sobota, 18 lipca 2015
004 Zamówienie | One Shot Fedemila ,, Internetowa znajomość '' cz. 1
Zamawiający: Madziunia Madzik Ferro
Parring: Fedemila
Czym jest internet? Dla wielkich informatyków jest to ogólnoświatowa sieć komputerowa, określana również jako sieć sieci. Jednak dla większości nastolatków jest on życiem, rozrywką czy ucieczką od rzeczywistości. W obecnych czasach jest dla nas rzeczą, bez której większość ludzi na świecie nie potrafiłaby normalnie funkcjonować. Internet daje nam niesamowite możliwości poznawania różnych ludzi. Czasem samotników, z którymi w ogóle nie da się rozmawiać, czasami pogubione duszyczki szukające wsparcia, a czasami ludzi, którzy uwielbiają zawierać nowe znajomości.
Ja, należe do trzeciej grupy. Lubię poznawać ludzi, rozmawiać o ich pasjach i czasem doradzać w trudnych wyborach życiowych. Właśnie dlatego na stronie "LiveChat" spędzam praktycznie większość swojego życia. Jestem w Studiu siedzię na telefonie, przychodzę do domu siedzę na komputerze. Moim rodzicą zupełnie się to nie podoba, twierdzą, że jestem uzależniony, ale nie przejmuje się tym, mam już siedemnaście lat i to ja decyduje co i jak robię.
Jak zwykle po przyjściu ze Studia zasiadam do komputera, otwieram wszystkie portale społecznościowe na dwunastu różnych kartach. Jednak tylko jedna z nich jest ważna, a właściwie LiveChat.pl. W polu loginu wpisuje: Szalony_Grzywkacz, system jednak sam mnie loguje. Czasami opcja ,,Zapamiętaj" naprawdę się przydaję.
Czemu, akurat ten portal? Ponieważ nie zamieszczam na nich zdjęć i zbędnych danych osobowych. System losuje mi osobę, a ja po kilku minutach rozmowy decyduje czy mam ochotę pisać z nią dalej. Jeżeli chce zacząć znajomość, to zapisuje jego numer w kontaktach. Łatwe i proste.
Barbie_001: Witaj :)
Szalony_Grzywkacz: Cześć, co u Ciebie? :3
Barbie_001: A dobrze, a u ciebie?
Szalony_Grzywkacz: Niby też, ale trochę nudy :(
Barbie_001: Szukam sponsora...
Szalony_Grzywkacz zakończył rozmowę.
Tak, niektóre dziewczyny są poprostu niesamowite pod względem odwagi. Może i to wszystko jest anonimowe, ale jednak byłoby mi wstyd napisać coś tak wulgarnego do obcej osoby. Cóż, szukamy dalej.
Duży.Denis: Siemka
Szalony_Grzywkacz: No hejka :)
Duży.Denis: Co tam słychać?
Szalony_Grzywkacz: No jakoś leci, a u Ciebie?
Duży.Denis: Też, tylko brak mi miłości.
Szalony_Grzywkacz zakończył rozmowe.
Nie jestem gejem bez przesady. Nie szukam homo, niewiadomo czego. Może i jestem miłym, zabawnym chłopakiem, ale brak mi tolerancji do homoseksualistów. Facet, z facetem? Moim zdaniem jest to po prostu choroba.
~*~
Ślicznotka-mila: Cześć :)
Szalony_Grzywkacz: Hej :) Co u Ciebie?
Ślicznotka-mila: U mnie cudownie, a u Ciebie, Grzywkacz? ;D
Szalony_Grzywkacz: Całkiem, całkiem :) Niedawno wróciłem ze Studia OnBeat. To taka szkoła muzyczna :)
Ślicznotka-mila: Wiem o czym mówisz, u mnie w mieście też takie coś jest. Mój sąsiad i jego siostra do niego uczęszczają.
Szalony_Grzywkacz: A w jakim mieście mieszkasz?
Ślicznotka-mila: W Buenos Aires, a ty?
~*~
Buenos Aires, moje miasto. To cud, że poznałem tu kogoś z mojego otoczenia. Może zaprzyjaźnimy się. A może zostanie dla mnie kimś więcej? Nie mogę się doczekać rozwinięcia naszej znajomości.
~*~
Szalony_Grzywkacz zapisał użytkownika Ślicznotka-mila w swoich kontaktach.
Szalony_Grzywkacz: Ja też, jak masz na imię? Może się znamy? To niesamowite :)
Ślicznotka-mila zapisała użytkownika Szalony_Grzywkacz w swoich kontaktach. Ślicznotka-mila: Nie,to nie zbyt dobry pomysł. Poznajmy się najpierw trochę lepiej.
~*~
Zdziwiłem się, no bo dlaczego nie chce podać mi swojego imienia? Czyżby ta osóbka próbowała coś przede mną ukryć?
~*~
Szalony_Grzywkacz: Skoro tak uważasz, to zostańmy anonimowi. Co robisz na codzień?
Ślicznotka-mila: Uczę się w Art Rebel, tańcze i śpiewam.
Szalony_Grzywkacz: Uczysz się w szkole Gregorio i jego syna Diego?
Ślicznotka-mila: Tak, ja i Diego jesteśmy przyjaciółmi.
Szalony_Grzywkacz: Kurde Gregorio uczył kiedyś w Studio. Niezły kat z niego XD Ty i Diego BFF? Kurde, a może my już od dawna się znamy?
Ślicznotka-mila: Może i się znamy. Nie mam pojęcia :)
Szalony_Grzywkacz: Podaj mi jakiekolwiek swoje dane. Pierwsza litera imienia, no błagam :3
Ślicznotka-mila: Eh, no dobra. L.F :)
Szalony_Grzywkacz: To twoje inicjały?
Ślicznotka-mila: Tak :)
Szalony_Grzywkacz: Eh, liczyłem na coś więcej :( F.P
Ślicznotka-mila: Wystarczy Ci tyle :)
Szalony_Grzywkacz: Obrażam się!
Ślicznotka-mila: No nie obrażaj się na mnie, naprawde miło mi się z tobą rozmawia :( :*
Szalony_Grzywkacz: No dobrze L :*
Ślicznotka-mila: Och F, a jak stoisz z miłością?
Szalony_Grzywkacz: Nijako, nie potrafie znaleźć tej jedynej :(
Ślicznotka-mila: O jeju, to przykre :(
Szalony_Grzywkacz: A jak u Ciebie, masz kogoś?
Ślicznotka-mila: Niestety, nie :( Ale jestem zakochana :( Jednak, nie on odwzajemnia tego.
Szalony_Grzywkacz: Jest kretynem! Daj mi na niego namiary, a własnoręcznie dam mu w morde
Ślicznotka-mila: Jest moim sąsiadem i uczęszcza z tobą do szkoły. Olewa każdą moją próbę zbliżenia.
Szalony_Grzywkacz: Tego kwiatu jest pół śwatu, a trzy czwarte chuja warte :) Zapomnij o nim, jesteś dla niego za dobra. Gdyby tylko któraś starała się o mnie... oddałbym jej wszystko.
Ślicznotka-mila: Ja muszę już iść, umówiłam się z przyjaciółką :)
Szalony_Grzywkacz: Ale wrócisz? :(
Ślicznotka-mila: Zawsze <3
Szalony_Grzywkacz: Od razu mi lepiej <3
Ślicznotka-mila: Do zobaczenia <3
Szalony_Grzywkacz: Do zobaczenia :* <3 !
Użytkownik Ślicznotka-mila wylogował się.
~*~
Ta dzieczyna, zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Nie szuka sponsora, nie jest chora na umyśle, ani nie jest samobójcą. Tylko wydaje się strasznie tajemnicza. To mnie naprawdę kręci. L.F, muszę zapytać Diego o jakąkolwiek osobę o tych inicjałach. Wiem tylko tyle, że jest dziewczyną, że chodzi do Art Rebel i ma sąsiada, który jej się podoba. A ten sąsiad ma siostrę. Cholera jasna, to może być każda.
- Federico, za chwile przyjdzie do mnie Ludmila. Siedź w pokoju i nie rób mi obciachu - dobiega do mnie głos Violetty, mojej siostry.
- Dobrze sister, nie masz się o co martwić - odpowiadam, po czym wracam do mojego wirtualnego świata.
Ludmila to przyjaciółka mojej siostry, jest o rok młodsza i nawet spoko. Nie powiem, że jej nie lubię, ale nasze stosunki nie wykraczają po za normę normalnych relacji.
Bezsensownie jeżdżąc kursorem po pulpucie, myśle jak mogę odnaleść tą niesamowitą dziewczynę, krórą poznałem zaledwie czterdzieści minut temu.
Po kilku minutach wpadam na pomysł, aby przejrzeć liste znajomych Diego na Facebook'u. I nic, nie znalazłem nikogo. Oprócz Ludmily Ferro, która także chodzi do Art Rebel. Art Rebel? I właśnie w tym momencie mnie olśniło. Lu napewno będzie znała tą dziewczyne, w końcu ona także przyjaźni się z Hernandezem.
Wychodzę z pokoju i kieruje się do królestwa Violetty, Ferro powinna już u nas być więc na spokojnie mogę z nią pogadać.
- Violetta! Ludmila! Jesteście w pokoju? - pytam dla pewności.
- Tak, ale nie wchodź tutaj! - ignoruje piskliwy głos Violetty i otwieram drzwi.
- Ludmila? Witaj, musimy pogadać - mówię w kierunku zaskoczonej dziewczyny.
Ferro posyła mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów jaki kiedykolwiek było dane mi zobaczyć. W jej bursztynowych oczach pojawiają się dwa szalejące z radości ogniki.
- Cześć Fede! Miło Cię widzieć - na jej blade policzki wkradają się śliczne rumieńce, które rozczulają moje serce.
- Vils, zostawisz nas na chwilę? Chce pogadać z Ludmi sam na sam - moja siostra patrzy na mjie zdziwionym wzrokiem, po czym wstaje z podłogi, puszcza oczko do Lu i wychodzi zostawiając nas razem.
- A więc o czym chcesz rozmawiać, Fede? - Och! Pomyślisz, że zwariowałem, ale musze Cię o to zapytać - chwytam dziewczynę za ręcę i patrzę jej głęboko w oczy - Poznałem dzisiaj dziewczyne na chat'cie i wydała mi się bardzo wyjątkowa.
Ferro spuszcza wzrok na dół. Przez chwile wydaje mi się nawet, że jest smutna, ale dlaczego tak nagle miałaby stracić chumor?
- I co ja mam do tego? - jej głos nie jest już taki słodki jak na początku, mogłbym nawet powiedzieć, że jest dla mnie oschła.
- Poznałem ją jakąś godzinę temu. Jest z Buenos Aires, chodzi do Art Rebel. Jest zakochana w swoim sąsiedzie, ale on ją olewa. Przyjaźni się z Diego, błagam pomoż mi ją znaleźć
Ludmila patrzy na mnie przeraźona, po czym wybiega z pokoju, potem słyszę tylko trzaśnięcie drzwi wyjściowych.
Powiedziałem coś nie tak? Chciałem tylko dowiedzieć się czegoś o tam tej dziewczynie.
- I tak Cię znajdę L.F - szepczę sam do siebie, po czym rzucam się na łóżko mojej siostry. Kobiety, kto je w ogóle zrozumie.
~*~
Użytkownik Ślicznotka-mila zalogował się.
Szalony_Grzywkacz: Hej, wróciłaś już? Szalony_Grzywkacz: Myślałem o tobie. Szalony_Grzywkacz: Wiem, brzmi to banalnie, ale naprawdę tak było :*
Szalony_Grzywkacz: Jesteś tam?
Szalony_Grzywkacz: Halo?
Szalony_Grzywkacz: Wiem, że tu jesteś. Proszę, odpisz mi.
Ślicznotka-mila: Mieliśmy zostać anonimowi.
Szalony_Grzywkacz: No przecież jesteśmy anonimowi :) Czemu nie odpisywałaś?
Ślicznotka-mila: Pytałeś o mnie Ludmile. Jeżeli zrobisz coś podobnego jeszcze raz, to nie będę chciała z tobą rozmawiać.
Szalony_Grzywkacz: Przepraszam kochana. Po prostu byłem Ciebie ciekawy to wszystko. Wybaczysz? :*
Ślicznotka-mila: Pod warunkiem, że nigdy więcej tego nie zrobisz.
Szalony_Grzywkacz: Obiecuje :)
Ślicznotka-mila: W takim razie wybaczam
~*~
Czy to nie dziwne? Zależy mi na kontakcie z dziewczyną, którą niedość, że poznałem w internecie na badziewnym chatcie to na dodatek znam ją może z niecałą godzine.
Jeszcze w życiu nie czułem takiego zafascynowania, kimś kogo wcale nie znam. Ba, ja jej nawet na oczy nie widziałem. A tak poza tym to jakim cudem Lu powiedziała tak szybko L. F o tym, że o nią pytałem, no i skąd ona wiedziała, że mówię akurat o niej? Teraz będzie to nie fair, ponieważ ona zapewne wie kim ja jestem, a ja nadal jestem w kropce. Moim jedynym ratunkiem jest Diego, ale my jakoś nigdy nie byliśmy ze sobą dość blisko i roznową na temat jego przyjaciółki mogę się tylko ośmieszyć, a naprawdę tego nie chce.
~*~
Szalony_Grzywkacz: A tak wogóle to skąd znasz Ludmile? :)
Ślicznotka-mila: Bardzo dobrze się znamy
Szalony_Grzywkacz: Ze szkoły?
Ślicznotka-mila: Można tak powiedzieć :)
Szalony_Grzywkacz: Okej, nie będę Cię o nic pytał, bo chyba nie za dużo mi powiesz :(
Ślicznotka-mila: Chcesz zapytać o Ludmile?
Szalony_Grzywkacz: Nie, wolę porozmawiać o tobie
Ślicznotka-mila: No dobrze, co chciałabyś wiedzieć?
~*~
Chciałbym wiedzieć o tobie wszystko. Zaczynając od imienia, a kończąc na planach na przyszłość. Chciałbym wiedzieć co gra Ci w duszy.
~*~
Szalony_Grzywkacz: Masz zwierzątko? Rodzeństwo? Hobby jakieś?
Ślicznotka-mila: Mam kotka, uwielbiam go. Nazywa się przytulaś, bo bardzo lubie się do niego przytulać, ogólnie bardzo lubie się przytulać, ale obecnie nie mam do kogo :( Rodzice nie zrobili mi jeszcze rodzeństwa, a bardzo chciałabym je mieć, miałabym się o kogo troszczyć, a taka mała osóbka to prawdziwy skarb. Hobby? Uwielbiam taniec. Tworząc choreografie wyrażam siebie. Kiedy stoje przed lustrami i zamykam się we własnym świecie, ruszając się w rytm muzyki czuje się niczym kopciuszek uratowany z rąk wrednej macochy. Ehh.. zresztą co tu dużo mówić poprostu kocham taniec. A ty ? Jak tam z Vils, pewnie jak zwykle się kłócicie?
Szalony_Grzywkacz: O dziwo dzisiaj odby...
~*~
Zaraz, zaraz skąd ona wie, że jestem bratem Violetty? I skąd ona wie, że często się kłócimy? Och, ta Ludmila to jedna wielka papla, muszę ją za to ochrzanić.
~*~
...ło się bez kłótni. Widzę, że Ludmi dużo Ci o mnie powiedziała :)
Ślicznotka-mila: Hmm..tak trochę tam coś wspomniała. Ehh, przepraszam byłam ciekawa.
Szalony_Grzywkacz: Ale ja nie mogę wiedzieć o tobie niczego, to trochę niesprawiedliwe :( Jestem smutny, jeżeli w ogóle Cię to zainteresuje.
Ślicznotka-mila: Fede, ale ja Ci już dużo powiedziałam :)
Szalony_Grzywkacz: Mieliśmy zostać anonimowi. Jak mam być anonimowy jeżeli znasz moje imię, moją siostrę i pewnie widziałaś mój profil na Facebook'u i wiesz jak wyglądam, nie podoba mi się to L -,-
Ślicznotka-mila: Nie musimy się poznawać jak nie chcesz...
Szalony_Grzywkacz: Jak mamy się poznawać skoro nie chcesz mi powiedzieć jak masz na imie?
Ślicznotka-mila: Ludwiga, zadowolony?
~*~
Kto mógł ją tak skrzywdzić? Ludwiga? No błagam, chyba już wiem dlaczego ukrywała swoje imię. Ale teraz bedę mógł znaleźć ją w necie, albo w znajomych Diego, albo Lu, ewentualnie Violetty. Nikt obcy nie mówi do niej Vils, tylko najbliżsi przyjaciele. No właśnie, moja siostra.
Wstaje od komputera i wbiegam do pokoju Violi, która maluje paznokcie jednym z tych lakierów, którego koloru nie jestem wstanie rozpoznać.
- Młoda, jest sprawa. Jak dobrze znasz Ludmile? - no przecież nie zadam jej od razu pytania czy zna Ludwige, muszę jakoś ją podejść.
- A co podoba Ci się? - podskakuje na łóżku jak pojebana, rozlewając przy tym tą kolorową breje. Fujćki.
- Nie, no co ty. Po prostu poznałem w necie jej koleżanke i za cholere nie wiem która to.
Siadam na łóżku i patrzę na siostrę, która ewidentnie straciła dobry chumor.
- Biedna Lu. Jak ma na imię ta jej koleżanka?
- Ludwiga - na moją odpowiedz Vils wybucha śmiechem, a ja przyglądam się jej zdezorientowany - o co Ci chodzi?
- Nie, nie ważne. Poznałeś ją na tym swoim chat'cie?
- Tak, jakoś tak wyszło - i kolejna fala gromkiego śmiechu wydobywa się z ust mojej zwariowanej siostruni.
- Jezu, to musi być jakieś przeznaczenie. Wy po prostu musicie być razem.
- Ale kto? Znasz ją? Jaka jest? I jak wygląda? - zasypuje ją masą pytań, no cóż jestem strasznie ciekawy tej dziewczyny.
- Jasne, że znam. I to bardzo dobrze. Jest bardzo miłą blondynką, mieszkającą obok cudownej dziewczyny i jej brata idioty.
- W którym jest zakochana - dodaje.
- Tak, ale nie wiem co ona w nim widzi - mierzy mnie wzrokiem - to zwykły śmierdziel.
- I nie odwzajemnia jej uczuć, dupek.
- Cieszy mnie, że w końcu to powiedziałeś braciszku - kładzie mi rękę na ramieniu i lekko poklepuje.
- Ja to Cię jednak nie rozumiem. W każdym razie musisz mi coś o niej opowiedzieć, bo za chwile zwariuje. Na razie wiem tylko tyle, że ma kota przytulasia.
- Tak jak Ludmila - dodaje moja siostra.
- Uczy się w Art Rebel i taniec jest jej pasją.
- Tak jak Lu.
