecz jak bliskość z inną osobą. Fuck logic. Dzisiejsza afera, była dość zaskakująca, myślałem, że matka Fede nie wie gdzie on się uczy, a tu prosze niespodzianka. Szkoda mi go, naprawdę serce mi dzisiaj pękało kiedy słyszałem tą wiązanke przekleństw, ale to już nie moja sprawa. Jego rodzina, jego problem. Wiem, że teraz Ludmile będzie go szkoda i będzie go pocieszać i w ogóle będzie cała dla niego, ale ja też tu jestem i nie poddam się bez walki o jej serce. Lu powinna być z mężczyzną, a nie chłopczykiem, który nie będzie potrafił zagwarantować jej stałego trybu życia. W ogóle... bum, wpadłem na kogoś, to mnie wcale nie bawi
- Uważaj jak chodzisz pacanie
- Fran, słodka jak zawsze
-Diego, beszczelny jak zawsze
-Nie narzekaj skarbie, mogło być gorzej
Jej policzki różowieją, czyżby moja obecność ją zawstydzała? W sumie Fran, mogłaby mi się przydać, zna Ludmile, ponieważ bardzo długo się z nią przyjaźniła, może pomogłaby mi zdobyć Ludmile w jakiś sposób?
-Fran...
Delikatnie chwytam jej dłoń i patrze głęboko w oczy. Tym sposobem, zaliczyłem większość panienek, więc zdaje sobie sprawę z tego, że mi ulegnie
-... Potrzebuje twojej pomocy kochana, tak jak za dawnych czasów
Zgarniam jej z twarzy włosy i zakładam za ucho, kolana jej miękną czuje to.
- W czym dokładnie Diego?
Jej głosi jest słodki i delikatny, co szczerze mówiąc bardzo mi się podoba
-Powiedz mi co Ludmila lubi w facetach
-Jesteś żałosny
Może i mnie wyzwała od żałosnego, ale nie zabrała ręki z mojego uścisku, a to oznacza, że mam jakieś szanse na przekonanie jej.
-Francesca proszę, ona jest dla mnie naprawdę bardzo ważna
Widzę jak spuszcza wzrok do dołu, jest jej smutno, a ja nie rozumism dlaczego
-Dobrze, pomogę. Co chciałbyś o nie wiedzieć?
-Najlepiej wszystko
-To nam trochę zajmię
-Spokojnie, spotkajmy się jutro o szesnastej w kawiarni za szkołą, wiesz gdzie to jest prawda?
Włoszka kiwa głową na tak i chce odejść, ja jednak zatrzymuje ją i chwytam dłonią za podbródek
-Dziękuje, a tak po za tym, to uśmiechnij się, bo masz cudowny uśmiech
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoł :)
Wiem, zapewne dostane opierdol za rozdział, bo bez Fedemily, ale w następnym rozdziale zobaczycie już sceny z nimi <3
Mam nadzieje, że w jakimś stopniu się wam to podoba ^^
Pozdrawiam Ola<3
PS. Od dzisiaj współpracuje na nowym blogu z One Shotami <3
Chcecie, abym napisła na wasze życzenie One Shota o Diemile (niestety Fedemila była zajęta, tak Fedemila Forever pisze o Diemile... co za ironia XD)
Możecie takiego Shocika zamówić u mnie tutaj:
http://one-shots-vilu.blogspot.com
<3
Oczywiście polecam wam też zamawianie u innych dziewczyn, ale to głównie ja się tu reklamuje XD
Czekam na zlecenia (?) XD
Pozdrawiam wasza kochana
Ola<3
piątek, 13 lutego 2015
Chapter 10
~Ludmila~
Huk za oknem, wybudza mnie ze snu. Deszcz i burza nie symbolizują nic ciekawego. Te zjawiska naturalne zawsze wzbudzały u mnie niepokój, którego tak bardzo nienawidzę. Strach jest dla mnie czymś cholernie nieznośnym, nie toleruje go, wydaje mi się, że jest najgorszym uczuciem na świecie, w końcu mam do tego powody prawda? Kolejne błyśnięcie za oknem, po którym natychmiast następuje głośny grzmot. Czuje jak ramiona Federico mocniej zaciskają się na mojej tali. Mimo, że śpi to i tak, jest dla mnie osłoną przed złem tego świata. Myślami wracam do naszej wczorajszej rozmowy. Powiedział, że mnie kocha, nie wiem jak na to zareagować. Szczerze przyznam, że to nie jego wyobrażałam sobie każdej nocy przed zaśnięciem. Myślałam, że to ktoś, no nie wiem, bardziej rozważny w czynach? Ktoś bardziej inteligentny? Ja i Federico to dwa różne światy, które oddzielone są od siebie o milion lat świetlnych, szanse na to, że stworzymy coś razem są nikłe, nie widoczne. Może i coś do siebie czujemy, ale skąd mam wiedzieć, że to nie jest przelotne?