- I jest jedynaczką, tak wiem tak jak Ludmila - wyprzedzam siostrę, która chytrze się do mnie uśmiecha.
- Zrozumiałeś w końcu?
- Ale co ja mam zrozumieć? - pytam już trochę rozdrażniony jej zachowaniem.
- No co za kretynoza - przystawia rękę do mojej głowy i mocno mnie po niej wali - Jest tam coś? Włącz się orzeszku!
- Wiesz co siostra, przyjście z tym do Ciebie to najgorszy pomysł na jaki wpadłem. Już chyba wole pomęczyć trochę Ludmile, moża ona powie mi coś na jej temat. Dobranoc, śpij dobrze.
Zdenerwowany wychodzę z pokoju tej niewdzięcznicy, kiedy ona czegoś chce to muszę spełniać wszystkie jej zachcianki, ale kiedy ja mam małą prośbe, to ona zaczyna robić z siebie idiotkę. Jak tak można, do cholery jasnej. I jeszcze cały czas wyskakiwała mi z tą Ludmilą.
Wchodzę do pokoju i odrazu zasiadam do komputera.
~*~
Ślicznotka-mila: Jesteś tam?
Ślicznotka-mila: Halo? Fede?
Ślicznotka-mila: Widzę, że straciłeś zainteresowanie znajomością. Dobranoc.
Użytkownik Ślicznotka-mila wylogował się.
~*~
Cholera jasna, totalnie zapomniałem powiedzieć jej, że na chwile znikam. Musiało to nie zbyt dobrze wyglądać, co ona sobie o mnie pomyślała. I to stwierdzenie, że straciłem zainteresowanie znajomością, jeszcze nigdy nie odczuwałem takiego pociągu do nieznajomej.
~*~
Szalony_Grzywkacz: Przepraszam, ale odszedłem na chwile od komputera, bo musiałem pogadać z Vils. Nie straciłem zainteresowania, wrecz przeciwnie pragnę kontaktu z tobą. Odezwij się jak wstaniesz. Dobranoc, słodkich snów księżniczko <3
Użytkownik Szalony_Grzywkacz wylogował się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam, was z pierwszą cześcią Shota, tak wiem ta część jest dziwna i kończy się dziwnie. Przepraszam totalnie ją zawaliłam :( Ale następne będą lepsze, obiecuje <3
Pozdrawiam Ola <3
wtorek, 14 lipca 2015
Wyniki Konkursu - Miejsce trzecie
Witajcie w to wtorkowe popołudnie.
Za moim oknem pada deszcz, za waszym też? Jak nie, to wam zazdroszcze... deszcz to zmora, moje włosy go nienawidzą! W sumie makijaż też nie.
Ale przejdźmy do rzeczy. Miejsce trzecie zajmuje Szalona RiRi XD Kochana uśmiałam się jak cholera XD
One Shot bardzo mi się podobał <3
Dlatego zajęłaś trzecie miejsce <3
Gratuluje <3
A teraz zapraszam was do przeczytania
"Zakończenia Violetty oczami Szalonej RiRi XD "
One Shot ,,Musimy się rozstać”
~Koniec jest początkiem czegoś nowego. ~
25.06.2015
Ludmiła
Nauka w studio była dla nas wszystkich szansą, na rozwijanie swoich talentów. To był nasz drugi dom, gdzie mogliśmy śpiewać, tańczyć, śmiać się, spędzać czas wśród przyjaciół. Czwarty-ostatni rok nauki właśnie się kończy. Nigdy nie zapomnimy o tym, co tutaj przeżyliśmy. Nowi przyjaciele, pierwsza miłość. Każdy z nas znalazł tu szczęście. Nasze życie bardzo się zmieniło. Przeżyliśmy tu najważniejsze momenty w naszym życiu. Jesteśmy tacy szczęśliwi, że mogliśmy się tu uczyć w miłej, czasami nawet rodzinnej atmosferze, bo wszyscy uczniowie i nauczyciele studia to jedna, wielka rodzina. Nie wiem co będzie dalej, jak wszystko się potoczy, co będę robić po ukończeniu nauki w studio. Jeszcze nie znam swojej drogi, którą będę kierować się w życiu, jednak jestem pewna, że będzie ona związana z muzyką. Jutro zakończenie roku. Czas pożegnania… nienawidzę ich, ale tego nie uniknę. Trzeba iść do przodu, ruszyć z miejsca. Boję się tylko co będzie z moim związkiem z federico. Przecież on wyjeżdża do włoch-rodzinnych stron, aby rozwijać swoją karierę, a ja? Na razie zostanę tutaj razem z moim ojcem, który niedawno wynajął willę w okolicach domu castillo. Ciężko będzie mi się stąd wyprowadzić. Violetta, german, angie.. Stali się dla mnie bardzo ważni, ale wiem, że nie mogę dalej im ciążyć. Mimo wszystko jestem dla nich obcą osobą. Jestem wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobili..
Przed zajęciami poszłam do parku. Stanęłam w miejscu, gdzie po raz pierwszy pocałował mnie federico. To, co wtedy poczułam… to przyczyniło się do mojej przemiany z lodowatej, nieczułej, egoistycznej osoby w ciepłą, uczciwą, wiedzącą co to jest miłość. Przeszłam dalej i usiadłam na ławce. Tam najczęściej federico grał dla mnie i śpiewał, aby mnie pocieszyć. Pogładziłam miejsce obok siebie. Przymknęłam oczy i przypomniałam sobie, jak wtuleni w siebie siedzieliśmy tu i cieszyliśmy się sobą. Jak delikatnie odgarniał moje loki i muskał moje usta. Jego czekoladowe oczy, skupione były tylko na mnie. Obdarzał mnie szczerym uśmiechem, który sprawiał, że moje serce biło mocniej.
Jednak za chwilę przypomniałam sobie też te złe rzeczy. Nasz związek zepsuła nieufność. Nie uwierzył mi, że to nie ja zepchnęłam violettę ze schodów. Zabolało mnie jak powiedział do mojej matki, że cieszy się, że wyjeżdżam i że nigdy więcej mnie nie zobaczy. Wiem, że to było ustawione, że nie myślał tak, ale … jednak to zostało w mojej pamięci. Nadal go kocham, ale nie wiem, czy zdołam ponownie mu zaufać. Wtedy, gdy go najbardziej potrzebowałam, gdy wszyscy odwrócili się ode mnie, go również nie było. Miał wątpliwości. Ja chyba nie zasługuję na miłość, przecież nigdy nie zmienię się w stu procentach, chociaż nie wiem jak bardzo bym tego chciała. Potrzebuję kogoś, kto zaakceptuje mnie taką jaką jestem, kto będzie mnie wspierał i wierzył we mnie. Czy to tak wiele?
-ludmiła, szukamy cię już od godziny, właśnie mamy próby na jutrzejsze zakończenie roku.. Wszystko dobrze? – violetta wraz z cami i fran przybiegły do mnie i spojrzały na mnie zdziwione.
-płakałaś? Co się stało?- zaniepokoiła się cauviglia. Wtedy dotknęłam opuszkami palców swoje mokre od łez policzki. Wyjęłam z torebki lusterko i chusteczki.
-to nic. Po prostu.. Coś mi wpadło do oka.- tylko to mi przyszło do głowy. Słaba wymówka.
-przestań, przecież widzimy, że coś ci jest. – viola położyła mi dłoń na ramieniu.
-a daj spokój. Jeszcze przed chwilą tak wam się śpieszyło na próbę. Chodźmy więc. – złapałam dziewczyny pod ręce i poszłyśmy do studio on beat, w którym było ogromne zamieszanie z powodu zakończenia roku. Każdy coś robił. Już dekorowali scenę i trybuny, które zorganizował pablo specjalnie na tę okazję. Uroczystość odbędzie się na dworze. Uczniowie układali choreografie, najmłodsi szykowali piosenki, aby pożegnać tych starszych, nauczyciele wariowali, bo nie wiedzieli w co ręce włożyć, a już szczególnie gregorio. Panikował, że nic się nie uda, biegał po pomieszczeniach i wszystkim przeszkadzał, zamiast pomóc.
Weszłyśmy do sali ze sceną, tam, gdzie zawsze wszyscy się spotykają, aby ćwiczyć układy i śpiewać piosenki. Leon, maxi, andres, …..federico… i broduey właśnie ćwiczyli ,, mi princesa”. Gdy weszłam do środka czekoladowe oczy chłopaka, którego nadal kochałam przeszywały mnie na wylot. Zrobiło mi się przykro, że jak dawniej nie mogłam go przytulić, uśmiechnąć się, czy pocałować go. Sprawiało mi to ogromny ból, ale nie mogę zapomnieć o tym, jak bardzo mnie zranił.
Gdy skończyli śpiewać zachwycona camila rzuciła się w ramiona broduey’a, który okręcił ją dookoła siebie i uśmiechał się od ucha do ucha. Leon podszedł do violetty i razem zaczęli się wygłupiać. Po chwili do sali wszedł diego, a fran kiedy tylko go zobaczyła, zapiszczała i pocałowała go w usta. Maxi gadał z naty przez telefon. Chyba nie wiedział, że jest na pobraniu krwi. Nie obyło się też bez gery i clementa, którzy trzymając się za ręce byli w wyśmienitych nastrojach. Tylko ja i fede byliśmy samotni i w kiepskich humorach. Chłopak nadal stał na scenie i patrzył na mnie przygnębiony. W końcu odważył się i chciał do mnie podejść, ale wtedy przyszli nauczyciele i zrezygnował.
-witajcie, widzę, że humory wam dopisują, cieszę się bardzo, że nie rozpaczacie, bo przecież teraz zaczniecie nowe życie, spełnicie marzenia, jestem z was bardzo dumny. – pablo jak zwykle potrafi wywołać uśmiech na naszych twarzach.
-tak to prawda! Teraz może być już tylko lepiej. Jesteście naprawdę zdolni, a lekcje z wami to czysta przyjemność. – odezwała się angie.
-a teraz, ruszcie tyłki i szykujcie się do prób. Koncert ma wypaść świetnie !- rzucił gregorio.
-j-ja os-ssobiście je-estem d-dumny, że na-auczyłem was t-tylu rz-zeczy i , ż-że z-zawsze pom-aagaliście mi znal-e-eźć kanapki.– zamotał się beto.
-my też jesteśmy wam za wszystko wdzięczni. Bez was nie osiągnęlibyśmy tylu sukcesów. Jesteście niezastąpieni.- zabrała głos violetta.
-na pożegnania jeszcze przyjdzie pora. Został tylko dzisiejszy dzień, więc brać się do roboty!- nie wytrzymał gregorio. – dzieciaki.. Szkoda czasu. – opanował się.
-,,llamame”. Proszę. – pablo wskazał na scenę. Ta piosenka wyszła bezproblemowo, ale potem przyszedł czas na ,,crecimos juntos”
Śpiewaliśmy jak najlepiej potrafimy. Wszystko szło bardzo dobrze. Jak zawsze zresztą.. Ale.. Pod koniec piosenki sprawy się nieco skomplikowały.
-fede nie w tą stronę ! – zawołał leon, a włoch wpadł prosto na mnie i razem upadliśmy na ziemię. Leżałam brzuchem na jego klatce. Normalnie lepiej być nie mogło. Znowu poczułam te boskie perfumy i przypomniałam sobie wszystkie miłe chwile spędzone z nim, gdy jeszcze byliśmy razem. Nie wytrzymałam napięcia. Podniosłam się i wybiegłam z sali. Usiadłam na ławce przed budynkiem i ukryłam twarz w dłoniach. Gdy tylko go widzę wszystko mi się przypomina, a gdy go dotykam!? Głupieję, wariuje, nie myślę racjonalnie. Czy ja… nie umiem bez niego żyć?
-ludmiła, jeju nic ci się niestało? Coś cię boli?- dogoniła mnie viola.
-nie.. Zostaw mnie.. –odwróciłam wzrok.
-kochana..- usiadła obok i mnie przytuliła. Tego było mi trzeba. Wsparcia. Nie lubię mówić o uczuciach, ale jeśli tego nie zrobię, będę musiała radzić sobie ze wszystkim sama.
-ludmiła, ja.. Przepraszam. Nic ci nie jest?- fede wyszedł ze studia i zmierzał w moim kierunku.
-nie podchodź! – krzyknęłam. – ja tak nie umiem ! – zostawiłam zaskoczoną violę i federico, a sama podbiegłam do taksówki i wróciłam do domu.
Otworzyłam drzwi willi i weszłam do środka. Niezauważona przeszłam przez salon i udało mi się trafić do mojego pokoju bez żadnych pytań domowników. Zamknęłam drzwi na klucz. Chciałam się odciąć od całego świata i spokojnie wszystko sobie uporządkować.
*violetta*
-co się stało? Wiesz może co się z nią ostatnio dzieje? – zapytałam nadal zszokowanego chłopaka.
-nie sądziłem, że aż tak przeżywa nasze rozstanie. Mam podobnie. Gdy jestem blisko niej czuję radość, chce mi się żyć, ale gdy jest daleko to… nie umiem sobie bez niej poradzić, bo ją kocham.
-to na co czekasz? Idź i jej to powiedz. – uśmiechnęłam się ciepło i objęłam chłopaka ramieniem. – musisz coś zrobić. Zakończenie naszej przygody w studio miało być idealne, a takie nie będzie, jeżeli będziecie skłóceni. Chcecie rozstać się w żalu i złości?
-oczywiście, że nie. Wiem, że nie mogę z nią być, bo ona mi już nie ufa, lecz wiem też, że mnie kocha, dlatego zrobię wszystko aby było dobrze i jej i mnie. – postanowił. Chyba odzyskał nadzieję, no ja myślę.
-masz rację. Nie możesz się poddać. Zawalcz, a może sprawy przybiorą zupełnie inny obrót najkorzystniejszy dla waszej dwójki? –przytuliłam go.
-violu, jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. – pocałował mnie w policzek i poszedł działać.
Wróciłam do studia. Tam zasypano mnie milionem pytań, co się stało ludmile, dlaczego wybiegła, czy nic jej nie jest. Odpowiedziałam, że fede już to załatwi.
-nie rozumiem ich. Oni powinni być razem. – odparła fran, wtulając się w diego.
-moim zdaniem ona chce z nim być, ale się boi. Po prostu się boi kochać, boi się miłości. – podsumowała cami.
-federico ją też bardzo kocha. Ostatnio mówi tylko o niej i cały czas, czy jest z nami czy też nie ogląda jej teledyski w necie, zdjęcia z nią... Naprawdę mu na niej zależy, a my musimy zrobić tak, aby się pogodzili.- leon już miał plan. Znam mojego chłopaka i wiem, że przyjaciele są dla niego bardzo ważni. Nie odpuści, póki nie zrobi wszystkiego, aby byli szczęśliwi.
-najpierw dajmy szansę fede, jeśli się mu nie uda przekonać lu o swoich uczuciach, to my przejmiemy sprawę. – wpadła na pomysł naty, która ni stąd ni z owąd się pojawiła.
-a ty skąd wiesz, że fede poszedł z nią gadać, przecież byłaś u lekarza?- spytałam zdziwiona.
-tak, ale ja jestem na bieżąco dzięki maxiemu. – spojrzała z czułością na swojego chłopaka.
-ale o fede nie wiedział.- nie odpuszczałam.
-to napisała mi ludmiła. – dziewczyna podrapała się w tył głowy.
-czy my o czymś nie wiemy? – spojrzałam podejrzliwie na naty.
-coooooooooooo- uciekała wzrokiem.
-coś długie to co…… mów co wiesz.- kontynuowałam przesłuchanie.
-no ludmiła mi napisała, że fede dobija się do jej drzwi, a ona nie chce go widzieć, bo… - zakryła usta dłońmi.
-bo? – zapytaliśmy chórem.
-bo ona go kocha, ale ciii!- przyłożyła palec do ust.
-no tyle to już wiemy. – rozłożyłam ręce.
-ale ona mówi, że jak on będzie z nią gadał, to ona jest w stanie mu wybaczyć, ale się boi. Dlatego nie chce go widzieć. – naty prawie płakała.
-dziewczyno to fenomenalna wiadomość ! – klasnęłam w ręce.
-ludmiła ma prawo do szczęścia, ale sama odbiera sobie taką szansę.- zabrała głos cami.
-oj daj spokój, po prostu się zagubiła, biedna i trzeba jej pomóc.- rzekła fran.
-ale nie mówcie jej, że powiedziałam… - panikowała naty.
-nie ma bata, wprowadzamy mój plan. Ona i tak go nie wpuści. Myślmy racjonalnie. – podsumował leon.
-tak . Leon ma rację. – wstawiłam się za chłopakiem.
-to co ? Działamy razem?- zapytał diego.
-pewnie ! – odparliśmy razem.
-no to tak. Plan jest taki….
*ludmiła*
-odejdź i nie wal w te drzwi ! Nie rozumiesz, że nie mamy o czym gadać!? – jeszcze mu mało. Musi mi dokładać?
-proszę, daj mi szansę. Muszę ci coś powiedzieć.- nie dawał za wygraną.
-nie, odejdź, bo wyskoczę przez okno! – wydarłam się.
-zgłupiałaś?!
-nie ! Odejdź! – trzymałam drzwi.
-dobra. Skoro ci nie zależy, to mi też nie. – chyba się zdenerwował.. Jeszcze bardziej. Brawo ludmiła!
Odszedł. Odpuścił. Żałowałam. Już jutro koniec roku. Może jakbym z nim pogadała, to jednak byśmy się pogodzili. Przecież nie muszę z nim być. Możemy zostać przyjaciółmi. Tyko, czy ja dam radę? W tym momencie zawibrował mój telefon. Odczytałam sms-a.
Violetta, 15:34, 25.06.2015r.
~ludmiła chodź szybko ! Naty sięgała po skrzypce w sali z instrumentami i spadła prosto na podłogę! Chyba złamała nogę, ale ja jestem sama, bo wszyscy wyszli i nie wiem co robić. To twoja przyjaciółka, więc pomyślałam, że powinnaś wiedzieć i że to ty powinnaś mi pomóc. Proszę chodź tu szybko!~
-o nie !- krzyknęłam sama do siebie, zgarnęłam torebkę, wrzuciłam telefon, zdjęłam koturny, ubrałam conversy i pobiegłam do studia, bo na taksówkę za długo się czeka. Biedna naty, to moja wina. Znowu stała się jej krzywda przed występem i znowu z mojej winy. Zaraz, ale czemu czuję się winna? To chyba przez nerwy. Oby tylko wszystko dobrze się skończyło..