Pasquarelli nie jest typem człowieka, który wytrzymałby całe życie obok jednej dziewczyny, a mi potrzebny jest ktoś stały w uczuciach, ktoś kto zaopiekuje się mną i będzie kochać ponad wszystko. Niechce go ranić, ale ten związek nie miałby żadnego sensu. Może i powinnam spróbować, dać mu szanse, ale nie chce zangażować się, wtedy kiedy on zda sobie sprawę, że to jednak nie jestem ja. Cokolwiek zrobimy to i tak, nie wyjdzie nam na dobre i tak obydwoje będziemy cierpieć prędzej czy później. Delikatnie przejeżdżam ręką po mięciutkich włosach Federa, uwielbiam to robić, zatapianie palcy i wplatywanie ich w czupryne Włocha, to zajęcie, które o dziwo daje zapomnieć mi o szalejącej za oknem katastrofie żywiołowej. Zamykam oczy i wyobrażam sobie jak byłoby mi u jego boku w przyszłości. Musielibyśmy ukrywać się przed innymi, ponieważ jego popularność znacząco spadłaby, gdyby postanowił się ze mną związać. Żadnych randek na mieście, ponieważ inni mogliby nas zobaczyć, a co najgorsze musiałabym patrzeć na stołówce jak te wszystkie suki ze strefy V.I.P wypinają przed nim dupy. Mimo, że teraz też to robią, to gdyby robiły to wtedy, a ja nie mogłabym zareagować to, ten widok zabiłby mnie jak strzał prosto w skroń od samego Hitlera. We wszystkim są minusy i plusy... nasz związek miałby rzeke minusów, nawet ocean minusów. Jednak zawsze jest jakaś zaleta, w końcu doznalibyśmy szczęścia i radości z przebywania z osobą, która jest dla nas wyjątkowa. Nie mogę powiedzieć, że Federico by mnie nie uszczęśliwiał, bo jestem pewna, że robiłby wszystko w tym kierunku, ale jak długo? Nikt tego nie wie, wydaje mi się, że nawet on sam nie wie ile to by trwało. Wszystko co myśle zaprzecza temu co czuje. Moje serce, chce z nim być, ale mój rozum zaprzecza w każdy możliwy sposób, mówiąc mi, że to nie miałoby sensu. Od lat rodzice powtarzali mi, aby zawsze słuchać głosu serca, ale co jeżeli ono się myli? Co jeżeli tym razem to rozum ma racje, a skubany ma dobre argumenty. Muszę z kimś o tym porozmawiać, bo sama nie daje już rady. Violetta i Diego napewno powiedzą mi prawdę, doradzą i postarają się zrozumieć. No właśnie postarają się, jak oni mają mnie zrozumieć, jeżeli ja sama nie wiem co mną kieruje? Do moich uszu dobiega dźwięk ziewania, a ręce Pasquarelliego zsuwają się z mojej tali tak, że nie jestem już w niego wtulona. Patrzę na twarz szatyna i mimowolnie się uśmiecham, nienawidzę tego, że przy nim moje ciało jak i ruchy stają się cholernie zdradzieckie, robi coś czego nigdy bym nie chciała.
- Dzień Dobry Federico
Odpowiada mi głucha cisza, ale nie przeszkadza mi to, najwyraźniej jest trochę speszony po wczorajszej nocy, a więc zacznijmy jeszcze raz
- Fede, posłuchaj nie musisz czuć się dziwnie, przez to co wczoraj powiedziałeś. Nasze relacje zostaną takie same dobrze?
Chłopak patrzy na mnie obojętnym wzrokiem po czym wstaje z łóżka i odwraca się plecami do mnie. Zaczyna mnie to lekko niepokoić, jego zachowanie nie jest takie jak zawsze
-Federico coś się stało?
Po raz kolejny nie słysze odpowiedzi, zachowuje się tak jakby mnie tu nie było, jakbym była niewidzialna
-Czy ty mnie olewasz?
Z jego ust wydobywa się głośny dźwięk gwizdania, ignoruje mnie, ale jaki ma ku temu powód?
Wstaje na równe nogi i przytulam się do jego pleców, niestety on odpycha mnie od siebie ręką. Upadam na podłogę, zapewne nie chciał zrobić tego tak mocno, ale w każdym razie poczułam jego siłę na brzuchu przez który przechodził czysty ból. Federico zniknął za drzwiami łazienki, nie pomógł mi wstać, nie przeprosił za to, że przez niego wylądowałam na zimnej podłodzę, on po prostu odszedł bez żadnego słowa, zostawiając mnie samą. Z jednej strony rozumiem jego idiotyczne zachowanie, ale z drugiem zabolało mnie to, nie chodzi mi o ból fizyczny, chodziasz ten, też daje o sobie znać, ale o ból, który w obecnym momencie bezlitośnie kłuje moje serce.
~Leon~
Violetta mi wybaczyła, jest zafascynowana wierszem, który napisał Feder. Ciekawi mnie jak wyglądałaby jej reakcja, gdyby wiedziała prawdę, napewno niebyłaby zachwycona i nie skakałaby z radości, że ją okłamałem, ale nie powinna być też zła, no bo jednak chciałem dobrze prawda? Ciekawią mnie słowa jakich użyłaby w tej sytuacji 'Ty pieprzony kretynie, nienawidzę Cię kutasie' czy 'Jesteś popieprzonym zasrańcem, nie zbliżaj się do mnie kłamco'. Dziewczyny są przewrażliwione na punkcie kłamstwa. Przecież my, faceci chcemy dobrze kłamiąc im prosto w twarz. Po prostu wolimy uniknąć nie potrzebnych spięć i nieporozumień wywołanymi przez powiedzenie prawdy, tym cholernie przewrażliwionym istotką. Może powinienem powiedzieć jej prawdę, za nim dowie się od kogoś innego. Po chwili wyrzucam tę myśl z głowy, mówiąc jej to mógłbym od razu popełnić samobójstwo, przynajmniej mniej by bolało. Wyciągam czystą bluzkę z szafki i kieruje się w stronę łazienki, niestety po drodzę wpadam na Hernandeza
-Ja wchodzę pierwszy
Próbuje go ominąć i wejść do pomieszczenia, ale on zatrzymuje mnie chwytając za ramie
- Leon, daj mi chciałem pogadać
- Nie mamy o czym gadać, jesteś zdrajcą i nie mam ochoty przeprowadzać z tobą, jakieś kretyńskiej konwersacji dotarło?
Brunet patrzy na mnie smutnym wzrokiem, nie jest mi go szkoda. Zasłurzył na takie traktowanie zbliżeniem się do Ludmily.
- Jesteś niesprawiedliwy
- Ja niesprawiedliwy? A czego spodziewałeś się po sytuacji z Lu?
-Ja i Luśka jesteśmy przyjaciółmi, a po za tym chuj wam do moich uczuć. To, że on jest w niej zakochany nie oznacza, że ja nie mogę być.
Jego tłumaczenia są żałosne. Nie mam ochoty dalej wysłuchiwać jego pieprzonej gadki o tym, jaki jest niewinny.
- Leon, jesteśmy przyjaciólmi...
- Nie Diego, my już od dawna nie jesteśmy przyjaciółmi
Rzucam bluzkę na łóżko i zdenerwowany udaje się do pokoju mojego JEDYNEGO przyjaciela. Czuje jak krew się we mnie gotuje, mam ochote rozwalić wszystko co znajduje się w moim zasięgu. Otwieram drzwi kopnięciem i wchodzę do pokoju Federa i Lu, przynajmniej oni będą dziś szczęśliwi.
- Jestem taki wkurwiony, że lepiej nie pytaj
Pasquarelli patrzy na mnie morderczym wzrokiem, kurwa mać coś jest nie tak jak powinno. Ludmila powiedziała, że wszystko będzie dobrze, że mam trzymać za nich kciuki. No i kurwa co się stało?
- Fede co się dzieje?
- Nic, jest w porządku
Wiem, że kłamie potrafie wyczuć jego kłamstwo na odległość, w końcu znam go od bardzo dawna.
- Federico, przecież widzę, że coś jest nie tak
- Nie musiałeś gadać Ludmile o tym wszystkim, a po za tym ten skurwiel Hernandez powiedział jej, że go uderzyłem
W obecnym momencie żałuje, że nie przyjebałem mu w drugie oko
- I co ona na to?
- Nie była szczęśliwa
Szkoda mi go. Lu, dowiedziała się o tym wszystkim w nieodpowiednim momencie.
-Przepraszam, ona sama zaczęła się domyślać i wyciągnęła ode mnie potwierdzenie po kilku godzinach ciężkich tortur
No wiem, skłamałem... ale ja naprawdę lubie swoje jaja.
- W każdym razie jest jak jest
- Czyli nie jesteście razem?
Federico patrzy na mnie i podchodzi bliżej
- Stary, ja chce o niej zapomnieć, to wszystko ciągnie się już za długo. Gdyby między nami miało coś być to już dawno by było. Pogadam z Hernandezem i zamienie się z nim pokojami, on będzie blisko niej, a ja będę z tobą. Nie chce już cierpieć, a to rozwiązanie będzie miało pozytywne skutki dla naszej dwójki.
Jego pomysł wydaje mi się idiotyczny, w sumie nie tylko wydaje, ponieważ ten pomysł jest idiotyczny.
- Wydaje mi się, że nie powinieneś zapominać na siłę Fede, powinieneś walczyć, kochasz ją i nie możesz tego zaprzepaścić. Walcz o nią stary, a dobrze Ci to zrobi
-Leon, ale ja nie mam już siły o nią walczyć
Pod jego powiekami zbierały się łzy, to pierwszy raz kiedy widzę go tak cholernie bezradnego, a najgorsze jest to, że ja nie mogę nic z tym zrobić.
~Francesca~
Razem z Camilą idę do domku w którym mieszkałam wcześniej. Muszę zabrać z tamtąd reszte swoich rzeczy i przenieść do domku Camili. Obydwie niezwykle się ze sobą zaprzyjaźniłyśmy, czuje że mogę jej ufać. Opowiedziałam jej o moich uczuciach do Diego, ona jako jedyna wie o wszystkim.
-To co jesteś gotowa aby tam wejść?
Camila posyła mi współczujące spojrzenie, cieszy mnie to, że mam takie wsparcie.
-Tak Cami
Pukam do drzwi, które po chwili otwierają się. Na wejściu wita mnie Diego i jego cudowny uśmiech. Ludmila nie zasługuje na jego miłość. - Hej dziewczyny
Obydwie rzucamy mu obojętne 'hej' i wchodzimy do środka
- Przyszłyśmy tylko po reszte moich rzeczy
Diego łapie mnie za rękę i odwraca do siebie. Przez chwile patrzymy sobie głęboko w oczy, chciałabym aby ta chwila trwała wiecznie
- Możemy pogadać Fran?