15 minut później…
-natalia!? Violetta?!- wbiegłam do studia, ale nikt mi nie odpowiedział. Tylko nie gadajcie, że violetta zemdlała ze strachu, a natalia z bólu, bo ja nie wiem co robić. Może zadzwonię na pomoc. Wyjęłam telefon i wybrałam numer, ale wtedy usłyszałam chrząknięcie w sali z instrumentami. Czyli nacie nic nie jest? Szybko wbiegłam do pomieszczenia, ale nikogo nie było. Wtedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi, a przez szybę zobaczyłam maxiego, brodueya, cami, fran, diega, leona, andresa, gery, clementa, violettę i o dziwio natalię stojącą na własnych nogach. Zrobiłam się czerwona ze złości, bo nie wiedziałam o co chodzi. Podeszłam do szyby i zaczęłam w nią walić.
-ej no co wy robicie!? Wypuście mnie, posrało was?- uderzałam pięściami.
-ludmiła, spokojnie, proszę. Musieliśmy !- krzyczała viola. Nic nie słyszałam, ale umiem czytać z ruchu warg. Puknęłam się w głowę sugerując, że są nienormalni.
-to dla mnie to zrobili.. – usłyszałam za plecami znajomy głos. Sparaliżowało mnie. – kocham cię ludmiła i choć bym próbował, nie potrafię żyć bez ciebie. – poczułam jego dłonie na swojej talii. – wiem, że popełniłem wiele błędów, ale wybacz mi tak, jak ja wybaczyłem ci błędy popełnione przez ciebie. Jesteś dla mnie całym światem. Zrozumiałem to już dawno temu.- szepnął mi do ucha. – wiem, że ja też nie jestem ci obojętny. Wiem, że w głębi duszy chciałaś, abyśmy się pogodzili. – łzy mimowolnie wypłynęły z moich oczu. Chłopak odwrócił mnie przodem do siebie i wierzchem swojej dłoni otarł moje mokre policzki. – to, że płaczesz tym bardziej to potwierdza. – opuściłam głowę. –
*federico*
-powiedz, jeśli się mylę, a odpuszczę i po zakończeniu roku wyjadę i nigdy więcej mnie nie zobaczysz. – dziewczyna zrobiła parę kroków w tył.
-nie mogę fede.. – szlochała. – nie dam rady.. – spodziewałem się innej reakcji. – kiwnąłem, aby otworzyli drzwi.
-a więc.. Wyjadę jeszcze dzisiaj. – postanowiłem.
-zaraz, ale nie rób tego z mojego powodu. Odjedziesz tak bez pożegnania? – zapytała trzęsącym się głosem.
-moje życie bez ciebie i tak nie ma sensu. Muszę wyjechać jeszcze dziś. Nie mogę tak spokojnie patrzeć na ciebie i mieć świadomość jak bardzo mnie nienawidzisz.. – teraz łzy spłynęły po moich policzkach. – przykro mi, że tak wyszło. Wahałem się, ale nigdy nie powiedziałem, że zrzuciłaś violettę. Nigdy tego nie powiedziałem ludmiła!- przełknąłem ślinę. – nawet nie wiesz, jak bardzo jest mi teraz przykro. – szybkim krokiem opuściłem salę i pojechałem do willi spakować walizki i zamówić bilet powrotny do włoch.
*leon*
Federico wyszedł, a ludmiła opadła na podłogę i zaczęła głośno płakać. Wszystko poszło nie tak jak powinno. Zamiast polepszyć ich stosunki pogorszyłem sprawę. On chce wyjechać. I to jeszcze dziś. Zostawić nas bez pożegnania. Ona płacze, załamała się i nie wie co ma robić. Jest rozdarta. Dziewczyny podbiegły do niej i zaczęły ją pocieszać.
-myślałam, że to dobry pomysł.. – viola chciała się jakoś usprawiedliwić. – leon leć za nim! On nie może wyjechać! – krzyczała w moją stronę.
-nie, zostań. – odparła ludmiła. – może tak rzeczywiście będzie lepiej. Daleko od siebie nie będziemy siebie ranić.- wtuliła się w ramię naty. Cami i fran trzymały ja za ręce, a viole kucała naprzeciw niej.
-kurde, ja nie pozwolę by wyjechał!- maxi pobiegł za chłopakiem.
-ludmiła, czy ty naprawdę tego chcesz? Przecież go kochasz. Nie pamiętasz, jak ty byłaś tą złą? Nękałaś innych, wyśmiewałaś ich, pakowałaś ich w kłopoty? Przepraszam, że ci to wypominam, ale inaczej nie da się z tobą gadać. Fede ci to wybaczył. Widział w tobie kogoś więcej niż my widzieliśmy. Czy ty nie możesz wybaczyć mu? Tym bardziej, że go kochasz. – rzekła fran.
-właśnie. Federico nigdy wcześniej nie kochał kogoś tak bardzo, jak kocha ciebie, a wiesz, że nie jest łatwo cię kochać. – zaśmiałem się i wywołałem także uśmiech na twarzy ludmiły.
-nikt oprócz fede i naty we mnie nie wierzył. – spojrzała na przyjaciółkę, która powoli się rozklejała.- poza tym on bardzo mnie kocha i mógł całkowicie się ode mnie odwrócić, ale tego nie zrobił. Odnalazł mi ojca. – jej oczy ponownie się zaszkliły. – tak dużo dla mnie zrobił, tyle dla mnie poświęcił, tyle ze mną wytrzymał, cały czas widział we mnie kogoś, kogo da się kochać. – w końcu zrozumiała. – ja także go kocham. Bardzo mocno. Umrę bez niego. – poderwała się. – nie mogę pozwolić mu odejść. Zadzwoń do maxiego. Sama muszę to załatwić. – rzekła stanowczo i wybiegła ze studio.
-sukces! – cami klasnęła w ręce.
-to było piękne co powiedziała. Czasami nie wierzę, że to ludmiła. – odparła viola.
-zadzwonię do maxiego, bo on wszystko zepsuje. – naty natychmiast wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała numer swojego chłopaka. Na szczęście odebrał. Co więcej? Za minutę przyszedł do nas.
-tak szybko ? – zdziwiłem się nie na żarty.
-maxi, ty masz chyba w tyłku jakiś turbo napęd. – zażartował clement.
-nie… chciałem zatrzymać fede, ale on wcale nie zamierza wylatywać. Wymusił na ludmile poczucie winy, tym samym zrozumiała jak bardzo go kocha i że nie może bez niego żyć. – chłopak w czapce wypiął dumnie pierś. –ten to ma łeb na karku.
-skąd o tym wiesz? – spytała gery.
-dogoniłem go i wszystko mi powiedział. Potem wróciłem do was. Myślicie, że się uda? – zatarł złowieszczo ręce.
-musi. Nie ma innego wyjścia. Idziemy zobaczyć ! – zawołała violetta i poszliśmy do willi castillo.
*federico*
Modliłem się, aby przyszła. Inaczej na serio bym musiał wyjechać, aby nie wyjść na kłamcę, po za tym bardzo, ale to bardzo ją kocham. Pakowałem walizki, aby wyglądało wiarygodnie. Włożyłem do niej nawet nasze ulubione zdjęcie. Czas mijał nieubłagalnie. Już myślałem, że naprawdę będę musiał opuścić ba, ale na szczęście…
-nie wyjeżdżaj… kocham cię.. – odwróciłem się, a dziewczyna wpadła mi w ramiona. –byłam taka głupia. Przecież wiem, że ci przykro, a ja tak mocno cię kocham. Nie wiem jak bym wytrzymała bez ciebie. Nie wiem co ja sobie myślałam, że będzie dobrze? Nie byłoby dobrze, jeżeli nie byłoby przy mnie chłopaka, w którym się zakochałam. – rozpłakała się na nowo. – nic nie powiesz? – oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
-czyli nie chcesz, abym wyjeżdżał?- wolałem się upewnić.
-nigdy.. – przetarła rękoma ramiona. Uśmiechnąłem się lekko, a ona pocałowała mnie w usta. Tego mi brakowało. Jej bliskości. Uwielbiam ją, jest dla mnie kimś bardzo ważnym, nawet powiedziałbym, że najważniejszym. Teraz już wszystko będzie dobrze.
-nie pchaj się, bo nic nie słyszę broduey!- usłyszeliśmy za drzwiami głos cami.
-ała! Nadepnęłaś mi na stopę naty!- syknęła viola.
-ej możecie nie przyciskać mnie do drzwi!? Nie pchajcie się, nie mogę oddychać! – narzekał maxi.
-co mówią?- pytał leon.
Spojrzałam porozumiewawczo na federico. Podeszliśmy do drzwi. Mój chłopak pociągnął za klamkę i ….
-aaaaaa!- …wszyscy wlecieli do pokoju i wylądowali na podłodze.
-kurde mówiłam, że nas usłyszą. – cami wstała z ziemi i zaczęła otrzepywać kamizelkę.
-hehe… ja nic nie wiem.. – violetta leżała na podłodze i posłała nam niewinny uśmieszek.
-ja tylko przechodziłem.- odezwał się leon.
-dosyć. Skoro już tu jesteście mamy dla was wiadomość. – lu spojrzała na mnie i posłała mi ciepły uśmiech.
-nie wyjeżdżam. Za bardzo się kochamy. – pocałowałem moją dziewczynę, a wszyscy zaczęli gwizdać, piszczeć i klaskać.
-co tu się dzieje?- korytarzem przechodził german. – po co ci ta walizka? Wybierasz się gdzieś? A może razem chcecie uciec, wziąć potajemnie ślub i żyć długo i szczęśliwie?- posłał mi i lu pytające spojrzenie.
-nieeee… to tylko tak.. Wygląda, ale nigdzie się nie wybieramy. – uśmiechnąłem się niewinnie.
-a wy co tu robicie dzieciaki? – podparł rękami biodra. –skoro jutro macie zakończenie nauki w studio, to wypadałoby się wyspać, co? – zmarszczył czoło.
-tak. My… spadamy ! – krzyknął maxi i wszyscy wybiegli z pokoju.
-pa kochanie. – leon wrócił i pocałował violę w policzek i uciekł ile sił w nogach, gdy zobaczył minę jej ojca.
-co? Leon!! Bo się policzymy ! – zawołał za nim pan domu. – dobranoc federico, a wy idziecie spać. – wziął dziewczyny pod ramiona i zaprowadził do pokoi.
-do jutra najpiękniejsza!- zawołałem za ludmiłą.
-kocham cię! – usłyszałem w odpowiedzi i już zrobiło mi się cieplej na sercu.
26.06.2015 ważny dzień
Rano, godz. : 9:00
-federico wstawaj ! Wstawaj szybko ! – usłyszałem wołanie i czułem jak ktoś skacze po moim łóżku. Otworzyłem oczy. Byłem przytulony do poduszki a po moich obu stronach dostrzegłem dwie postacie. Wyostrzyłem wzrok.
-ludmiła? Violetta? Co wy…- wywaliłem poduszkę za plecy.
-dziś jest ten dzień! – zapiszczały i złapały się za ręce.
-czemu mnie wcześniej nie obudziłyście? – spojrzałem na zegarek. Za godzinę zaczynamy.
-próbowałyśmy, ale miałeś twardy sen. O czym śniłeś? – zapytała blondynka.
-chyba o kim.. – poruszyłem zabawnie brwiami, złapałem lu za rękę i pociągnąłem tak, że usiadła na moich kolanach.
-to ja idę się szykować dalej, a wy za dużo się nie całujcie, tylko ruszcie tyłki, bo jak się spóźnimy, to będzie wpadka na maxa ! – zawołała violka i wybiegła z pokoju.
-cieszę się, że ten dzień będziemy mogli przeżyć razem. – szepnąłem jej do ucha.
-ja też się cieszę. Nie mogło być lepiej. – pocałowała mnie. –a teraz, leć do łazienki i ,,napraw” grzywkę, bo rozwaliłeś jak tak tuliłeś się do tej poduszki!- zaśmiała się.
-no, no. Wolałbym, żeby zamiast tej poduszki leżał tu ktoś bardziej podniecający.. – wyszczerzyłem zęby.
-zobaczymy jak się sprawy potoczą.. Szykuj się, zostawiam cię. – pocałowała mnie w policzek i opuściła pokój, co chwile się odwracając.
*ludmiła*
Godzina 10:00
Staliśmy na scenie głównej w takim porządku : clement, gery, maxi, natalia, federico, ja, leon, violetta, broduey, cami, diego i francesca.
Było bardzo dużo ludzi. Nasza najbliższa rodzina, rodzice, kuzyni, ciotki, wujkowie, dziadkowie, siostry, bracia, przyjaciele, znajomi i oczywiście wszyscy nauczyciele i uczniowie studia. Kolorowe dekoracje wprawiały nas w dobry nastrój. Uśmiechy na twarzach najbliższych wywoływały przyjemną atmosferę i dodawały otuchy. Czuliśmy się docenieni i wyjątkowi w tym szczególnym dniu. Byliśmy już tacy dorośli i odpowiedzialni. Chodź w przypadku leona i fede może być różnie. Jak sobie przypomnę, co się działo przed te cztery lata, to śmiać mi się chce. Tyle kłótni, sprzeczek, odpałów, nerwów po to, aby teraz być zgodnymi, mądrymi, utalentowanymi, odpowiedzialnymi ludźmi, przyjaciółmi.. Niesamowite jak się to wszystko potoczyło.
Zaśpiewaliśmy piosenki ze wszystkich czterech lat. Na początek ,,creciomos juntos”, które wyszło nam najlepiej. Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Te ostatnie chwile razem były najcenniejsze. Chwile? Co ja mówię, śpiewaliśmy, tańczyliśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy przez całą noc. Miało być ich 6 a skończyło się na 60-ciu. Wszyscy rozeszli się tak o 6:00 nad ranem. Rodzice się z nami pożegnali i wrócili do domu. Chyba zrozumieli, że potrzebujemy jeszcze trochę czasu dla siebie. Te ostatnie godziny w ulubionym gronie przyjaciół. W paczce, która istnieje już tak długo.
Usiedliśmy na kanapach, które stały za sceną. Każda para siedziała obok siebie i razem gadaliśmy jeszcze przez 5 godzin. Potem chłopacy nas zostawili i poszli ostatni raz zrobić jakiś przypał. Co wymyślili? Urządzili zawody ,,kto więcej zje lodów” . Pierwsza osoba, która odpadnie musiała na majtkach przebiec przez całą dzielnicę, a osobie, której wygrała, reszta uczestników miała zafundować darmowy mecz. Kto przegrał? Nie uwierzycie. Federico… a dlaczego? Bo na imprezie najwięcej zjadł i już nie mieścił. Wstyd mi było, gdy tak biegał w gaciach po mieście, ale już trudno. Jakoś to przeżyłam, a powiem więcej. Uśmiałam się jak nigdy wcześniej. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie, którym po wszystkim go ,,nękaliśmy”. Skoro fede przegrał, to kto wygrał? Leon! Ten to ma więcej szczęścia jak rozumu. My-dziewczyny w tym czasie tworzyłyśmy album z naszymi zdjęciami, aby nauczyciele studio nigdy o nas nie zapomnieli. Wyszło nam świetnie, ale nie obyło się bez kłótni. Oczywiście ja musiałam być przyczyną, bo nie podobało mi się jedno zdjęcie, a one chciały je wkleić. Wyszłam jak jakaś nienormalna, ale w końcu się zgodziłam. No co? Taka już jestem. Gdy chłopcy już do nas wrócili poszliśmy jeszcze do nauczycieli i wręczyliśmy im nasze dzieło. Bardzo im się to podobało. Oczywiście wszyscy się popłakali, były przytulasy, a na koniec grupowy uścisk. Ciężko nam było z świadomością, że już nie będziemy uczyć się w studio on beat. Na koniec pablo pożegnał nas bardzo pięknymi słowami.
-kochani! Chciałbym jeszcze tylko powiedzieć, że te cztery lata były dla nas niezwykłe i nigdy nie zapomnimy jak bardzo staraliście się, aby dotrzeć do tego, co teraz macie. Możecie być z siebie bardzo dumni, bo my jesteśmy i naprawdę z naszej strony ogromną przyjemnością była współpraca z wami. Jesteście bardzo ambitni, utalentowani, macie ducha walki i wiemy, że poradzicie sobie doskonale i spełnicie swoje marzenia. Nie ma co płakać..-pablo łamał się głos.- ..bo to jest początek czegoś nowego, pięknego w waszym życiu. Pamiętajcie, że zawsze możecie na nas liczyć, przyjść do nas z każdym problemem, bo zawsze znajdziemy dla was czas i zawsze będziemy gotowi was wspierać. –rozkleił się, a my razem z nim.
Trudno nam było zostawić to wszystko. Bardzo przywiązaliśmy się do tego miejsca. Nie wiem jak to dalej będzie, ale musimy stawić czoło nowym wyzwaniom, które czekają nas w dorosłym życiu. To początek czegoś nowego.
2 lata później…
*camilla*
Smutno mi było opuszczać studio, bo wychowałam się w nim, spędziłam tam najpiękniejsze lata w moim życiu, poznałam tylu fantastycznych ludzi, spełniałam marzenia, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, a może zacznie się coś lepszego? Tak właśnie się stało. Tyle lat pracy, potu, starań nie poszło na marne, bo teraz jestem i aktorką i piosenkarką i tancerką. Po zakończeniu roku dostałam propozycję zagrania głównej roli w filmie ,,żyj i pragnij”, a co jest jeszcze lepsze? Mojego partnera w tym filmie zagrał mój chłopak, broduey, bo przy nim moje słowa, gesty , uczucia są prawdziwe, a on także ma niebywały talent aktorski o czym się przekonał na jednych z prób. Mimo tego broduey jest także nauczycielem tańca w prestiżowej szkole muzycznej ,,talento”. Razem spełniamy marzenia, wspieramy się i wspólnie podejmujemy decyzje dotyczące naszej przyszłości. Dlaczego? Gdyż ostatnio mój chłopak zaprosił mnie na kolację do paryża i tam oświadczył mi się. Planujemy wziąć ślub w lipcu. Oczywiście nadal utrzymujemy kontakt z naszą paczką. Prawie ze wszystkimi, gdyż gery i clement mieszkają w hiszpanii.
*francesca*
Cały czas pamiętam dzień zakończenia nauki w studio. Był dla mnie wyjątkowy i bardzo, bardzo ważny. Po tylu latach rozwijania talentów w tym miejscu, musiałam je opuścić. Myśląc o studio on beat zawsze pamiętam też o ludziach, którzy mnie wspierali, wierzyli we mnie i pomagali mi, gdy traciłam wiarę w siebie i swoje możliwości. Ciężko było mi się z nimi rozstać, ale taka jest kolej rzeczy. Teraz widujemy się co miesiąc, organizujemy spotkania, aby nie odcinać się od siebie. Teraz robię to co kocham. Śpiewam. Jeżdżę w trasy koncertowe po całej europie razem z diego. Jestem z nim do teraz. Postanowił, że jednak będziemy pracować w duecie i razem zdobywać sławę i pieniądze. Kochamy się i nic nie zniszczy miłości, na którą tak długo musieliśmy czekać. Myślę, że teraz będzie już tylko lepiej, bo mam przy sobie kogoś, z kim będę już na zawsze. Na szczęście polepszyły się jego stosunki z gregorio, który w końcu otworzył art rebel, które bardzo dobrze prosperuje. W jego studiu uczą się największe gwiazdy, tak jak to sobie wymarzył.