Posyłam mu nieśmiały uśmiech i kiwam leciutko głową na tak. Jego obecność sprawia, że czuje się niekomfortowo. Hernandez zaciąga mnie w kierunku kuchni, a Camila posyła mi szeroki uśmiech
- O czym chcesz gadać?
- Posłuchaj Fran, przemyśl to czy chcesz odchodzić. Pamiętaj, że Lu i Viola są dla ciebie jak siostry i napewno o tobie nie zapomną
- Diego podjęłam już
decyzje, nie mam zamiaru dłużej się z nimi przyjaźnić
- Fran, błagam.. martwie się o ciebie
Jego oczy wpatrują się we mnie z troską, czy między nami mogłoby coś być?
- No dobrze, przemyśle to
Diego uśmiecha się ciepło, a moje serce topnieje
- A i jeszcze jedno, wiesz może jakie kwiaty lubi Ludmila chce jej zrobić niespodziankę i zaprosić na randkę
Ciepło zniknęło, nadzieja wyparowała... skurwiel
- Jesteś beszczelnym chujem
Wyrywam ręce z jego uścisku i wybiegam z domku. Czuje się jak cholerna idiotka, ten pacan widzi tylko Ludmile. Nienawidzę ich wszystkich.
~~~~~~~~~~~~
Hejoł <3
Mam nadzieje, że wam się podoba <3
Niestety, w poniedziałek szkoła :(
Zabijcie mnie :(
Pozdrawiam Ola<3
ANONIMKI DO DZIEŁA <3
OD DZIŚ WSZYSCY MOŻECIE PISAĆ
SZCZERE KOMENTARZE <3
środa, 11 lutego 2015
Chapter 9
~Federico~
-Ten seks płonie
Kurwa mać... Ludmila wstaje z łóżka i staje naprzeciwko mnie
- Czyli to jednak jesteś ty?
Zamieram. Dosłownie.
- Lu... nie mam pojęcia o czym ty mówisz, mogłabyś jaśniej?
Udaje idiotę, przecież nie mogę powiedzieć jej prawdy, to by mnie zabiło.
- To ty przysyłasz mi kwiaty i piszesz wiersze. Ten framgent 'Sex płonie'... dzisiaj był w wierszyku
Co robić? Co robić? Co robić?
- Ludmila, to fragment piosenki Sex on Fire zespołu Kings of Leon... Naprawdę myślisz, że jestem w tobie zakochany? Obale twoje tezy. Podobasz mi się tylko i wyłącznie fizycznie... nic więcej miedzy nami nie ma i nie będzie
Kłamsta ledwie przechodziły przez moje ust. Nie byłem wiarygodny mówiąc to. Wiem, że Ludmila nie kupi mojej wypowiedzi, napewno już domyśliła się wszystkiego
- Masz racje, jestem głupia. Nie wiem co przyszło mi do głowy. Ty i ja to tylko sex...
Uwierzyła... Jak mogła?
- Nie wiem kim on jest, ale to nie było przemyślane i niewiadomo jak skomplikowane. Wziął fragment jednej z najbardziej popularnych piosenek i wpisał go na kartce. Każdy tak potrafi, nie wysilił się za bardzo. W każdym razie to nie ja.
-Masz racje, przepraszam
Dziewczyna siada na łóżku wydaje się dość... przygnębiona? Smutna?
- Coś się stało Lu?
Kucam przy niej i kłade ręce na jej ciepłych, chudych udach. Czuje jak drży pod wpływem mojego dotyku...podoba mi się to.
-Po prostu myślałam, że... to głupie
- Powiedz, nie bój się
Zachęcam ją ciepłym uśmiechem. Powiedzenie jej prawdy może byłoby jakimś rozwiązaniem, ale chciałbym, żeby pokochała mnie za to kim jestem, a nie dlatego, że pisze dla niej wiersze.
-Myślałam, że między nami mogłoby coś być, ale masz racje to tylko sex. Nic więcej
- Tak, nic więcej
Czuje się trochę jak palant. Właśnie mam idealną okazje na powiedzenie jej co czuje, a ja? A ja tchórze.
- Przytulisz mnie?
Jej słodkie oczka świdrują mnie na wylot, mam ochotę zatracić się w nich, ale to byłoby za bardzo podejrzane
- Dam ci nawet buziaka
Ludmila uśmiecha się do mnie uroczo, a po chwili nasze usta złączają się dając nam tym chwile tylko dla siebie.
~Leon~
Wstałem dziś dość wcześnie jak na mnie. Godzina szósta trzydzieści, a ja już krzątam się po kuchni. Mam ochotę zrobić naleśniki dla wszystkich mieszkańców tego domu. No właśnie co do mieszkańców tego domu to, chyba wszyscy jesteśmy jak małżeństwo w separacji. Niby jesteśmy, ale mamy się w dupie. Diego siedzi cały czas w pokoju albo z Ludmilą albo Violettą, co szczerze mówiąc strasznie mnie wkurza. Francesca... chyba też cały czas siedzi w pokoju. Nie mam pojęcia co się z nią dzieje, była i nagle zniknęła. Dla mnie ta dziewczyna zawsze była chodzącą niewiadomą.