*natalia*
Zakończenie nauki w studio było dla mnie ogromnym przeżyciem. Rozstanie się z nauczycielami i przyjaciółmi było bardzo trudne. Teraz moje życię trochę się zmieniło. Przez całe cztery lata pracowałam na sukces. Nigdy nie wierzyłam w to, że kiedykolwiek mogłabym być kimś więcej niż zwykłą uczennicą studia. Dzięki maxiemu jestem teraz nauczycielką śpiewu w studio you are the best, które razem założyliśmy. Maxi jest dyrektorem. Pomimo tego tworzy własną muzykę i udostępnia ją na you tube. Jego najnowszy kawałek przekracza 6.000.000 wyświetleń, za co dostał 15.000 złotych. Niedługo wyda album, gdzie znajdą się też moje kompozycje, bo ja również robię coś poza nauczaniem młodych. Komponuję piosenki dla youmixu, za co dostaje dodatkową premię i jestem szczęśliwsza, bo robię to co kocham. Nigdy bym nie pomyślała, że moje marzenia mogą się spełnić, dziś wiem, że jak się chce to się ma.
*gery*
Do studia chodziłam zdecydowanie mniej niż pozostali, ale jest ono dla mnie tak samo ważne. Czułam niedosyt, chciałam tam jeszcze zostać, ale musiałam się pogodzić, że to już koniec i trzeba iść dalej. Nie stać w miejscu, tylko rozwijać swoje umiejętności i realizować cele, które się sobie postawiło. Nie przypuszczałam, że mogłabym być z kimś innym niż leon. Po zakończeniu roku dopiero zauważyłam jaka byłam głupia. Miłość mojego życia była tuż obok mnie. Clement to naprawdę cudowny mąż. Mimo, że trochę się pogubił odnalazł w sobie tyle odwagi, aby zawalczyć o to co kocha- muzykę. Tańczenie i śpiew sprawia mu niesamowitą radość do teraz, dlatego postanowiliśmy razem otworzyć szkołę tańca dla ludzi z pasją, gotowych na nowe wyzwania. Mamy z clementem aspirację do realizowania wspólnych planów, które mam nadzieję okażą się naszym sukcesem. Niestety jego ojciec nie chciał go zrozumieć i teraz nie mają kontaktu. Może jeszcze zrozumie jaki błąd popełnił zostawiając swojego syna tylko dlatego, że chciał spełniać marzenia.
Rok temu urodził nam się syn – marco. Clement opiekuje się nim najlepiej jak potrafi. Nie chce, aby nasz syn miał takiego ojca, jakiego ma on sam. Obiecał sobie, że będzie go wspierać i nie pozwoli, aby był nieszczęśliwy. Szybko się wszystko potoczyło, ale cieszę się, że moje życie dzielę właśnie z clementem.
*violetta*
Dwa tygodnie po zakończeniu nauki w studio leon ze mną zerwał. Wyjechał do włoch i tam założył zespół. Przez wiele tygodni nie mogłam pozbierać się po naszym rozstaniu. Byłam taka smutna.. Myślałam, że on naprawdę mnie kocha. Tak nagle mnie opuścił. Dzień przed wyjazdem przyszedł do mnie i mi powiedział, tak po prostu. Bez uprzedzenia. Od tamtej pory uważałam go za potwora, któremu obojętne są moje uczucia, który mnie skrzywdził i nic sobie z tego nie zrobił.
Po roku wrócił. Wyjaśnił mi wszystko. Jeszcze przed końcem roku poszedł zrobić badania. Okazało się, że ma raka. Raka mózgu. Gdy się o tym dowiedziałam było mi naprawdę przykro, że nie powiedział mi od razu. Tłumaczył, że chciał mnie chronić. Mówił, że wolał, abym była szczęśliwa z kimś, kto będzie żył jeszcze długimi latami. Żebym ,,nie marnowała” z nim życia. Abym nie cierpiała, chociaż on cierpiał cały czas. Wybaczyłam mu. Za bardzo go kochałam. Zapytałam go ,,dlaczego jednak wróciłeś?”. Powiedział, że chciał ostatnie dni życia spędzić z kimś kogo kocha całym sercem. Chciał być obok mnie. Było mi tak przykro. Świadomość, że miłość mojego życia niedługo umrze, była nie do zniesienia. Prawie cały czas ryczałam. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że on czuł się dobrze. Nic mu nie dokuczało, nic go nie bolało. Nakłoniłam go do powtórzenia badań i czego się dowiedzieliśmy? Że w tamtym czasie badania robiło dwóch leonów verdasów urodzonych w tym samym dniu. Niesamowity zbieg okoliczności. Pomylili wyniki. Tamten chłopak już dawno nie żyje. Mimo, ze to smutna historia, ulżyło mi, że jednak spędzę z moim ukochanym całe życie. Teraz jeżdżę po całym świecie w trasy koncertowe, a kiedy się skończą, planuję wydać album z własnymi piosenkami. Potem chciałabym założyć rodzinę z moim narzeczonym. Leon ma swój wymarzony zespół, który jeździ ze mną. Jesteśmy blisko i już nigdy nie będziemy daleko od siebie.
*angie*
Dzień po zakończeniu nauki violetty w studio german wyznał mi miłość. Przyznał się, że tchórzył. Myślał, że gdy będzie ze mną zdradzi mariję. Jednak zrozumiał, że ona chce jego szczęścia, a nie był by szczęśliwy będąc z kimś innym niż ze mną. Przeprosił mnie, a ja mu wybaczyłam, bo tylko na to czekałam. Aż zrozumie. Wiedziałam, że potrzebuje czasu i dałam mu go. Teraz jestem jego żoną. Co więcej jestem w ciąży. Urodzę bliźniaczki. Violetta także jest szczęśliwa. Zawsze chciała abym była jej zastępczą mamą. Traktowała mnie już tak wcześniej. Mój ślub z germanem tylko przypieczętował tę relację. Jestem taka szczęśliwa. Nie traciłam nadziei, że jeszcze moje życie się ułoży i tak się stało.
*Ludmiła*
Supernowa. Najlepsza. Najpiękniejsza. Najcudowniejsza. Najważniejsza. Niezastąpiona. – taką siebie widziałam przez te wszystkie lata nauki z studio i taka jestem aż do dziś. Oczywiście nie jestem już zepsutą do szpiku kości egoistyczną małpą czekającą na niepowodzenie innych. Jestem pewna siebie, to prawda, ale mam uczucia.
Co się ze mną stało? Jestem gwiazdą. Tak jak sobie wymarzyłam. Rozpoznawalna na całym świecie Ludmiła Pasquarelii. Chwila! Pasquarelli? Pomyliłam nazwisko? Otóż nie ! Wyszłam za mąż za Fede, który oświadczył mi się siedem miesięcy temu, a dwa miesiące temu wzięliśmy ślub. Razem spełniamy nasze wspólne marzenia. Ogólnie mieszkamy w Posadas w Argentynie. Zdecydowaliśmy, że zostaniemy tutaj, jednak tak nie do końca się to sprawdziło, gdyż z powodu tras koncertowych praktycznie w ogóle nie ma nas w domu. Cały czas podróżujemy. Byliśmy już we Francji, Hiszpanii, Portugalii, Belgi, Holandii, Grecji, Austrii, Niemczech, Polsce, USA, Kanadzie, Meksyku, a nawet w Chinach.
W końcu jestem szczęśliwa. Nie jestem sama. Mam przy sobie dwóch mężczyzn, dla których coś znaczę. DWÓCH? A no… Mój tata także mieszka w Posadas. Jest naszym sąsiadem. Podczas naszej nieobecności zajmuje się naszym domem i moim psem Cleo. Tak się cieszę, że go mam. Wspiera mnie i cieszy się razem ze mną. Zapomniałam dodać, że został nauczycielem w studio ,,Dance in my heart” . Obecnie chodzi z Milsą. Jest siedem lat młodsza od niego, ale spoko z niej babka. Jeżeli on jest szczęśliwy to ja też.
PS: Po trasach koncertowych planujemy z Federico założyć rodzinę. Chcę mieć dziecko. Chcę dać mu to, czego ja nigdy nie miałam. Matkę, która będzie ją kochać i będzie przy niej w każdej sytuacji.
Moje życie. Nowe życie.
~Razem możemy osiągnąć tyle , razem mamy ogromną siłę..~
--------------------------------------------------------
Jeszcze raz gratuluje <3
Pozdrawiam Ola <3
25.06.2015
Ludmiła
Nauka w studio była dla nas wszystkich szansą, na rozwijanie swoich talentów. To był nasz drugi dom, gdzie mogliśmy śpiewać, tańczyć, śmiać się, spędzać czas wśród przyjaciół. Czwarty-ostatni rok nauki właśnie się kończy. Nigdy nie zapomnimy o tym, co tutaj przeżyliśmy. Nowi przyjaciele, pierwsza miłość. Każdy z nas znalazł tu szczęście. Nasze życie bardzo się zmieniło. Przeżyliśmy tu najważniejsze momenty w naszym życiu. Jesteśmy tacy szczęśliwi, że mogliśmy się tu uczyć w miłej, czasami nawet rodzinnej atmosferze, bo wszyscy uczniowie i nauczyciele studia to jedna, wielka rodzina. Nie wiem co będzie dalej, jak wszystko się potoczy, co będę robić po ukończeniu nauki w studio. Jeszcze nie znam swojej drogi, którą będę kierować się w życiu, jednak jestem pewna, że będzie ona związana z muzyką. Jutro zakończenie roku. Czas pożegnania… nienawidzę ich, ale tego nie uniknę. Trzeba iść do przodu, ruszyć z miejsca. Boję się tylko co będzie z moim związkiem z federico. Przecież on wyjeżdża do włoch-rodzinnych stron, aby rozwijać swoją karierę, a ja? Na razie zostanę tutaj razem z moim ojcem, który niedawno wynajął willę w okolicach domu castillo. Ciężko będzie mi się stąd wyprowadzić. Violetta, german, angie.. Stali się dla mnie bardzo ważni, ale wiem, że nie mogę dalej im ciążyć. Mimo wszystko jestem dla nich obcą osobą. Jestem wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobili..
Przed zajęciami poszłam do parku. Stanęłam w miejscu, gdzie po raz pierwszy pocałował mnie federico. To, co wtedy poczułam… to przyczyniło się do mojej przemiany z lodowatej, nieczułej, egoistycznej osoby w ciepłą, uczciwą, wiedzącą co to jest miłość. Przeszłam dalej i usiadłam na ławce. Tam najczęściej federico grał dla mnie i śpiewał, aby mnie pocieszyć. Pogładziłam miejsce obok siebie. Przymknęłam oczy i przypomniałam sobie, jak wtuleni w siebie siedzieliśmy tu i cieszyliśmy się sobą. Jak delikatnie odgarniał moje loki i muskał moje usta. Jego czekoladowe oczy, skupione były tylko na mnie. Obdarzał mnie szczerym uśmiechem, który sprawiał, że moje serce biło mocniej.
Jednak za chwilę przypomniałam sobie też te złe rzeczy. Nasz związek zepsuła nieufność. Nie uwierzył mi, że to nie ja zepchnęłam violettę ze schodów. Zabolało mnie jak powiedział do mojej matki, że cieszy się, że wyjeżdżam i że nigdy więcej mnie nie zobaczy. Wiem, że to było ustawione, że nie myślał tak, ale … jednak to zostało w mojej pamięci. Nadal go kocham, ale nie wiem, czy zdołam ponownie mu zaufać. Wtedy, gdy go najbardziej potrzebowałam, gdy wszyscy odwrócili się ode mnie, go również nie było. Miał wątpliwości. Ja chyba nie zasługuję na miłość, przecież nigdy nie zmienię się w stu procentach, chociaż nie wiem jak bardzo bym tego chciała. Potrzebuję kogoś, kto zaakceptuje mnie taką jaką jestem, kto będzie mnie wspierał i wierzył we mnie. Czy to tak wiele?
-ludmiła, szukamy cię już od godziny, właśnie mamy próby na jutrzejsze zakończenie roku.. Wszystko dobrze? – violetta wraz z cami i fran przybiegły do mnie i spojrzały na mnie zdziwione.
-płakałaś? Co się stało?- zaniepokoiła się cauviglia. Wtedy dotknęłam opuszkami palców swoje mokre od łez policzki. Wyjęłam z torebki lusterko i chusteczki.
-to nic. Po prostu.. Coś mi wpadło do oka.- tylko to mi przyszło do głowy. Słaba wymówka.
-przestań, przecież widzimy, że coś ci jest. – viola położyła mi dłoń na ramieniu.
-a daj spokój. Jeszcze przed chwilą tak wam się śpieszyło na próbę. Chodźmy więc. – złapałam dziewczyny pod ręce i poszłyśmy do studio on beat, w którym było ogromne zamieszanie z powodu zakończenia roku. Każdy coś robił. Już dekorowali scenę i trybuny, które zorganizował pablo specjalnie na tę okazję. Uroczystość odbędzie się na dworze. Uczniowie układali choreografie, najmłodsi szykowali piosenki, aby pożegnać tych starszych, nauczyciele wariowali, bo nie wiedzieli w co ręce włożyć, a już szczególnie gregorio. Panikował, że nic się nie uda, biegał po pomieszczeniach i wszystkim przeszkadzał, zamiast pomóc.
Weszłyśmy do sali ze sceną, tam, gdzie zawsze wszyscy się spotykają, aby ćwiczyć układy i śpiewać piosenki. Leon, maxi, andres, …..federico… i broduey właśnie ćwiczyli ,, mi princesa”. Gdy weszłam do środka czekoladowe oczy chłopaka, którego nadal kochałam przeszywały mnie na wylot. Zrobiło mi się przykro, że jak dawniej nie mogłam go przytulić, uśmiechnąć się, czy pocałować go. Sprawiało mi to ogromny ból, ale nie mogę zapomnieć o tym, jak bardzo mnie zranił.
Gdy skończyli śpiewać zachwycona camila rzuciła się w ramiona broduey’a, który okręcił ją dookoła siebie i uśmiechał się od ucha do ucha. Leon podszedł do violetty i razem zaczęli się wygłupiać. Po chwili do sali wszedł diego, a fran kiedy tylko go zobaczyła, zapiszczała i pocałowała go w usta. Maxi gadał z naty przez telefon. Chyba nie wiedział, że jest na pobraniu krwi. Nie obyło się też bez gery i clementa, którzy trzymając się za ręce byli w wyśmienitych nastrojach. Tylko ja i fede byliśmy samotni i w kiepskich humorach. Chłopak nadal stał na scenie i patrzył na mnie przygnębiony. W końcu odważył się i chciał do mnie podejść, ale wtedy przyszli nauczyciele i zrezygnował.
-witajcie, widzę, że humory wam dopisują, cieszę się bardzo, że nie rozpaczacie, bo przecież teraz zaczniecie nowe życie, spełnicie marzenia, jestem z was bardzo dumny. – pablo jak zwykle potrafi wywołać uśmiech na naszych twarzach.
-tak to prawda! Teraz może być już tylko lepiej. Jesteście naprawdę zdolni, a lekcje z wami to czysta przyjemność. – odezwała się angie.
-a teraz, ruszcie tyłki i szykujcie się do prób. Koncert ma wypaść świetnie !- rzucił gregorio.
-j-ja os-ssobiście je-estem d-dumny, że na-auczyłem was t-tylu rz-zeczy i , ż-że z-zawsze pom-aagaliście mi znal-e-eźć kanapki.– zamotał się beto.
-my też jesteśmy wam za wszystko wdzięczni. Bez was nie osiągnęlibyśmy tylu sukcesów. Jesteście niezastąpieni.- zabrała głos violetta.
-na pożegnania jeszcze przyjdzie pora. Został tylko dzisiejszy dzień, więc brać się do roboty!- nie wytrzymał gregorio. – dzieciaki.. Szkoda czasu. – opanował się.
-,,llamame”. Proszę. – pablo wskazał na scenę. Ta piosenka wyszła bezproblemowo, ale potem przyszedł czas na ,,crecimos juntos”
Śpiewaliśmy jak najlepiej potrafimy. Wszystko szło bardzo dobrze. Jak zawsze zresztą.. Ale.. Pod koniec piosenki sprawy się nieco skomplikowały.
-fede nie w tą stronę ! – zawołał leon, a włoch wpadł prosto na mnie i razem upadliśmy na ziemię. Leżałam brzuchem na jego klatce. Normalnie lepiej być nie mogło. Znowu poczułam te boskie perfumy i przypomniałam sobie wszystkie miłe chwile spędzone z nim, gdy jeszcze byliśmy razem. Nie wytrzymałam napięcia. Podniosłam się i wybiegłam z sali. Usiadłam na ławce przed budynkiem i ukryłam twarz w dłoniach. Gdy tylko go widzę wszystko mi się przypomina, a gdy go dotykam!? Głupieję, wariuje, nie myślę racjonalnie. Czy ja… nie umiem bez niego żyć?
-ludmiła, jeju nic ci się niestało? Coś cię boli?- dogoniła mnie viola.
-nie.. Zostaw mnie.. –odwróciłam wzrok.
-kochana..- usiadła obok i mnie przytuliła. Tego było mi trzeba. Wsparcia. Nie lubię mówić o uczuciach, ale jeśli tego nie zrobię, będę musiała radzić sobie ze wszystkim sama.
-ludmiła, ja.. Przepraszam. Nic ci nie jest?- fede wyszedł ze studia i zmierzał w moim kierunku.
-nie podchodź! – krzyknęłam. – ja tak nie umiem ! – zostawiłam zaskoczoną violę i federico, a sama podbiegłam do taksówki i wróciłam do domu.
Otworzyłam drzwi willi i weszłam do środka. Niezauważona przeszłam przez salon i udało mi się trafić do mojego pokoju bez żadnych pytań domowników. Zamknęłam drzwi na klucz. Chciałam się odciąć od całego świata i spokojnie wszystko sobie uporządkować.
*violetta*
-co się stało? Wiesz może co się z nią ostatnio dzieje? – zapytałam nadal zszokowanego chłopaka.
-nie sądziłem, że aż tak przeżywa nasze rozstanie. Mam podobnie. Gdy jestem blisko niej czuję radość, chce mi się żyć, ale gdy jest daleko to… nie umiem sobie bez niej poradzić, bo ją kocham.
-to na co czekasz? Idź i jej to powiedz. – uśmiechnęłam się ciepło i objęłam chłopaka ramieniem. – musisz coś zrobić. Zakończenie naszej przygody w studio miało być idealne, a takie nie będzie, jeżeli będziecie skłóceni. Chcecie rozstać się w żalu i złości?
-oczywiście, że nie. Wiem, że nie mogę z nią być, bo ona mi już nie ufa, lecz wiem też, że mnie kocha, dlatego zrobię wszystko aby było dobrze i jej i mnie. – postanowił. Chyba odzyskał nadzieję, no ja myślę.
-masz rację. Nie możesz się poddać. Zawalcz, a może sprawy przybiorą zupełnie inny obrót najkorzystniejszy dla waszej dwójki? –przytuliłam go.
-violu, jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. – pocałował mnie w policzek i poszedł działać.
Wróciłam do studia. Tam zasypano mnie milionem pytań, co się stało ludmile, dlaczego wybiegła, czy nic jej nie jest. Odpowiedziałam, że fede już to załatwi.
-nie rozumiem ich. Oni powinni być razem. – odparła fran, wtulając się w diego.
-moim zdaniem ona chce z nim być, ale się boi. Po prostu się boi kochać, boi się miłości. – podsumowała cami.
-federico ją też bardzo kocha. Ostatnio mówi tylko o niej i cały czas, czy jest z nami czy też nie ogląda jej teledyski w necie, zdjęcia z nią... Naprawdę mu na niej zależy, a my musimy zrobić tak, aby się pogodzili.- leon już miał plan. Znam mojego chłopaka i wiem, że przyjaciele są dla niego bardzo ważni. Nie odpuści, póki nie zrobi wszystkiego, aby byli szczęśliwi.
-najpierw dajmy szansę fede, jeśli się mu nie uda przekonać lu o swoich uczuciach, to my przejmiemy sprawę. – wpadła na pomysł naty, która ni stąd ni z owąd się pojawiła.
-a ty skąd wiesz, że fede poszedł z nią gadać, przecież byłaś u lekarza?- spytałam zdziwiona.
-tak, ale ja jestem na bieżąco dzięki maxiemu. – spojrzała z czułością na swojego chłopaka.
-ale o fede nie wiedział.- nie odpuszczałam.
-to napisała mi ludmiła. – dziewczyna podrapała się w tył głowy.
-czy my o czymś nie wiemy? – spojrzałam podejrzliwie na naty.
-coooooooooooo- uciekała wzrokiem.
-coś długie to co…… mów co wiesz.- kontynuowałam przesłuchanie.
-no ludmiła mi napisała, że fede dobija się do jej drzwi, a ona nie chce go widzieć, bo… - zakryła usta dłońmi.
-bo? – zapytaliśmy chórem.
-bo ona go kocha, ale ciii!- przyłożyła palec do ust.
-no tyle to już wiemy. – rozłożyłam ręce.
-ale ona mówi, że jak on będzie z nią gadał, to ona jest w stanie mu wybaczyć, ale się boi. Dlatego nie chce go widzieć. – naty prawie płakała.
-dziewczyno to fenomenalna wiadomość ! – klasnęłam w ręce.
-ludmiła ma prawo do szczęścia, ale sama odbiera sobie taką szansę.- zabrała głos cami.
-oj daj spokój, po prostu się zagubiła, biedna i trzeba jej pomóc.- rzekła fran.
-ale nie mówcie jej, że powiedziałam… - panikowała naty.
-nie ma bata, wprowadzamy mój plan. Ona i tak go nie wpuści. Myślmy racjonalnie. – podsumował leon.
-tak . Leon ma rację. – wstawiłam się za chłopakiem.
-to co ? Działamy razem?- zapytał diego.
-pewnie ! – odparliśmy razem.
-no to tak. Plan jest taki….
*ludmiła*
-odejdź i nie wal w te drzwi ! Nie rozumiesz, że nie mamy o czym gadać!? – jeszcze mu mało. Musi mi dokładać?
-proszę, daj mi szansę. Muszę ci coś powiedzieć.- nie dawał za wygraną.
-nie, odejdź, bo wyskoczę przez okno! – wydarłam się.
-zgłupiałaś?!
-nie ! Odejdź! – trzymałam drzwi.
-dobra. Skoro ci nie zależy, to mi też nie. – chyba się zdenerwował.. Jeszcze bardziej. Brawo ludmiła!
Odszedł. Odpuścił. Żałowałam. Już jutro koniec roku. Może jakbym z nim pogadała, to jednak byśmy się pogodzili. Przecież nie muszę z nim być. Możemy zostać przyjaciółmi. Tyko, czy ja dam radę? W tym momencie zawibrował mój telefon. Odczytałam sms-a.
Violetta, 15:34, 25.06.2015r.
~ludmiła chodź szybko ! Naty sięgała po skrzypce w sali z instrumentami i spadła prosto na podłogę! Chyba złamała nogę, ale ja jestem sama, bo wszyscy wyszli i nie wiem co robić. To twoja przyjaciółka, więc pomyślałam, że powinnaś wiedzieć i że to ty powinnaś mi pomóc. Proszę chodź tu szybko!~
-o nie !- krzyknęłam sama do siebie, zgarnęłam torebkę, wrzuciłam telefon, zdjęłam koturny, ubrałam conversy i pobiegłam do studia, bo na taksówkę za długo się czeka. Biedna naty, to moja wina. Znowu stała się jej krzywda przed występem i znowu z mojej winy. Zaraz, ale czemu czuję się winna? To chyba przez nerwy. Oby tylko wszystko dobrze się skończyło..
15 minut później…
-natalia!? Violetta?!- wbiegłam do studia, ale nikt mi nie odpowiedział. Tylko nie gadajcie, że violetta zemdlała ze strachu, a natalia z bólu, bo ja nie wiem co robić. Może zadzwonię na pomoc. Wyjęłam telefon i wybrałam numer, ale wtedy usłyszałam chrząknięcie w sali z instrumentami. Czyli nacie nic nie jest? Szybko wbiegłam do pomieszczenia, ale nikogo nie było. Wtedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi, a przez szybę zobaczyłam maxiego, brodueya, cami, fran, diega, leona, andresa, gery, clementa, violettę i o dziwio natalię stojącą na własnych nogach. Zrobiłam się czerwona ze złości, bo nie wiedziałam o co chodzi. Podeszłam do szyby i zaczęłam w nią walić.
-ej no co wy robicie!? Wypuście mnie, posrało was?- uderzałam pięściami.
-ludmiła, spokojnie, proszę. Musieliśmy !- krzyczała viola. Nic nie słyszałam, ale umiem czytać z ruchu warg. Puknęłam się w głowę sugerując, że są nienormalni.
-to dla mnie to zrobili.. – usłyszałam za plecami znajomy głos. Sparaliżowało mnie. – kocham cię ludmiła i choć bym próbował, nie potrafię żyć bez ciebie. – poczułam jego dłonie na swojej talii. – wiem, że popełniłem wiele błędów, ale wybacz mi tak, jak ja wybaczyłem ci błędy popełnione przez ciebie. Jesteś dla mnie całym światem. Zrozumiałem to już dawno temu.- szepnął mi do ucha. – wiem, że ja też nie jestem ci obojętny. Wiem, że w głębi duszy chciałaś, abyśmy się pogodzili. – łzy mimowolnie wypłynęły z moich oczu. Chłopak odwrócił mnie przodem do siebie i wierzchem swojej dłoni otarł moje mokre policzki. – to, że płaczesz tym bardziej to potwierdza. – opuściłam głowę. –
*federico*
-powiedz, jeśli się mylę, a odpuszczę i po zakończeniu roku wyjadę i nigdy więcej mnie nie zobaczysz. – dziewczyna zrobiła parę kroków w tył.
-nie mogę fede.. – szlochała. – nie dam rady.. – spodziewałem się innej reakcji. – kiwnąłem, aby otworzyli drzwi.
-a więc.. Wyjadę jeszcze dzisiaj. – postanowiłem.
-zaraz, ale nie rób tego z mojego powodu. Odjedziesz tak bez pożegnania? – zapytała trzęsącym się głosem.
-moje życie bez ciebie i tak nie ma sensu. Muszę wyjechać jeszcze dziś. Nie mogę tak spokojnie patrzeć na ciebie i mieć świadomość jak bardzo mnie nienawidzisz.. – teraz łzy spłynęły po moich policzkach. – przykro mi, że tak wyszło. Wahałem się, ale nigdy nie powiedziałem, że zrzuciłaś violettę. Nigdy tego nie powiedziałem ludmiła!- przełknąłem ślinę. – nawet nie wiesz, jak bardzo jest mi teraz przykro. – szybkim krokiem opuściłem salę i pojechałem do willi spakować walizki i zamówić bilet powrotny do włoch.
*leon*
Federico wyszedł, a ludmiła opadła na podłogę i zaczęła głośno płakać. Wszystko poszło nie tak jak powinno. Zamiast polepszyć ich stosunki pogorszyłem sprawę. On chce wyjechać. I to jeszcze dziś. Zostawić nas bez pożegnania. Ona płacze, załamała się i nie wie co ma robić. Jest rozdarta. Dziewczyny podbiegły do niej i zaczęły ją pocieszać.
-myślałam, że to dobry pomysł.. – viola chciała się jakoś usprawiedliwić. – leon leć za nim! On nie może wyjechać! – krzyczała w moją stronę.
-nie, zostań. – odparła ludmiła. – może tak rzeczywiście będzie lepiej. Daleko od siebie nie będziemy siebie ranić.- wtuliła się w ramię naty. Cami i fran trzymały ja za ręce, a viole kucała naprzeciw niej.
-kurde, ja nie pozwolę by wyjechał!- maxi pobiegł za chłopakiem.
-ludmiła, czy ty naprawdę tego chcesz? Przecież go kochasz. Nie pamiętasz, jak ty byłaś tą złą? Nękałaś innych, wyśmiewałaś ich, pakowałaś ich w kłopoty? Przepraszam, że ci to wypominam, ale inaczej nie da się z tobą gadać. Fede ci to wybaczył. Widział w tobie kogoś więcej niż my widzieliśmy. Czy ty nie możesz wybaczyć mu? Tym bardziej, że go kochasz. – rzekła fran.
-właśnie. Federico nigdy wcześniej nie kochał kogoś tak bardzo, jak kocha ciebie, a wiesz, że nie jest łatwo cię kochać. – zaśmiałem się i wywołałem także uśmiech na twarzy ludmiły.
-nikt oprócz fede i naty we mnie nie wierzył. – spojrzała na przyjaciółkę, która powoli się rozklejała.- poza tym on bardzo mnie kocha i mógł całkowicie się ode mnie odwrócić, ale tego nie zrobił. Odnalazł mi ojca. – jej oczy ponownie się zaszkliły. – tak dużo dla mnie zrobił, tyle dla mnie poświęcił, tyle ze mną wytrzymał, cały czas widział we mnie kogoś, kogo da się kochać. – w końcu zrozumiała. – ja także go kocham. Bardzo mocno. Umrę bez niego. – poderwała się. – nie mogę pozwolić mu odejść. Zadzwoń do maxiego. Sama muszę to załatwić. – rzekła stanowczo i wybiegła ze studio.
-sukces! – cami klasnęła w ręce.
-to było piękne co powiedziała. Czasami nie wierzę, że to ludmiła. – odparła viola.
-zadzwonię do maxiego, bo on wszystko zepsuje. – naty natychmiast wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała numer swojego chłopaka. Na szczęście odebrał. Co więcej? Za minutę przyszedł do nas.
-tak szybko ? – zdziwiłem się nie na żarty.
-maxi, ty masz chyba w tyłku jakiś turbo napęd. – zażartował clement.
-nie… chciałem zatrzymać fede, ale on wcale nie zamierza wylatywać. Wymusił na ludmile poczucie winy, tym samym zrozumiała jak bardzo go kocha i że nie może bez niego żyć. – chłopak w czapce wypiął dumnie pierś. –ten to ma łeb na karku.
-skąd o tym wiesz? – spytała gery.
-dogoniłem go i wszystko mi powiedział. Potem wróciłem do was. Myślicie, że się uda? – zatarł złowieszczo ręce.
-musi. Nie ma innego wyjścia. Idziemy zobaczyć ! – zawołała violetta i poszliśmy do willi castillo.
*federico*
Modliłem się, aby przyszła. Inaczej na serio bym musiał wyjechać, aby nie wyjść na kłamcę, po za tym bardzo, ale to bardzo ją kocham. Pakowałem walizki, aby wyglądało wiarygodnie. Włożyłem do niej nawet nasze ulubione zdjęcie. Czas mijał nieubłagalnie. Już myślałem, że naprawdę będę musiał opuścić ba, ale na szczęście…
-nie wyjeżdżaj… kocham cię.. – odwróciłem się, a dziewczyna wpadła mi w ramiona. –byłam taka głupia. Przecież wiem, że ci przykro, a ja tak mocno cię kocham. Nie wiem jak bym wytrzymała bez ciebie. Nie wiem co ja sobie myślałam, że będzie dobrze? Nie byłoby dobrze, jeżeli nie byłoby przy mnie chłopaka, w którym się zakochałam. – rozpłakała się na nowo. – nic nie powiesz? – oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
-czyli nie chcesz, abym wyjeżdżał?- wolałem się upewnić.
-nigdy.. – przetarła rękoma ramiona. Uśmiechnąłem się lekko, a ona pocałowała mnie w usta. Tego mi brakowało. Jej bliskości. Uwielbiam ją, jest dla mnie kimś bardzo ważnym, nawet powiedziałbym, że najważniejszym. Teraz już wszystko będzie dobrze.
-nie pchaj się, bo nic nie słyszę broduey!- usłyszeliśmy za drzwiami głos cami.
-ała! Nadepnęłaś mi na stopę naty!- syknęła viola.
-ej możecie nie przyciskać mnie do drzwi!? Nie pchajcie się, nie mogę oddychać! – narzekał maxi.
-co mówią?- pytał leon.
Spojrzałam porozumiewawczo na federico. Podeszliśmy do drzwi. Mój chłopak pociągnął za klamkę i ….
-aaaaaa!- …wszyscy wlecieli do pokoju i wylądowali na podłodze.
-kurde mówiłam, że nas usłyszą. – cami wstała z ziemi i zaczęła otrzepywać kamizelkę.
-hehe… ja nic nie wiem.. – violetta leżała na podłodze i posłała nam niewinny uśmieszek.
-ja tylko przechodziłem.- odezwał się leon.
-dosyć. Skoro już tu jesteście mamy dla was wiadomość. – lu spojrzała na mnie i posłała mi ciepły uśmiech.
-nie wyjeżdżam. Za bardzo się kochamy. – pocałowałem moją dziewczynę, a wszyscy zaczęli gwizdać, piszczeć i klaskać.
-co tu się dzieje?- korytarzem przechodził german. – po co ci ta walizka? Wybierasz się gdzieś? A może razem chcecie uciec, wziąć potajemnie ślub i żyć długo i szczęśliwie?- posłał mi i lu pytające spojrzenie.
-nieeee… to tylko tak.. Wygląda, ale nigdzie się nie wybieramy. – uśmiechnąłem się niewinnie.
-a wy co tu robicie dzieciaki? – podparł rękami biodra. –skoro jutro macie zakończenie nauki w studio, to wypadałoby się wyspać, co? – zmarszczył czoło.
-tak. My… spadamy ! – krzyknął maxi i wszyscy wybiegli z pokoju.
-pa kochanie. – leon wrócił i pocałował violę w policzek i uciekł ile sił w nogach, gdy zobaczył minę jej ojca.
-co? Leon!! Bo się policzymy ! – zawołał za nim pan domu. – dobranoc federico, a wy idziecie spać. – wziął dziewczyny pod ramiona i zaprowadził do pokoi.
-do jutra najpiękniejsza!- zawołałem za ludmiłą.
-kocham cię! – usłyszałem w odpowiedzi i już zrobiło mi się cieplej na sercu.
26.06.2015 ważny dzień
Rano, godz. : 9:00
-federico wstawaj ! Wstawaj szybko ! – usłyszałem wołanie i czułem jak ktoś skacze po moim łóżku. Otworzyłem oczy. Byłem przytulony do poduszki a po moich obu stronach dostrzegłem dwie postacie. Wyostrzyłem wzrok.
-ludmiła? Violetta? Co wy…- wywaliłem poduszkę za plecy.
-dziś jest ten dzień! – zapiszczały i złapały się za ręce.
-czemu mnie wcześniej nie obudziłyście? – spojrzałem na zegarek. Za godzinę zaczynamy.
-próbowałyśmy, ale miałeś twardy sen. O czym śniłeś? – zapytała blondynka.
-chyba o kim.. – poruszyłem zabawnie brwiami, złapałem lu za rękę i pociągnąłem tak, że usiadła na moich kolanach.
-to ja idę się szykować dalej, a wy za dużo się nie całujcie, tylko ruszcie tyłki, bo jak się spóźnimy, to będzie wpadka na maxa ! – zawołała violka i wybiegła z pokoju.
-cieszę się, że ten dzień będziemy mogli przeżyć razem. – szepnąłem jej do ucha.
-ja też się cieszę. Nie mogło być lepiej. – pocałowała mnie. –a teraz, leć do łazienki i ,,napraw” grzywkę, bo rozwaliłeś jak tak tuliłeś się do tej poduszki!- zaśmiała się.
-no, no. Wolałbym, żeby zamiast tej poduszki leżał tu ktoś bardziej podniecający.. – wyszczerzyłem zęby.
-zobaczymy jak się sprawy potoczą.. Szykuj się, zostawiam cię. – pocałowała mnie w policzek i opuściła pokój, co chwile się odwracając.
*ludmiła*
Godzina 10:00
Staliśmy na scenie głównej w takim porządku : clement, gery, maxi, natalia, federico, ja, leon, violetta, broduey, cami, diego i francesca.
Było bardzo dużo ludzi. Nasza najbliższa rodzina, rodzice, kuzyni, ciotki, wujkowie, dziadkowie, siostry, bracia, przyjaciele, znajomi i oczywiście wszyscy nauczyciele i uczniowie studia. Kolorowe dekoracje wprawiały nas w dobry nastrój. Uśmiechy na twarzach najbliższych wywoływały przyjemną atmosferę i dodawały otuchy. Czuliśmy się docenieni i wyjątkowi w tym szczególnym dniu. Byliśmy już tacy dorośli i odpowiedzialni. Chodź w przypadku leona i fede może być różnie. Jak sobie przypomnę, co się działo przed te cztery lata, to śmiać mi się chce. Tyle kłótni, sprzeczek, odpałów, nerwów po to, aby teraz być zgodnymi, mądrymi, utalentowanymi, odpowiedzialnymi ludźmi, przyjaciółmi.. Niesamowite jak się to wszystko potoczyło.
Zaśpiewaliśmy piosenki ze wszystkich czterech lat. Na początek ,,creciomos juntos”, które wyszło nam najlepiej. Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Te ostatnie chwile razem były najcenniejsze. Chwile? Co ja mówię, śpiewaliśmy, tańczyliśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy przez całą noc. Miało być ich 6 a skończyło się na 60-ciu. Wszyscy rozeszli się tak o 6:00 nad ranem. Rodzice się z nami pożegnali i wrócili do domu. Chyba zrozumieli, że potrzebujemy jeszcze trochę czasu dla siebie. Te ostatnie godziny w ulubionym gronie przyjaciół. W paczce, która istnieje już tak długo.