- Witaj Leon
Perfumy o zapachu truskawek, różowa sukienka do kolan i blond loczki... Lucia.
-Cześć Lu, robie naleśniki zjesz?
Blondynka uśmiecha się do mnie wesoło i siada na krześle przy stole.
-Leoś, wiem o Fede. Wiem, że to on pisze mi te wiersze, ale nie przyzna się do tego. Chce od ciebie potwierdzenia, że to on jest tym poetom. W sumie już to wczoraj potwierdziłeś, ale niechce zrobić z siebie idiotki przy nim.
Moja buzia otwiera się w charakterystyczny dla zdziwienia sposób. Jeżeli to potwierdze, a ona robi sobie ze mnie jaja to Fede mnie zabije, ale jeżeli ona coś do niego czuje, to mogłaby być to szansa na ich związek. Ale wściekły Fede nie jest moim ulubionym Federem. Z drugiej strony byłby szczęśliwy gdyby był z nią. Ale wyrwałby mi jaja gdyby dowiedział się, że to ja.
- Lu posłuchaj Fede zabiłby mnie gdybym powiedział Ci, że to on wysyła do Cieb...
Facepalm... załamka... dosłowna... kurwa... Mam kłopoty i to całkiem sporawe. Przykładam rękę do twarzy. Jak można być takim kretynem jak ja? Ludmila szeroko się uśmiecha i rzuca na mnie przywierając całym ciałem do mojej atletycznej sylwetki.
- Jesteś zajebisty Leon
Nie wiem, czy czuje się jak ktoś zajebisty. Wiem, że czeka mnie wyrwanie jaj z korzeniami, co wcale nie należy do przyjemnych sytuacji życiowych. Schrzaniłem. Dałem plamy.
-Nie możesz mu powiedzieć, że wiesz to ode mnie. On mnie zabije rozumiesz? A najgorsze jest to, że męska solidarność mu na to pozwala rozumiesz?
-Leon, uspokój się. Wszystko wyjdzie idealnie. Dziś wieczorem pogadam z nim i możesz trzymać kciuki za nas...
Ludmila przewraca oczami i uśmiecha się. Jeju jaka ona dzisiaj rozpromieniona. Czyżby to odkrycie zmieniło jej podejście do mojego przyjaciela?
- Ty też trzymaj za mnie kciuki
Blondynka posyła mi pytające spojrzenie, w sumie jej wyraz twarzy przypomina mi tego dziwnego typa z Epoki Lodowcowej, ale jeżeli Federa pociągają leniwce to spoko nie mam nic przeciwko jego gustom.
- Dlaczego miałabym trzymać kciuki?
- Zostawiłem Violettcie niespodzianke przy łóżku, mam nadzieje, że mi wybaczy
-Powiem Ci szczerze, gdy Vilu mówiła mi co zrobiłeś, to miałam ochote wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam
Jeju, czy wszyscy będą reagować w ten sposób?
- Mnie to jakoś nie za bardzo bawi, ale ciesze się, że rozbawiłem cię tą niecodzienną sytuacją z mojego życia towarzyskiego
- Muszę przyznać zjebałeś, ale w kozackim stylu
Wystawiam dwa rzędy swoich bielutkich ząbków i nakładam dwie duże porcje naleśników na talerz, albo mi się wydaje, albo ja i Lu dogadamy się w stu procentach.
~Diego~
Przekraczam próg pokoju nauczycielskiego, znowu jestem wcześniej w szkole, ale to tylko za potrzebą poinformowania trenera Nickolsona o moim odejściu. Wścieknie się, ponieważ za niedługo gramy mecz. Pasquarelli też się pewnie wścieknie, bo teraz będę częściej obok Lu. Łysy, wysoki facet po czterdziestce od razu uśmiecha się na mój widok, spoko z niego gość, ale tylko po za liniami boiska.
- Dzień dobry trenerze
- Witaj Diegito, co sprowadza cię do mnie o godzinie siódmej dwa, bo napewno nie mamy treningu
Nickolson drapie się po swojej łysej głowie, zawsze bawił mnie jego brak włosów, no bo latem nie praży go za bardzo słońce?
- Posłuchaj trenerze, muszę odejść z drużyny
Jego usta zaciskają się w cieńką linie, a oczy świdrują mnie na wylot. Szczerze przyznam, przeraża mnie.
- Czemu?
- Muszę zająć się nauką, to ostatni rok, a chciałbym iść na studia
Odpowiedziałem mu zgodnie z prawdą. Yale University zawsze był moi marzeniem. Dostanie się tam wymaga zaskakująco dobrych ocen i uczestnictwa w prawie wszystkich zajęciach pozalekcyjnych
- Hernandez posłuchaj mnie, jesteś mi potrzebny do wygranej. Zapewnie Ci posade kapitan w naszej drużynie, ale błagam Cię zostań
- Ale Federico jest kapitanem
- On nie jest ścianą, da się go przestawić. Wiesz chyba co mam na myśli prawda?
Jeżeli się na to zgodzę, to Feder mnie zabije, ale to dla mnie ogromna szansa
- Zastanowie się i dam znać panu jutro, a teraz muszę spadać
- Przemyśl to dokładnie Hernandez
Nie wiem co mam zrobić, niby mam ogromną szanse, ale Feder mnie zabije za to, że zajmuje jego miejsce już i tak mam u niego wystarczająco przerąbane. Potrzebuje rady. Rady od kogoś inteligentnego, wyjątkowego, kochanego, pięknego... rozmarzyłem się chyba za bardzo. Wyciągam telefon z tylnej kieszeni spodni i wybieram numer Lu
-Cześ księżniczko musisz mi pomóc
-Chyba mówiłem Ci, żebyś się od niej odpierdolił Hernandez
-Federico? Daj mi Ludmile
-Nie ma opcji, posłuchaj odwal się od niej, albo nie będzie z tobą za ciekawie, a teraz żegnaj i nie dzwoń już
Pasquarelli rozłącza się, próbuje wybrać numer Lu jeszcze raz, ale ten skurwiel zablokował mnie w jej telefonie. Rozumiem go jest zazdrosny, ale bez przesady. Ciekawe czy będzie taki odważny kiedy Lu pozna prawdę o tym kto mnie uderzył. Wydaje mi się, że straci u niej wszystkie szanse na dzień dobry.
~Violetta~
Delikatne, ciepłe promienie słońca muskają moją twarz, jak krótkie ale czułe pocałunki. Od kilku minut wpatruje się w duży bukiet białych róż oraz kartkę położoną obok. Czyżby wielbiciel Ludmily pomylił pokoje? Wstaje z łóżka i szybkim krokiem podchodzę do szafki nocnej. Do moich nozdrzy dociera przyjemny zapach naleśników. Powinnam coś zjeść, ale tajemnicza karta papieru nie daje mi spokoju. Biorę ją do ręki i przykładam do nosa... perfumy Leona.
// Czy wiesz kochanie, że to jest właśnie Twoja wina?
Przewróciłaś mój świat, gdy się w nim pojawiłaś,
do góry nogami wszystko rozrzucone,
ale bez tego wiesz nie mógłbym żyć bez Ciebie w ogóle.
Ty dajesz tą moc, jesteś najczystszym źródłem,
myślę o Tobie 24 przez 7 jestem czubem,
i nie dziw się, że miłość może być taka,
jeszcze wtedy, gdy skarbie pokochasz wariata.
To nie jest tajemnica że szaleję za Tobą,
niech wszyscy wiedzą, że Cię kocham, opinie mnie nie obchodzą,
bo najważniejsza jesteś Ty, a nie oni
i wiedz, że nikt na tym świecie kochać mi Ciebie nie zabroni!
Niech robią co chcą, mogą stawać na głowie,
nie mają wpływu i tak, bo kocham Cię jak tylko mogę,
najmocniej jak umiem, całą siłą nieprzytomnie,
to jest taka sfera, która tylko rośnie.
Przepraszam Leon//
Do moich oczu cisną się łzy, ale na moich ustach widnieje uśmiech. Przeprosił i napisał o mnie wiersz. To takie słodkie. Muszę go znaleźć. W piżamie i nie umalowana wybiegam
ze swojego pokoju i zbiegam po schodach do kuchni. Może i powinnam wyglądać jak człowiek przy reszcie domowników, ale teraz najważniejszy jest Leon. Przekraczam próg naszej kuchenki, wszyscy siedzą przy stole i jedzą śniadanie. Chciałabym porozmawiać z nim w cztery oczy, więc rzucam Lu spojrzenie, które mówi samo za siebie, moja przyjaciółka rozumie moją prośbie i chwyta Federa za ręke
- Chodź Fede, pójdziemy się przejść
- Ale ja jeszcze nie skończyłem śnia...
I nie dane mu było skończyć, ponieważ Lu zaciągneła go w kierunku wyjścia z domku. Zostałam z Leonem sama. To cholernie dziwne, ale nagle nie wiedziałam co powiedzieć, tak jakby coś utknęło mi w gardle.
- Cześć Vilu, przeczytałaś wiersz?
Najwidoczniej Leon zauwarzuł moje zakłopotanie i postanowił przejąć inicjatywe
-Tak, był cudowny. Jakim cudem udało ci się napisać coś tak pięknego?
- No wiesz, opisałem wszystko co mam w sercu.
Uśmiecham się do niego i patrze w te niesamowite brązowe oczy które tak bardzo mnie fascynują.
- Leon to co zrobiłeś bardzo mnie zabolało
- Vilu, ja niewiedziałem, że to robie. Byłem pijany, nie myślałem. Żałuje i to bardzo. Chciałbym cofnąć czas i to naprawić, aby było między nami dobrze. Bardzo mi ciebie brakuje i kocham Cię.
- Ja Ciebie też Leon, ale zraniłeś mnie i nie wiem czy mogę Ci ufać
- Daj mi szanse, a obiecuje, że zdobęde twoje zaufanie
- Dobrze, ale nie zmarnuj tej szansy, bo następnej nie dostaniesz
- W takim razie zapraszam Cię dziś na kolacje.