Usiedliśmy na kanapach, które stały za sceną. Każda para siedziała obok siebie i razem gadaliśmy jeszcze przez 5 godzin. Potem chłopacy nas zostawili i poszli ostatni raz zrobić jakiś przypał. Co wymyślili? Urządzili zawody ,,kto więcej zje lodów” . Pierwsza osoba, która odpadnie musiała na majtkach przebiec przez całą dzielnicę, a osobie, której wygrała, reszta uczestników miała zafundować darmowy mecz. Kto przegrał? Nie uwierzycie. Federico… a dlaczego? Bo na imprezie najwięcej zjadł i już nie mieścił. Wstyd mi było, gdy tak biegał w gaciach po mieście, ale już trudno. Jakoś to przeżyłam, a powiem więcej. Uśmiałam się jak nigdy wcześniej. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie, którym po wszystkim go ,,nękaliśmy”. Skoro fede przegrał, to kto wygrał? Leon! Ten to ma więcej szczęścia jak rozumu. My-dziewczyny w tym czasie tworzyłyśmy album z naszymi zdjęciami, aby nauczyciele studio nigdy o nas nie zapomnieli. Wyszło nam świetnie, ale nie obyło się bez kłótni. Oczywiście ja musiałam być przyczyną, bo nie podobało mi się jedno zdjęcie, a one chciały je wkleić. Wyszłam jak jakaś nienormalna, ale w końcu się zgodziłam. No co? Taka już jestem. Gdy chłopcy już do nas wrócili poszliśmy jeszcze do nauczycieli i wręczyliśmy im nasze dzieło. Bardzo im się to podobało. Oczywiście wszyscy się popłakali, były przytulasy, a na koniec grupowy uścisk. Ciężko nam było z świadomością, że już nie będziemy uczyć się w studio on beat. Na koniec pablo pożegnał nas bardzo pięknymi słowami.
-kochani! Chciałbym jeszcze tylko powiedzieć, że te cztery lata były dla nas niezwykłe i nigdy nie zapomnimy jak bardzo staraliście się, aby dotrzeć do tego, co teraz macie. Możecie być z siebie bardzo dumni, bo my jesteśmy i naprawdę z naszej strony ogromną przyjemnością była współpraca z wami. Jesteście bardzo ambitni, utalentowani, macie ducha walki i wiemy, że poradzicie sobie doskonale i spełnicie swoje marzenia. Nie ma co płakać..-pablo łamał się głos.- ..bo to jest początek czegoś nowego, pięknego w waszym życiu. Pamiętajcie, że zawsze możecie na nas liczyć, przyjść do nas z każdym problemem, bo zawsze znajdziemy dla was czas i zawsze będziemy gotowi was wspierać. –rozkleił się, a my razem z nim.
Trudno nam było zostawić to wszystko. Bardzo przywiązaliśmy się do tego miejsca. Nie wiem jak to dalej będzie, ale musimy stawić czoło nowym wyzwaniom, które czekają nas w dorosłym życiu. To początek czegoś nowego.
2 lata później…
*camilla*
Smutno mi było opuszczać studio, bo wychowałam się w nim, spędziłam tam najpiękniejsze lata w moim życiu, poznałam tylu fantastycznych ludzi, spełniałam marzenia, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy, a może zacznie się coś lepszego? Tak właśnie się stało. Tyle lat pracy, potu, starań nie poszło na marne, bo teraz jestem i aktorką i piosenkarką i tancerką. Po zakończeniu roku dostałam propozycję zagrania głównej roli w filmie ,,żyj i pragnij”, a co jest jeszcze lepsze? Mojego partnera w tym filmie zagrał mój chłopak, broduey, bo przy nim moje słowa, gesty , uczucia są prawdziwe, a on także ma niebywały talent aktorski o czym się przekonał na jednych z prób. Mimo tego broduey jest także nauczycielem tańca w prestiżowej szkole muzycznej ,,talento”. Razem spełniamy marzenia, wspieramy się i wspólnie podejmujemy decyzje dotyczące naszej przyszłości. Dlaczego? Gdyż ostatnio mój chłopak zaprosił mnie na kolację do paryża i tam oświadczył mi się. Planujemy wziąć ślub w lipcu. Oczywiście nadal utrzymujemy kontakt z naszą paczką. Prawie ze wszystkimi, gdyż gery i clement mieszkają w hiszpanii.
*francesca*
Cały czas pamiętam dzień zakończenia nauki w studio. Był dla mnie wyjątkowy i bardzo, bardzo ważny. Po tylu latach rozwijania talentów w tym miejscu, musiałam je opuścić. Myśląc o studio on beat zawsze pamiętam też o ludziach, którzy mnie wspierali, wierzyli we mnie i pomagali mi, gdy traciłam wiarę w siebie i swoje możliwości. Ciężko było mi się z nimi rozstać, ale taka jest kolej rzeczy. Teraz widujemy się co miesiąc, organizujemy spotkania, aby nie odcinać się od siebie. Teraz robię to co kocham. Śpiewam. Jeżdżę w trasy koncertowe po całej europie razem z diego. Jestem z nim do teraz. Postanowił, że jednak będziemy pracować w duecie i razem zdobywać sławę i pieniądze. Kochamy się i nic nie zniszczy miłości, na którą tak długo musieliśmy czekać. Myślę, że teraz będzie już tylko lepiej, bo mam przy sobie kogoś, z kim będę już na zawsze. Na szczęście polepszyły się jego stosunki z gregorio, który w końcu otworzył art rebel, które bardzo dobrze prosperuje. W jego studiu uczą się największe gwiazdy, tak jak to sobie wymarzył.
*natalia*
Zakończenie nauki w studio było dla mnie ogromnym przeżyciem. Rozstanie się z nauczycielami i przyjaciółmi było bardzo trudne. Teraz moje życię trochę się zmieniło. Przez całe cztery lata pracowałam na sukces. Nigdy nie wierzyłam w to, że kiedykolwiek mogłabym być kimś więcej niż zwykłą uczennicą studia. Dzięki maxiemu jestem teraz nauczycielką śpiewu w studio you are the best, które razem założyliśmy. Maxi jest dyrektorem. Pomimo tego tworzy własną muzykę i udostępnia ją na you tube. Jego najnowszy kawałek przekracza 6.000.000 wyświetleń, za co dostał 15.000 złotych. Niedługo wyda album, gdzie znajdą się też moje kompozycje, bo ja również robię coś poza nauczaniem młodych. Komponuję piosenki dla youmixu, za co dostaje dodatkową premię i jestem szczęśliwsza, bo robię to co kocham. Nigdy bym nie pomyślała, że moje marzenia mogą się spełnić, dziś wiem, że jak się chce to się ma.
*gery*
Do studia chodziłam zdecydowanie mniej niż pozostali, ale jest ono dla mnie tak samo ważne. Czułam niedosyt, chciałam tam jeszcze zostać, ale musiałam się pogodzić, że to już koniec i trzeba iść dalej. Nie stać w miejscu, tylko rozwijać swoje umiejętności i realizować cele, które się sobie postawiło. Nie przypuszczałam, że mogłabym być z kimś innym niż leon. Po zakończeniu roku dopiero zauważyłam jaka byłam głupia. Miłość mojego życia była tuż obok mnie. Clement to naprawdę cudowny mąż. Mimo, że trochę się pogubił odnalazł w sobie tyle odwagi, aby zawalczyć o to co kocha- muzykę. Tańczenie i śpiew sprawia mu niesamowitą radość do teraz, dlatego postanowiliśmy razem otworzyć szkołę tańca dla ludzi z pasją, gotowych na nowe wyzwania. Mamy z clementem aspirację do realizowania wspólnych planów, które mam nadzieję okażą się naszym sukcesem. Niestety jego ojciec nie chciał go zrozumieć i teraz nie mają kontaktu. Może jeszcze zrozumie jaki błąd popełnił zostawiając swojego syna tylko dlatego, że chciał spełniać marzenia.
Rok temu urodził nam się syn – marco. Clement opiekuje się nim najlepiej jak potrafi. Nie chce, aby nasz syn miał takiego ojca, jakiego ma on sam. Obiecał sobie, że będzie go wspierać i nie pozwoli, aby był nieszczęśliwy. Szybko się wszystko potoczyło, ale cieszę się, że moje życie dzielę właśnie z clementem.
*violetta*
Dwa tygodnie po zakończeniu nauki w studio leon ze mną zerwał. Wyjechał do włoch i tam założył zespół. Przez wiele tygodni nie mogłam pozbierać się po naszym rozstaniu. Byłam taka smutna.. Myślałam, że on naprawdę mnie kocha. Tak nagle mnie opuścił. Dzień przed wyjazdem przyszedł do mnie i mi powiedział, tak po prostu. Bez uprzedzenia. Od tamtej pory uważałam go za potwora, któremu obojętne są moje uczucia, który mnie skrzywdził i nic sobie z tego nie zrobił.
Po roku wrócił. Wyjaśnił mi wszystko. Jeszcze przed końcem roku poszedł zrobić badania. Okazało się, że ma raka. Raka mózgu. Gdy się o tym dowiedziałam było mi naprawdę przykro, że nie powiedział mi od razu. Tłumaczył, że chciał mnie chronić. Mówił, że wolał, abym była szczęśliwa z kimś, kto będzie żył jeszcze długimi latami. Żebym ,,nie marnowała” z nim życia. Abym nie cierpiała, chociaż on cierpiał cały czas. Wybaczyłam mu. Za bardzo go kochałam. Zapytałam go ,,dlaczego jednak wróciłeś?”. Powiedział, że chciał ostatnie dni życia spędzić z kimś kogo kocha całym sercem. Chciał być obok mnie. Było mi tak przykro. Świadomość, że miłość mojego życia niedługo umrze, była nie do zniesienia. Prawie cały czas ryczałam. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że on czuł się dobrze. Nic mu nie dokuczało, nic go nie bolało. Nakłoniłam go do powtórzenia badań i czego się dowiedzieliśmy? Że w tamtym czasie badania robiło dwóch leonów verdasów urodzonych w tym samym dniu. Niesamowity zbieg okoliczności. Pomylili wyniki. Tamten chłopak już dawno nie żyje. Mimo, ze to smutna historia, ulżyło mi, że jednak spędzę z moim ukochanym całe życie. Teraz jeżdżę po całym świecie w trasy koncertowe, a kiedy się skończą, planuję wydać album z własnymi piosenkami. Potem chciałabym założyć rodzinę z moim narzeczonym. Leon ma swój wymarzony zespół, który jeździ ze mną. Jesteśmy blisko i już nigdy nie będziemy daleko od siebie.
*angie*
Dzień po zakończeniu nauki violetty w studio german wyznał mi miłość. Przyznał się, że tchórzył. Myślał, że gdy będzie ze mną zdradzi mariję. Jednak zrozumiał, że ona chce jego szczęścia, a nie był by szczęśliwy będąc z kimś innym niż ze mną. Przeprosił mnie, a ja mu wybaczyłam, bo tylko na to czekałam. Aż zrozumie. Wiedziałam, że potrzebuje czasu i dałam mu go. Teraz jestem jego żoną. Co więcej jestem w ciąży. Urodzę bliźniaczki. Violetta także jest szczęśliwa. Zawsze chciała abym była jej zastępczą mamą. Traktowała mnie już tak wcześniej. Mój ślub z germanem tylko przypieczętował tę relację. Jestem taka szczęśliwa. Nie traciłam nadziei, że jeszcze moje życie się ułoży i tak się stało.
*Ludmiła*
Supernowa. Najlepsza. Najpiękniejsza. Najcudowniejsza. Najważniejsza. Niezastąpiona. – taką siebie widziałam przez te wszystkie lata nauki z studio i taka jestem aż do dziś. Oczywiście nie jestem już zepsutą do szpiku kości egoistyczną małpą czekającą na niepowodzenie innych. Jestem pewna siebie, to prawda, ale mam uczucia.
Co się ze mną stało? Jestem gwiazdą. Tak jak sobie wymarzyłam. Rozpoznawalna na całym świecie Ludmiła Pasquarelii. Chwila! Pasquarelli? Pomyliłam nazwisko? Otóż nie ! Wyszłam za mąż za Fede, który oświadczył mi się siedem miesięcy temu, a dwa miesiące temu wzięliśmy ślub. Razem spełniamy nasze wspólne marzenia. Ogólnie mieszkamy w Posadas w Argentynie. Zdecydowaliśmy, że zostaniemy tutaj, jednak tak nie do końca się to sprawdziło, gdyż z powodu tras koncertowych praktycznie w ogóle nie ma nas w domu. Cały czas podróżujemy. Byliśmy już we Francji, Hiszpanii, Portugalii, Belgi, Holandii, Grecji, Austrii, Niemczech, Polsce, USA, Kanadzie, Meksyku, a nawet w Chinach.
W końcu jestem szczęśliwa. Nie jestem sama. Mam przy sobie dwóch mężczyzn, dla których coś znaczę. DWÓCH? A no… Mój tata także mieszka w Posadas. Jest naszym sąsiadem. Podczas naszej nieobecności zajmuje się naszym domem i moim psem Cleo. Tak się cieszę, że go mam. Wspiera mnie i cieszy się razem ze mną. Zapomniałam dodać, że został nauczycielem w studio ,,Dance in my heart” . Obecnie chodzi z Milsą. Jest siedem lat młodsza od niego, ale spoko z niej babka. Jeżeli on jest szczęśliwy to ja też.
PS: Po trasach koncertowych planujemy z Federico założyć rodzinę. Chcę mieć dziecko. Chcę dać mu to, czego ja nigdy nie miałam. Matkę, która będzie ją kochać i będzie przy niej w każdej sytuacji.
Moje życie. Nowe życie.
~Razem możemy osiągnąć tyle , razem mamy ogromną siłę..~
--------------------------------------------------------
Jeszcze raz gratuluje <3
Pozdrawiam Ola <3
sobota, 11 lipca 2015
Chapter 35
Rozdział dedykuje Alicji Pasquarelli <3
~Francesca~
Wybieram się do pobliskiej galerii na "małe" zakupy przed spotkaniem z Diego. W końcu muszę się jakoś prezentować, a po wczorajszym przeglądzie szafy doszłam do jednego sensownego wniosku. Potrzebuję nowych ciuchów. Taki babski wypad, chociaż samotny, może odrobinę pomóc mi ochłonąć po wczorajszej awanturze i rozstaniu z Marco. Nie mam już siły. Do tego słowa Camili. Czy ja naprawdę jestem aż taka zła? Wchodzę do pierwszego sklepu i bez większego zainteresowania przyglądam się sukienkom. Mimo tego, że część z nich rzeczywiście jest całkiem przystępna w fasonie i kolorze to jedyne o czym teraz myślę ani odrobinkę nie dotyczy mody. Cały czas wracam do podejrzeń Marco. Czy on naprawdę sądził, że go zdradzam? Próbując poznać odpowiedź na to pytanie, wchodzę do kolejnego sklepu. Dopiero po pytaniu ekspedientki orientuję się w jakim miejscu się znalazłam.
- Pomóc w czymś pani wybrać? Krawat, koszula dla męża, a może eleganckie spinki do koszuli dla ojca? - zamglonym wzrokiem spoglądam na asortyment i zaczynam ruszać wargami jak ryba wyjęta z wody. Ekspedientka chichocze pod nosem i z szerokim uśmiechem prowadzi mnie do wyjścia.
- Chyba dla pani najlepsza będzie mocna kawa i ogromny kawał ciasta. Tam za rogiem - wskazuje na prawo od sklepu - jest cudowna kawiarenka.
Kiwam głową na znak zrozumienia i cicho dziękuję za pomoc. Szkoda, że w ostateczności ten pomysł okazuje się fatalny. W kolejce spotykam osobę, która cały ranek zaprzątała mi myśli - Marco. Pukam go w ramię, ale on nie reaguje.
- Marco - mówię to trochę zbyt niepewnie, więc odchrząkuję i już o wiele wyraźniej wypowiadam - Marco, porozmawiajmy jak dorośli ludzie. Normalnie, bez kłótni - głos mi drży, ale jestem pewna, że chcę tej rozmowy.
Travelli jak gdyby nigdy nic odwraca się do mnie i mówi obojętnym głosem:
- Stolik pod oknem, poczekam aż sobie coś zamówisz.
Wypuszczam powietrze przez usta. Chociaż chwilowa ulga. Zgodził się na rozmowę. Nie mija pięć minut, kiedy siedzimy na przeciw siebie i wzajemnie lustrujemy się wzrokiem. Pełnym przejęcia głosem przerywam ciszę:
- Wiem, że podejrzewasz mnie o zdradę i pewnie nie uwierzysz gdy powiem, że zawsze byłam ci wierna. Rozumiem. Moje zachowanie różni się od chwil z początku naszego związku, ale postaram się zmienić. Dzięki tobie mogę wrócić do lepszej części mnie. Zwyczajnie potrzebuję pomocy.
Marco milczy, a do moich oczu napływają łzy. Co? Nic mi nie powie? Naprawdę jestem mu tak obojętna?
- Czy byłaby szansa abyśmy znowu byli razem? - pytam z nadzieją chociaż domyślam się, że ma mnie dosyć.
- Jestem z Camilą - takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Chowam twarz w dłoniach, podkurczam nogi do ciała. Nie liczą się spojrzenia ludzi. Oni są obcy. Pomiędzy szlochami słyszę jak Marco wstaje z krzesła i odchodzi, ale z każdym jego krokiem czuję się lepiej.
~Violetta~
Wchodzę do supermarketu. Można zgłupieć jak wydaje się tyle kasy na jedzenie, ale taka rola żony kucharza. Spaceruję między alejkami sprawdzając skład produktów, tylko nieliczne wkładam do koszyka. Coś czuję, że długo mi się zejdzie zanim stąd wyjdę. Nagle wpadam na kogoś, a raczej na jego wózek inwalidzki. Podnoszę wzrok i sprawa staje się jasna, Diego Hernandez.
- O, Diego. Jak dawno się nie widzieliśmy? Co u ciebie? - pojawia się okazja do poznania prawdy o jego małżeństwie z Lu.
Hernandez wzdycha i mówi:
- Jakoś żyję. Niedawno wyszedłem ze szpitala po dwunastu latach, a lekarze zbytnio nie dają mi szans na wstanie z wózka - klepie lekko swój "transport". Osobiście nie mam jakiejś wielkiej ochoty z nim gadać, więc szybko zmieniam temat.
- Rozumiem, wierzę że kiedyś uda ci się wstać - przesłodzony głos à la współczująca Violetta Verdas. - A jak tam układa ci się z Ludmilą. Gdy się ostatnio widziałyśmy dowiedziałam się, że jesteście razem.
- Świetnie. Między nami jest cudownie. Nigdy nie było lepiej.
- Tak? To dziwne, bo wczoraj widziałam ją w czułych objęciach Federico. Wiedziałeś, że wrócił, a może czujesz się zagrożony? - Diego patrzy na mnie jak na idiotkę, w sumie wcale mu się nie dziwie. Zatrzymuje go po dwunastu latach i zadaje pytania dotyczące jego życia jak jakaś świruska. Ale ja muszę wiedzieć, czy Ludmila i Diego naprawdę są małżeństwem, a potem poinformować o tym Pasquarelliego. Ta blondynka, nie będzie robiła z nich idiotów.
- Tak, wiem. Ludmiś mi mówiła. A poza tym zatrzymał się w naszym domu i - przerwał, tak jakby myślał nad odpowiedzią, coś mi tutaj śmierdzi - i mieszka w salonie, u nas, na kanapie, bo tak mieszka sobie i tak wyszło.
Po tej wypowiedzi od razu stwierdzam, że coś jest nie tak. Wszystko nie trzyma się kupy. Pozwolił mieszkać Pasquarelliemu pod swoim dachem, przecież wie co ta dwójka do siebie czuła i zapewne nadal czuje. Pewnie pieprzą się pod jego nieobecność w każdej możliwej pozycji.
Co za dziwka. A gdyby tak... i w tym momencie do głowy przyszedł mi wręcz genialny pomysł.
- Diego, a może spotkamy się w przyjacielskim gronie co? Weź Ludmile i Federico i zjedźmy razem obiad, Leon ma restauracje, więc napewno damy radę - uśmiecham się sztucznie - strasznie nam was brakuje.
Jeszcze w życiu tyle nie ściemniałam. Mam wrażenie, że hiszpan wierzy w każde moje słowo i bardzo mi się to podoba.
- Wiesz co, muszę obgadać to z moją żoną i dopiero wtedy dać Ci odpowiedź, nie chce żeby była na mnie zła za podejmowanie tak ważnych decyzji samemu. Chyba rozumiesz prawda? - Czy on mnie właśnie zbywa? Mnie? Och, pożałujesz tego Hernandez.
- No dobra - przewracam oczami - w takim razie dam Ci numer telefonu, żebyś zadzwonił i dał mi znać - wyciągam z torebki kawałek karteczki i długopis, po czym zapisuje na niej kilka cyfr i podaje zdezorientowanemu Hernandezowi.
- W takim razie papatki - daje mu całusa w policzek i jak najszybciej udaje się w przeciwnym kierunku od inwalidy.
Nie mam zamiaru marnować na niego więcej swojego czasu, w końcu Leon musi upiec mi kurczaka.
~Federico~
Mieszkanie z Ludmilą miało być najlepszym doświadczeniem w moim dotychczas kiepskim życiu, jednak z Diego obok to wszystko jest poprostu istnym koszmarem. Dlaczego? Po pierwsze zero prywatności. Ja i Lu leżeliśmy u niej w pokoju i oglądaliśmy jakąś tanią komedie, w pewnym momencie zaczeliśmy się do siebie zbliżać, byłem tak blisko od poczucia tych jej słodziutkich usteczek, niestety Hernandez wszedł do pokoju, wjebał się miedzy nas i zaczął tulić się do Lusi. To była przesada. A ona jak gdyby nigdy nic przytulała się do niego jeszcze mocniej, czułem się jak piąte koło u wozu. A po drugie on zajmuje łazienkę na prawie trzy godziny, z czego co dziesięć minut woła Lu, aby w czymś mu pomogła i chyba nawet nie chce wiedzieć w czym ona mu tam pomaga. W każdym razie na ten wieczór muszę zapomnieć o Hernandezie i jego wózku, nic nie będzie w stanie zepsuć mi wspólnie spędzonego czasu z Ferro w "Rules".
Poraz trzeci w ciągu piętnastu minut przeglądam się w lustrze. Efekt jest całkiem niezły. Granatowy garnitur idealnie dopasowany do mojej sylwetki, złoty zegarek Michaela Korsa, który zdobi mój lewy nadgarstek i czarne eleganckie buty. Został jeszcze czarny krawat, luźno dyndający na szyji. Cholera w sumie nie zabardzo sobie z nim radzę, nigdy nie potrafiłem ich wiązać, dlatego zakładałem muszki. Dziś jednak chce iść na żywioł, zrobić coś innego. Poza tym krawat wydaje mi się bardziej elegancki i poważny, co pasuje do klimatów restauracji.
Po kilkuminutowej męczarni udaje mi się zawiązać to cholerstwo. Jestem z siebie naprawdę dumny.
- Federico - najpierw dobiega do mnie jej anielski głosik, a po chwili staje w drzwiach mojego pokoju - nici z naszej kolacji.
Wdech. Wydech.
- Ale dlaczego? - zadaje pytanie z nieukrywaną nadzieją, że źle zrozumiałem jej słowa.
- Diego źle się czuje i poprosił mnie, abym z nim została. Wiem to miał być nasz wieczór, ale nie chce zostawiać go samego, zwłaszcza w takim stanie. Przepraszam kochanie.
Słucham jej i przez chwile zapominam o otaczającej mnie rzeczywistości, zapominam gdzie jestem i zapominam co powinienem zrobić. Jedyne o czym teraz myśle to rozkwaszenie mu tej głupiej mordy nawet na oczach Ludmily.
- Federico, słyszysz? - podchodzi bliżej i delikatnie chwyta mnie za ramie - jesteś tam?
- Tak, jestem - potrząsam głową na boki, po czym dwoma palcami podszczypuje skóre na ręku z nadzieją, że to jeden z moich snów, a ja za chwilę się z niego obudzę. Niestety nic takiego nie ma miejsca. Hernandez naprawdę tego pożałuje.
- Czyli co? Nie idziemy tak? Zostajemy w domu, bo pan wielki inwalida źle się czuje?
Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Pasquarelli, uspokój się.
- Fede, błagam nie bądź zły - blondynka masuje przez moment moją klatkę piersiową, a już po chwili przylega do niej i mocno wtula swoje kruchę ciałko. Nie umiem być na nią zły, za długo byliśmy daleko od siebie, żebym teraz miał strzelać fochy, odegram się na Diego kiedy indziej.
- Nie jestem - obejmuje ją ramionami i posyłam uwodzicielski uśmiech - tylko błagam, spędźmy trochę czasu razem. Zróbmy pizze, pograjmy w karty cokolwiek byle razem.
- Dobrze, Diego nam pomoże, co ty na to? - czy ona robi sobie ze mnie jaja?
- Nie, nie jestem za tym, aby on spędzał z nami czas, już i tak wystarczająco zjebał nam wieczór.
- Ale kochanie postaw się na jego miejscu. Diego nie może zrobić sam niczego, ciągle musi prosić o pomoc innych, nie możemy zostawić go samego - i za to właśnie ją kocham. Mogła spędzić czas ze mną, w drogiej restauracji, a potem pewnie w jeszcze droższym hotelu, ona jednak wolała zostać i zaopiekowac się tą łajzom. Jest dla mnie wzorem.
- No dobrze. Tylko się przebiorę i możemu do niego iść.
- Nie musisz się przebierać, bo w tym - wskazuje palcem na mój strój - wyglądasz cholernie pociągająco.
Ferro lubieżnie się do mnie uśmiecha, po czym daje mi niespodziewanego klapsa w tyłek.
- Co to było? - pytam rozbawiony.
- Nic takiego. Pokazuje Ci tylko, że należysz do mnie.
- Tylko do Ciebie księżniczko. Jestem tylko twój.
Daje jej czułego buziaka w polik, po czym odwracam się plecami do niej i zdejmuje spodnie.
- Och, Pasquarelli. Jakie widoki - niestety, ten głos nie należy do Ludmily.
- Wyjdź stąd Diego, nie mam ochoty robić Ci krzywdy - mówie po zorientowaniu się, że Lud nie ma już w moim pokoju, musiała wyjść kiedy pozbywałem się części garderoby.
- O jeju, słyszałem, że miałeś jakieś plany na wieczór, ale chyba nie wypaliły co przystojniaku?
- Zamknij się Diego i wyjdź stąd, nie mam ochoty się z tobą kłócić - wyciągam z walizki dresy i szybkim ruchem wciągam je na tyłek.
- No co ty Feduś, nie pokażesz mi na co Cię stać? Pękasz ? No dawaj ! Dwanaście lat temu byłeś odważniejszy ! - nie mogę dać mu się sprowokować, on tylko i wyłącznie chce tego, abym mu przywalił w ten sposób pozbyłby się mnie z domu w trybie natychmiastowym.
- No, hallo? Oficerze? Poruczniku? Szeregowy? Jak mam do Ciebie mówić, żebyś zrozumiał? - nie reaguje. Nie mam zamiaru zawracać sobie nim głowy, takim zachowaniem tylko się ośmiesza.
Otwieram walizkę i wyrzucam z niej wszystkie rzeczy, muszę czymś zająć ręcę, żeby mu nie przywalić, a poukładanie wszystkiego do szafek jest idealnym rozwiązniem.
- Federico, no nie załamuj mnie. Weź się w garść i przywal mi w mordę. Czekaj, czekaj już wiem co na Ciebie podziała - Hernandez chwyta za koła wózka i prowadzi go w moim kierunku tak, że zjaduje się praktycznie obok mnie.
- Jakk to było? - zastanawia się, a ja nadal nie rozumiem o co mu chodzi, ale bardzo irytuje mnie swoim zachowaniem - a no tak przypomniałem sobie. Waruj ty bezwartościowy psie.
Nie wytrzymuje i wymierzam mu celnego kopa w nogi, na co on reaguje zwijaniem się z bólu... zaraz, zaraz on zwija się z bólu?
- Ty to poczułeś? - pytam zdziwiony, do niego samego chyba jeszcze nie zabardzo dotarło to co się stało.
- Uderz mnie jeszcze raz - wskazuje na kolano - w tym miejscu.
Posłusznie wymierzam jeszcze jedno kopnięcie, a Diego szeroko się uśmiecha.
- Ja to czuje, ja czuje kolano.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoł <3
Jak tam u was mordeczki ? <3
Jeszcze tylko cztery rozdziały i epilog :(
Mam nadzieje, że rozdział się podoba <3
Kocham Ola <3
wtorek, 7 lipca 2015
Wyniki konkursu - Wyróżnienie
Tam, tam, tarararara, tam, tam!
Jak pewnie pamiętacie miesiąc temu ogłosiłam konkurs na One Shota
pt. ,, Koniec Violetty moimi oczami''.
Dostałam naprawdę cudowne prace. Ciekawe, zaskakujące i niesamowite.
Dobra niechce przedłużać, po prostu przejdę do rzeczy.
Wyróżnienie otrzymuje
Alicja Pasquarelli <3
Kochana twój One Shot czytało mi się bardzo lekko i przyjemnie :)
W ramach nagrody otrzymasz
Dedykacje rozdziału i One Shota ^^
Ehh, co tu dłużej pisać, dziękuje za wzięcie udziału w konkursie ^^
Zakończenie Violetty moimi oczami. <3
Opowiadanie pisane jest oczami Ludmily <3 :*
Właśnie dziś mamy skończyć to trzyletnia podróż w tej szkole. Nauczyliśmy się tu pracować w grupie, ćwiczyliśmy swoje umiejętności oraz nabywaliśmy nowe. Właśnie z cala naszą paczka siedzimy przed koncertem w przebieralni. Fede, Leon, Maxi, Diego, Andres śpiewają Mill Vidas Atras. Ja czyli Ludmila maluje sobie oczy, gdy nagle czuje jak ktoś mnie puka...
-Ludmi pomożesz mi z sukieneką, powiedziała Cami. Brodway śpiewa z chlopakami wiec nie moze.
- Jeeeeestttt... to znaczy tak jasne. Uśmiechnęłam się do mojej siostry Violetty, która była zapatrzona w Leona.
Wczoraj w nocy przyszedł do niej na balkon i zaspiewał serenadę miłosną, aby znowu mogli być razem. Oboje tylko męczyli się w tej "przyjaźni". Ja z Fede tez się pogodziliśmy. Włoch z metrową grzyweczką w domu Germana zrobił nam wspaniały piknik, na którym zaśpiewał dla mnie najpiękniejszą piosenkę " Rescata me Corazon" co znaczy uratuj moje serce. Skomponowal ja dla mnie z myślą o naszej miłości. To takie romantyczne. Postanowiłam, że dam mu szanase przecież długo nie wytrzymam bez niego.
Gdy pomagałam Cami z sukienką, Maxi krzyczał - gdzie jest Natalia... Nati... Nati... kochanie gdzie jesteś????
Pędził jak oszalały w przebieralni. Nati jak to ona, się zgubiła... coż poradzić, właśnie za to ją kocham. po jakiś 5 minutach krzyczenia Maxiego chłopaki wkroczyli i zaczeli szuakć razem ukochanej Maxiego. Jacy oni przyjacielscy.
Po umalowniu się postanowiłam z Gery, Fran, Cami i Violą szukać Nati...Gdzie ona może być... Angie z Germanem panikowali, po chwili usłyszeliśmy głos mówiący Ntalia proszona na scene za.. 5... 4... 3......kurcze co my teraz zrobimy. Nagle podszedł do mnie Fede, German i Angie.
-wy leccie zaśpiewac Ti Credo
-dzieciaki dacie sobie rade
-takkk powiedziałam do Angie i Germana.
Po chwili uslyszłam tylko za.. 1.... i poczulam pociągniecie ręki..
- kochanie damy rade... razem Nati sie zanjdzie powiedzial mój ukochany zobaczysz...
- dziękuje. Fede mnie pocałował i weszliśmy na scene. spiewajac już nie martwiłam się tak o Natalie.. wierzyłam, że się znajdzie, wkoncu bylam z Fede a on mi to zapewnił.
Gdy zeszlismy ze sceny okazalo się, że Nati się odnalazła... była na dworzu. bo Bylo jej nie dobrze - to przez ta treme powiedziala.
Nastepni byli LEon i Violetta, wiedzialam, że oni zrobią to o po mistrzowsku. Wkońcu to moja siostrzyczka. Zaśpiewali Abrazeme Y Veras, nie obyło się bez piruetu i na końcu nasi zkochańce się pocałowali
-kocham cie Leon
-a ja cb Violetta
Wszyscy bili im brawo a oni sie uklonili i zeszli ze sceny. Nastepnie w garderobie wybuch huk a co jest przyczyna... oczywiście zgadłes występ chlopaków.
Zaśpiewali " MI PAsion" było świetnie. W powietrzu latała ta nieziemska atmosfera. Około 22 koncert się skończył, a my jak na profesionalistów przystało wyszliśmy wszyscy wszyscy na scene: Brodway, Cami, German, Angie, Clema, Gery, Fran, DIego,Leon, Viola, Fede i ja. Pieknie się ukłonilismy i weszlismy za kulisy, gdzie mieliśmy spotkanie z fanami. To było coś niesamowitego, tyle fanów przyszlo z nami zrobic sobie zdjęcie i dostać autograf. Nie zapomnimy tego do końca zycia. Wszyscy nam życzyli dużo szczęścia zarówno w karierze jak i w milości. Gdy już wszyscy fani poszli German zaproponował impreze. Miala być to taka kolacja, na której oświadzy się Angie. Przez caly koncert wszyscy widzieliśmy jak patrzył się na Angie z niecierpliwością. Cała kolacje z Violka pomogłyśmy zaplanować. Juz wszyscy wiemy o tym z tydzien. Tylko nie biedna Angie, ale myśle, że się czegoś domyśla.
Dojechaliśmy na miejsce a tam ukazał nam się piękny pałac. Przy wejściu wisiały stroje ksieżniczek i ksieciów. Chłopaki poszli się przebrać do meskiej by, po chwili wrócici do swoich ksieżnczek.
Germangie
-Dzieci słuchajcie chciałbym coś oglosic. Wstal podszedl do zszokowanej Angie, ukleknal przed nia:
-Angeles czy po tej jak skomplikowanej drodze naszej miłości wyjdziesz za mnie???
Angie
Bylam tak wzruszona, że nie umialam wydusic slowa, jednak myliłam się German to nie tchórz. Zamiast odpowiedzieć poprostu wpilam sie w jego usta...
-czy to zanczy tak??
-tak kocham cie i spedze z toba reszte zycia <3
Wszyscy sie cieszylismy, a najbardziej ja z Viola. German nasz tata, tak adoptował mnie jakis miesiąc temu. Bardzo sie cieszyłam, że postanowił to zrobic. Moja mama do tej pory sie nie leczy, zrzekła sie praw obowiązku nademna jest mi troche przykro ale....dziś trzeba się cieszyć,że tata wreszcie znalazł wybranke i nie jest to moja mama. zasluzyl na taka małżonke jaką jest Angie. Nareszcie będe miała szczęśliwą rodzinę... zawsze o takiej marzylam... jednak marzenia się spełniaja.
Nagle uslyszelismy dzwiek muzyki i zobaczylismy podchodzacych do nas naszych ksieciów. Każdy porwał w swoje ramiona do tańca swoja wlasna ksiezniczke, która nigdy nie opusci.
Po trzech latach <3
Naxi
Dzis nasza córka ma 3 latka, wtedy na koncercie było mi nie dobrze, nie przez tremę,ale przez ciąże. wiem wpadlismy wczesnie, ale mimo to ciesze się... nie zamieniła bym mojej rodziny na żadna inna.
-kochanie gdzie jest tort dla Alby
- w lodowcce
- o mam go Kocham Cie
- Ja ciebie też :*
Brodcam
Wszystkim się ulozłlo zycie. Mi także, jestem szczesliwą zona Brodweya, z którym mam zespól. Dzis wlanie ruszamy w nasza pierwsza wspólna trasę jako małżenstwo. Tak sie ciesze...
CLery
Niestety nie wyszło mi z Clema. Ta jego maska z Aleksem, powinnam się domyślec, że jest oszustem. Jakis rok temu wyjechał bez rozmowy, pozegnania i do tej pory ślad po nim zaginal. Ja natomiast robię kariere wielkiej tancerki, Tóż po show poszam do Brodweya o pare wskazowek i tak o to jestem na szczycie.Dziekuje Brodway.
DIecesca
-auuuuuuuuuuuuuu Diego...
Tak własnie wygladał poród mojej zony. Wlasnie przewożą ich na sale obserwacji. Jestem taki dumny... mam syna.... jest taki piekny. Podobny do mamy..
-kochanie jak damy mu na imię?
-moze Ruggero?
-jest piekne, tak. Kocham cie
- Ja tez was kocham
Germngie
Dziś slub naszej Violetty. Rok temu nasza mała Viola przyjeła oswiadczyny Leona. Moja córeczk sama jest w trzecim miesiącu, beda mieć chlopczyka. Angie jako ta ciocia a także mama pomaga razem z Lumila przy sukience Violi, ja natomiast jestem przy kosciele z Fede moim przyszłym zięciem i Leonem, który dziś zwiąże się na zawsze z moja córka. Nagle slysze; rozbrzmiały dzwon co oznaczało, że limuzyna juz jest.