- W takim razie przyjmuje zaproszenie
Zapowiada się cudowna randka z Leonem, której mam nadzieje nikt nie rozwali.
~Francesca~
Camila namówiła mnie, aby nie iść dzisiaj do szkoły tylko ćwiczyć układ, nie za bardzo podoba mo się ten pomysł, ale jeżeli moja przyjaciółka tak postanowiła, to musiałam to zrobić. Mimo dwudziestej próby to i tak nie mogę wczuć się w ten klimat i cały czas myle kroki.
- Cam chyba nie idzie mi najlepiej
- Fran, robisz niesamowite postępy. Jeszcze trochę, a będziesz lepsza ide mnie i Lary
- Tak myślisz?
Rudowłosa uśmiecha się do mnie i przytula
- Ja jestem tego pewna Fran
-Dziękuje, że jesteś bez Ciebie, nie dałabym rady
- Nie masz za co kochana, będę z tobą zawsze i możesz na mnie liczyć.
Ciesze się, że ją mam taka przyjaciółka to skarb.
~Ludmila~
Rozglądam się po sali matematycznej, ostatnia lekcja, a Francesci nadal nie ma. Nie przyszła dziś do szkoły, z tego co wiem to Camili też dziś nie było. Martwie się, mimo że Włoszka postanowiła zakończyć przyjaźń to nie potrafie tak z dnia na dzień zapomnieć o przyjaciółce.
- Lu, nie martw się napewno źle się poczuła i została w domu
Diego jak zawsze jest dla mnie cholernym wsparciem, uwielbiam go za to, że nie muszę mu nawet mówic co jest nie tak. On po prostu zawsze jest obok mnie.
- O panno Ferro widzę, że Hernandeza ma już panienka zaliczonego
Pani Michel, nienawidzę tej głupiej larwy. Uwzieła się na mnie czy co?
- Wydaje mi się, że takie komentarze nie powinny wypływać z ust nauczyciela prawda?
Ten głos... Federico. Odwracam się do niego i szeptem dziękuje za słowa, które wypowiedział. Obronił mnie, jest naprawdę kochany, właśnie dlatego postanowiłam pogadać z nim dziś i dać mu szanse... dać szanse nam. Chce poznać prawdziwego Federico, tego którym tak naprawdę jest. Diego szturcha mnie ramieniem, a pod nos podstawia białą kartke papieru.
// Lu, nie bądź na mnie zła. Nie powiedziałem Ci prawdy, to Fede uderzył mnie na treningu. A dziś rano odebrał twój telefon i zaczął mi grozić, że jeżeli nie odsunę się od Ciebie to będzie po mnie.//
Nie wierze własnym oczom, to co czytam wyprowadza mnie z równowagi. Nie wiem na kogo bardziej zła w tym momencie jestem.
Na Pasquarelliego, że uderzył Diego, czy na Hernandeza, że nie powiedział mi prawdy od razu?
//Czemu Federico miałby Cię bić?//
Muszę znać odpowiedz na to pytanie. Oni byli dla siebie jak bracia, a teraz? A teraz jeden palant dostaje w morde od drugiego palanta.
//Jest w tobie zakochany i nie pasuje mu fakt, że jestem tak blisko ciebie//
Najpierw Leon mówi mi, że Fede jest moim poetom i widzę w nim romantyka z artystyczną duszą, a teraz Diego pisze mi, że Feder jest o mnie zazdrosny i jego artystyczną dusze chuj strzela. Nie mogę tak tego zostawić, rozmowa z Federem chyba przyniesie odwrotny skutek niż myślałam.
~Leon~
Romantyczna kolacja, Violetta, ja i cudowna noc. Czy można chcieć czegoś więcej? Wiem co czuł Feder przed sexem z Lu, bo ja też umyłem się dzisiaj trzy razy. Nigdy nie czułem się, aż tak czysty. To takie dziwne, tak jakby zeszła ze mnie jakaś warstwa skóry, albo brudu. W każdym razie Violetta nie musi wiedzieć nic na temat mojej brudnej natury.
-Kolacja jest cudowna Leon
-Ciesze się, że Ci smakuje naprawdę się starałem
-Wiesz co podobało mi się najbardziej? Wiersz, on był idealny
Tylko szkoda, że ten wiersz napisany jest przez Fede o Ludmile. Ale walić to. Nikt nie musi o tym wiedzieć, a już napewno nie Vilu.
- Posłuchaj kochanie, jesteś dla mnie naprawdę bardzo waż...
Moją romantyczną wypowiedź przerywa Ludmila, która trzaska drzwiami i ... i siada na krześle obok wyjadając nam przy tym jedzenie.
- O Cześć, tak możesz się poczęstować i w ogóle nam nie przeszkadzasz
W moim głosie słychać cholerny sarkazm, ale blondynka ma to chyba w nosie, ponieważ nie przeszkadza sobie w jedzeniu... No to zajebiście
- Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo zła dziś jestem
Violetta patrzy na Lu wściekłym wzrokiem
- Opowiadaj Lu, my mamy czas i w ogóle nam nie przeszkadzasz
Nagle po schodach zbiega wesoły Federico który... wyciąga talerz z szafki i beszczelnie się do nas dosiada
- Widzę, że jemy. Leon postarałeś się, albo mi się wydaje, albo się umyłeś
- Spadaj kretynie, jak ty myłeś się dla Lu to nie miałem pretensji
- Huhuhu... Czy ja o czymś nie wiem? Violetta patrzy na Ludmile zdziwionym wzrokiem, na co blondynka tylko przewraca oczami
- Fede, Lu a może pójdziecie sprawdzić czy nie ma was w kinie jakimś co? Bo ja i Vilu mamy zamiar obejrzeć coś w Tv i wasze tow...
- To obejrzymy we czwórke, genialny pomysł co myślisz Lu?
- Spoko Fede
-Nie posłu...
Niestety nie dane jest mi skończyć, ponieważ dwójka tych idiotów postanowiła usiąć przy TV i zostać razem z nami. No kurwa zajebiście...
~Federico~
Dziś Ludmila zachowywała się dość dziwnie, cały czas mnie unikała. Podczas oglądania razem filmu, chciałem ją objąć, a ona? A ona zeszła z kanapy i usiadła na podłodzę. Czułem się trochę dziwnie. Myślałem, że między nami jest w porządku, no bo przecież było w porządku. I nagle bum jest źle. Co ja jej do cholery jasnej zrobiłem? Naprawdę się staram dzisiaj nawet gadałem z nią na stołówce. Centralnie podeszłem, powiedziałe, że jest piękna i poszedłem. O dziwo nie była zła, ona uśmiechnęła się xo mnie w ten sposób, który tak ubustwiam i podziękowała za komplement. Więc, albo zrobiłem coś złego przy kolacji, albo ... albo Diego powiedział jej co zrobiłem. Jeżeli ten skończony dupek, wpiepszył się w moje relacje z Lu to go zabije. Dosłownie. Powinienem z nią pogadać, ale wole zrobić to jutro rano. Dzisiaj nie mam na to siły, a po następne wole, aby Lu ochłonęła. Kładę się na łóżku obok blondynki, która odwrócona jest do mnie plecami. Żadna nowość, przecież ona często leży w takiej pozycji.
- Jak mogłeś uderzyć Diego?
Jak widać ona ma jednak ochotę dzisiaj o tym rozmawiać. A najgorsze jest to, że ten temat może mieć dość nie oczekiwane skutki
- Tak
- Hmm... takiej odpowiedzi się spodziewałam, a czemu to zrobiłeś mój poeto?
Czemu ona do kurwy nędzy użyła akurat tego określenia? Jeżeli Hernandez powiedział jej coś na ten temat, to pizda zginie szybciej niż obstawiałem
- Bo się o to, kurwa prosił
- Myślałam, że jako poeta masz bardziej zróżnicowane słownictwo.
- Ludmila o co Ci chodzi z tym poetom? Mówiłem Ci wczoraj, że to nie ja
- Leon się wygadał
- Zabije gnoja
- Przestań, nie musisz go zabijać. Gdy dowiedziałam się dziś rano, że to naprawdę ty Fede to serce zaczęło bić mi szybciej. Postanowiłam, że poznanie prawdziwego Ciebie dobrze mi zrobi, bo chyba naprawdę zaczynam coś do Ciebie czuć
Moje serce robi fikołki, zaczyna robić mi się cieplej, a nad moim całym ciałem panuje nieograniczony entuzjazm.
- Lu, chcesz mi powiedzieć,że ty i ja...
- Daj mi skończyć. Chciałam dać Ci szanse, ale wiadomość o tym, że uderzyłeś Diego przekreśliła Cię rozumiesz? Nie rozumiem jak mogłeś to zrobić
- Bo byłem zazdrosny o Ciebie...
- Czemu niby?
- Bo Cię kocham idiotko
Z moich oczu wypływają pierwsze łzy, a Ludmila otwiera buzie ze zdziwienia. W sumie sam się sobie dziwie, że wypowiedziałem te słowa tak szybko.
- Fede, ja...
- Tak wiem, jestem dla Ciebie psem. Przyzwyczaiłem się. Przrpraszam, ale nie chce już rozmawiać, nie mam na to siły
- Dobrze, rozumiem Cię
Tym razem to ja przekręcam się plecami do niej, boli mnie to. Cholernie boli mnie fakt, że ona nie rozumie moich uczuć. Zamykam oczy, a na plecach czuje przyjemny dotyk smyrania.
- Dobranoc Fede, obiecuje Ci, że wszystko będzie dobrze.
Chciałbym coś powiedzieć, ale nie chce psuć tej chwili. Ludmila kładzie swoje drobne rączki na moim torsie, a po zamknięciu oczu obydwoje odpływamy do krainy Morfeusza, jedynej krainy w której naprawdę mogę być szczęśliwy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoł <3
Przepraszam za moją nieobecność :(
Mam nadzieje, że nie jesteście źli :*
Postaram wam się to jakoś wynagrodzić <3
Nie wiem, czy zauwarzyliście, ale ten rozdział jest najdłuższym rozdziałem w historii tego bloga <3
A jutro obchodzimy dwa miesiące wspólnej przygody z moim opowiadaniem. Mam nadzieje, że cieszycie się tak samo jak ja ^^
Kocham i Pozdrawiam
Ola<3
Subskrybuj:
Posty (Atom)