Wysiadają z niej Angie, Viola i Ludmi jako świadek i siostra panny młodej. Z Angie nam się bardzo układa obydwoje czekamy na wnuki. Ciesze sie, że po tak skomplikowanych początkach udało mie sie stworzyc taka rodzine. Jestem dumny z nich wszystkich.
Leonetta
-czy ty Leonie bierzesz sobie tom oto Violette za żone?
- tak
- czy ty Violetta bierzesz sobie tego Leona za męża?
-tak
- oglaszam was mezem i zona. Możecie się pocałowac
W kościele rozbrzmiały brawa i tak oto nasza Leonetta jest małżeństwem.
Fedemila
I tak oto skońzyła się nasza przygoda.Zawsze jesteśmy razem. Fede mi sie oswiadczył, planujemy ślub, ale nigdy nie zpomnielismy o naszej pasi do muzyki, co niedziele spotykamy sie u taty i Angie w domu,razem z przyjaciólmi ze studia śpiewamy jak za dawnych czasów.Od studia nic się miedzy nami nie zmieniło, nasza milosc i przyjaźń jest wieczna jak muzyka, która w nas jest.
Jeszcze raz dziękuje i pozdrawiam
Ola <3
niedziela, 5 lipca 2015
Chapter 34
~Violetta~
Łagodne promienie światła delikatnie ogrzewają moją twarz. Dzisiejszej nocy nie zmrużyłam nawet oka, Leon chrapał cały czas i nie słyszał nawet moich prośb, aby po ludzku przekręcił się na drugi bok. Czasem mam wrażenie, że robi to specjalnie, żeby utrudnić mi życie małżeńskie. No, ale cóż nie mam zamiaru dramatyzować z tak błachego powodu.
Przekręcam się na brzuch i obracam głowę w kierunku mojego śpiącego męża. Może i jestem na niego zła, ale z każdą minutą wszystko mi przechodzi. Gdy patrzę na jego twarz taką niewinną to moje serce zaczyna się topić.
W pewnym momencie na mojej tali czuję dotyk męskich dłoni. No, pan Verdas postanowił się obudzić.
- Witaj kochanie - mówi do mnie tym swoim słodziutkim głosikiem, od którego moje zmysły wariują.
- Cześć - odpowiadam mu dość chłodno, nie odpuszcze mu tak łatwo. Nie ma na co liczyć.
- Coś się stało? - pyta mnie, jak gdyby nigdy nic.
- Leon, nie rób ze mnie idiotki
- Nie robie, po prostu nie rozumiem o co Ci chodzi
- Jak to nie rozumiesz? - gwałtownie wstaje z łóżka - a ten wczorajszy wybuch? Co on w ogóle miał znaczyć?
- O jeju świnko, przepraszam. Byłem na maksa zdenerwowany i tak wyszło. Wiem, jestem idiotą, ale przecież wiesz, że Cię kocham - Leon jak zwykle w takich sytuacjach próbuje mnie zmiękczyć.
- Nie Leon. To nie było fajne. Było mi przez Ciebie bardzo smutno - krzyżuje ręcę na piersiach i posyłam mu wściekłe spojrzenie, niech sobie nie myśli, że będzie mu łatwo.
- Żono moja, zmuszasz mnie do ostateczności.
Leon wstaje z łóżka, podchodzi do mnie i delikatnie chwyta w tali.
- Si no puedes escuchar,
aunque insistas hablaré
Si lo quieres, mirame
y tus ojos hablaran tal vez
Sentiras el amor e iras tras el
Hablaras si tu verdad te abrazara
otra vez* - mówiąc szczerze nie za bardzo rozumiem co on tam sobie podśpiewuje, wiem tylko tyle, że wygląda to komicznie.
- Jest jakaś szansa na to, że mi wybaczysz słoneczko? - jego usta wyginają się w przesłodką podkówkę, no i jak ja mam mu nie wybaczyć?
- Ehh! No dobra, ale to ostatni raz. Znaj moją litość, ale za kare zrobisz mojego ulubionego kurczaka - uśmiecham się do niego, po czym łapczywie wbijam się w jego usta.
- Dla Ciebie wszystko skarbie - takie chwike jak ta, uświadamiają mi tylko, że wybierając Leona, zapewniłam sobie cudowne życie, może nie idealne. Nic nie jest idealne, ale szczerze mówiąc wszystko pasuje mi takie jakie jest.
- Tak więc skoro wyjaśniliśmy sobie wszystkie niedomówienia, to powiesz mi gdzie byłaś wczoraj? - mówi rzucając się spowrotem na łóżko.
- Byłam w galerii, zgadnij kogo spotkałam
- Odpowiedział bym, że Świętego Mikołaja, ale mamy połowe czerwca i to byłoby bezsensu - no tak, cały Lajon. Czasami naprawdę zastanawia mnie co dzieje się w jego świecie.
- Spotkałam Ludmile- mój uroczy szatyn zakrztusił się powietrzem - ale słuchaj to nie jest już Ludmila Ferro, tylko Ludmila Hernandez, oni wzieli ślub, rozumiesz to?
- Słucham? - najwidoczniej jest zaskoczony, co się dziwić ja też byłam.
- Mało tego, wieczorem widziałam ją znowu. Tylko, że tym razem w czułych objęciach Federico.
- Żartujesz sobie, prawda? Przecież Fede się załamie jak się dowie, tak bardzo ją kochał. Cholera, jasna - nerwowo przeczesał grzywkę dłonią - mam wyrzuty sumienia.
- Dlaczego? Co się stało? - pytam zaciekawiona.
- Wyrzuciłem go wczoraj z domu. Powiedziałem, że nasza przyjaźń nie ma sensu. Kurwa, jaki ja jestem głupi, powinienem być przy nim.
- Nie obwiniaj się kochanie. Przyjechał tak nagle, a ty nie wiedziałeś jak masz się zachowywać. Zależy Ci na nim, a jemu na tobie. Powinniście wszystko sobie wyjaśnić i dojść do porozumienia
- Niby tak, ale boje się, że on znowu odejdzie - strach dosłownie wymalowany jest na jego twarzy.
- Kotku, ale on już odszedł i to tylko i wyłącznie przez Ciebie.
Całuje go w polik i wychodzę do łazienki. Chwila samotności dobrze mu zrobi.
~Diego~
- W każdym razie, dzięki za wszystko Fran. To miłe, że się tak mną zajęłaś - mówię kiedy Fran pomaga mi wysiąść z taksówki.
- Nie ma za co Diego. To co widzimy się w poniedziałek na lekcjach - uśmiecha się do mnie, a na jej policzki wkradają się dwa szkarłatne rumieńce, to cholernie urocze. Nagle do głowy wpada mi świetny pomysł.
- Tak, a może spotkalibyśmy się jutro w jakieś kawiarni co? Fajnie byłoby odbudować wcześniejsze relacje - proponuje jej, mimo że wiem, o jej związku z Marco. To dziwne, ale ja chyba naprawdę ją polubiłem.
- To całkiem niezły pomysł. Mogę wpaść po Ciebie jutro o pierwszej, ale niczego nie obiecuje, bo ostatnio mam urwanie głowy w pracy.
- Spoko, będę czekał. To do zobaczenia? - pytam z nieukrywaną nadzieją.
- Do zobaczenia - na odchodne dziewczyna całuje mnie w policzek, cholera jej usta są takie miękkie.
Francesca wchodzi do taksówki i odjeżdża. Przez chwile jeszcze stoje i patrze na oddalający się samochód.
A kiedy znika, czuję dziwne poczucie samotności. Może Lu jest już w domu, muszę z nią o tym pogadać, ona napewno powie mi co się ze mną dzieje, bo ja sam już nie wiem.
Kręcę kółkami wózka i wchodzę do winy, no przecież schodami nie wjadę. Ciekawe jak Ludmila bawiła się na posiedzeniu rady, pewnie zanudziła się na śmierć, a teraz odsypia. Nie dziwie się jej, nie ma chyba nudniejszego zawodu. Czasami Ferro przynosi całą tą papierkową robotę do domu, dla mnie jest to czarna magia, ale ona czuje się w tym wszystkim jak ryba w wodzie.
Winda w końcu zatrzymuje się na trzecim piętrze, a ja podjeżdżam pod drzwi mieszkania, wyciągam z kieszeni kluczyki i wchodzę do środka.
- Kochanie, wróciłem - krzyczę, ale nikt mi nie odpowiada. Na środku naszego salonu zauważam stojące walizki, czyżby Ludmila miała zamiar gdzieś wyjeżdżać?
Nagle do moich uszu docierają dźwięki rozmowy dwóch osób. Jeden z nich napewno należy do mojej przyjaciółki, a drugi jest mi znany, ale nie potrafie skojarzyć go z żadnym z naszych znajomych. Cholerka, o co tu chodzi?
- Kochanie, jesteś tutaj?
W pewnym momencie z pokoju gościnnego wyłania się sylwetka Lu.
Dziewczyna o dziwo, nie wygląda na zmęczoną, wręcz przeciwnie ona promienieje.
- Diego, jesteś. Widziałam karteczkę, mam nadzieje, że się nie spiłeś - mówi z nieukrywanym entuzjazmem, co jej dzisiaj jest. Wygrała w totka?
- Nie, nie spiłem się. A tak w ogóle - przerywam i wskazuje palcem na walizki - czyje to?
- To chyba moje - zamieram.
Do pokoju wchodzi sam Federico Pasquarelli. Kurwa jego mać, co ten pieprzony dupek tu robi? Czy nie wyraziłem się jasno mówiąc mu, żeby się odwali... chwila, chwila jak to jego walizki? Tylko nie mówcie mi, że ten jebaniec będzie tutaj mieszkał, ze mną i z Lu. Jezu, jak ona w ogóle może go tu wpuszczać?
- Co nie cieszysz się na mój widok Diego? - posyła mi szyderczy uśmiech. Kurwa, mam mu ochote powybijać zęby.
- Diego, wczoraj spotkałam Federico. On wrócił rozumiesz? Nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze.
Ludmila jest naprawdę szczęśliwa, widać to po niej, ale to nie może trwać długo. Nie pozwole jej zniszczyć sobie przy nim życia.
- No dobra, to super. Ale... co on tu kurwa robi?
- Zamieszka z nami, nie ma gdzie się podziać, a tu będzie mu lepiej. Nie mogę pozwolić, aby mój przyjaciel cisnął się w hotelu - uśmiech z twarzy Federico w bardzo szybki sposób zamienił się w wyraz rozczarowania. Co on sobie kurwa myślał, że ona rzuci mu się w ramiona i będzie jego? Po moim trupie, nie pozwole na to.
- To bardzo miłe z twojej strony Lu. Ja i Diego napewno załapiemy wspólny kontak jak za dawnych czasów. Prawda Diego? - niechętnie kiwam głową na tak, no przecież nie będę kłócił się z nim przy niej.
- Bardzo mnie to cieszy. Mam nadzieje, że zapomnicie o tym co było kiedyś i będziecie żyli w zgodzie - mówi z nieukrywaną nadzieją, a ja mam ochotę powiesić ją na pierwszym lepszym sznurze.
- Ehh, no masz racje Lu - zerkam na koła swojegi wózka - przecież powinienem trzymać sztame z kimś, kto wepchnął mnie na wózek inwalidzki.
- Diego ma racje, zawsze marzyłem, aby utrzymywać kontak z osobą, która dobierała się do mojej dziewczyny.
Atmosfera między nami jest strasznie napięta. Wydaje mi się nawet, że za chwile któryś z nas wybuchnie i rzuci się na tego drugiego.
- W każdym razie, mam nadzieje, że będzie nam się mieszkało cudownie - mówi podeksytowana Lu, czy ona naprawdę nie widzi tego, że ani ja, ani Pasquarelli nie chcemy ze sobą mieszkać?
- Też mam taką nadzieje - wymuszam uśmiech - pojadę do siebie i prześpie się trochę, bo padam na ryj.
- Ej, nie ma opcji - Ludmila podchodzi do mnie i klęka przy wózku - pomożesz mi i Federico rozpakować jego rzeczy.
Mam ochotę pierdolnąć jej czymś w łeb, czy ją już do końca pogięło? Mam pomagać mu się rozpakowywać? I co jeszcze? Mam obejrzeć z nim mecz i napić się wódki?
- Nie Lu. Widzisz, że Diego jest padnięty poradzimy sobie we dwójke dobrze? - zaproponował tym swoim kretyńskim głosikiem, kurwa jak ja go nie lubie.
- No dobrze Fede. Damy rade sami.
Blondynka nieśmiało uśmiecha się do stojącego obok niej chłopaka, na co ten odwzajemnia gest i delikatnie ją do siebie przytula.
- I kiedy zostawiasz mnie samemu sobie. Jestem jak przybłęda bez domu. Jestem jak pies bez kości. Chcę Cię po prostu dla siebie. Muszę Cię mieć, kochanie - wsłuchałem się dokładnie w słowa, które wypowiedział Pasquarelli i od razu tego pożałowałem. Pieprzony poeciarzyna.
I co on sobie myśli, że Ludmila na to poleci?
- Och, Fede. To było takie urocze - najwidoczniej miał racje.
- Och, to nic takiego. Mówię to co czuje.
- Och, zaraz rzygnę tęczą - omijam tą słodką parkę i udaje się do swojego pokoju. Nie mam ochoty dłużej na nich patrzeć.
Wjeżdżam do siebie i próbuje wstać z wózka, aby rzucić się na łóżko. Zazwyczaj pomaga mi przy tym Ludmila, ale dzisiaj niestety jest zajęta przez tego włoskiego frajera. Jak ona mogła mu to wszystko wybaczyć? Przecież kilka dni temu była tak bardzo przez niego zraniona. Czy ona naprawdę musi być taka naiwna?
- Idiotka - wymawiam przez zacisnięte zęby.
- Mam rozumieć, że mówisz o sobie - i znowu słyszę ten jego idiotyczny głos.
Obracam wózek i znajduje się twarzą w twarz z Federico. W jego spojrzeniu widzę nienawiść do mojej osoby i vice versa Pasquarelli.
- Wiem, nie jesteś zadowolony. Ja też nie skacze z radości, jestem tu tylko dla Lu. Poza tym długo tutaj nie pomieszkasz.
- Słucham? - zaciekawiony, próbuje zrozumieć jego wypowiedź.
- Ja i Lu się kochamy i chcemy być razem. Nie staniesz nam na drodzę do szczęścia Hernandez, nie pozwole zniszczyć Ci nas po raz kolejny. Wtedy Ci się udało i choćbym miał Cię zabić to nie pozwole Ci znowu tego zrobić - ton jego głosu jest cholernie poważny, muszę przyznać, że trochę się go boje. Już raz mnie pobił, nie wiadomo co chodzi mu po łbie i do czego jeszcze jest zdolny.
- Nie mam zamiaru niszczyć czegoś, czego nie ma. Lu wyraziła się jasno jesteś jej przyjacielem.
Federico opiera się o framugę drzwi i głośno wzdycha.
- Tak, jesteśmy przyjaciółmi, ponieważ postanowiłem się nie spieszyć. Ale nasza przyjaźń nie potrwa długo, jesteśmy dla siebie wszystkim i nic nie jest w stanie tego zmienić. Przetrwaliśmy dwanaście lat rozłąki, przeżyjemy i to.
- Uwierz mi, Lu będzie szczęśliwsza bez Ciebie - Pasquarelli wybucha gromkim śmiechem, po czym otwiera usta, jednak nie wypowiada, żadnych słów, ponieważ wyprzedza go Ludmila.
- Kochani, obiad jest już na stole. Możemy jeść, idziecie?
- Oczywiście kochanie - wypowiadam z uśmiechem na ustach.
- Już idziemy skarbie - dodaje włoch.
- W takim razie, czekam słoneczka
Federico podchodzi do mnie i chwyta za wózek, który po chwili porusza się w stronę kuchni.
- Pamiętaj Hernandez, ona jest tylko moja - szepcze mi do ucha, a po moim karku przechodzą zimne dreszcze. Ja naprawdę zaczynam się go bać.
~Francesca~
Wysiadam z taksówki i kieruje się w stronę swojego mieszkania. Nie za bardzo mam ochotę wracać, ponieważ czeka mnie rozmowa z Marco. Nienawidzę się z nim kłócić, mimo wszystko kocham go. Ale z drugiej strony jest jeszcze Diego, któy ostatnio zaczął mącić mi w głowię.
W jego obeności czuje się bardzo dziwnie. Wczoraj w tym klubie, czułam się za niego odpowiedzialna, musiałam mu pomóc, a myśl, że będę mogła spędzić z nim jutro trochę czasu naprawdę poprawia mi samopoczucie.
Wchodzę do mieszania i już wiem, że jest coś nie tak.
- Marco? Jesteś tutaj? - niestety odpowiada mi głucha cisza.
Podchodzę do szafy i już wszystko rozumiem. Puste szafki, brak jegi ubań i przerażająca cisza, odszedł. Zostawił mnie. Po moim policzku spływa pierwsza samotna łza, czuje się odrzucona. Jak on mógł mi to zrobić, przecież mnie kochał.
Czy naprawdę jedna, głupia kłótnia miała być na tyle poważna, aby mógł tak poprostu spakować się i wyjść. To nie jest sprawiedliwe, nawet nie dał mi ze sobą porozmawiać. Co za pieprzony dupek, przecież ja nie mam nikogo.
Siadam na kanapie i próbuje ogarnąć natłok myśli, a w oczy wrzuca mi się biała leżąca na stoliku kartka. Biorę ją do ręki i rozpoznaje na niej pismo Marco.
Staram się spokojnie odetchnąć, ale nie za bardzo mi to wychodzi, jestem roztrzęsiona.
W końcu udaje mi się uspokoić, więc zaczynam czytać list.
Droga Francesco!
Jak widzisz wyprowadziłem się, mam nadzieje, że ty i twój nowy fagas będziecie razem szczęśliwi. Teraz możesz pieprzyć się z nim nawet w swoim domu. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wielką ulgę przynosi mi to rozstanie. Ostatnio byłaś nie do zniesienia. Gotowałem, prałem i sprzątałem, a ty miałaś to w nosie. Siedziałaś na dupie i nie interesowałaś się niczym. Powinnaś cieszyć się, że nie odszedłem już dawno temu. W każdym razie teraz będziesz musiała wynająć sobie gosposie, przecież ja nie byłem dla Ciebie nikim więcej. Nie dzwoń do mnie, nie kontaktuj się ze mną, ogólnie zachowuj się tak jakbyśby nigdy się nie poznali. Poza tym Camila też nie chce utrzymywać z tobą kontaktów. Gratuluje Ci, zostałaś sama :)
Marco.
Z moich oczu łzy zaczynają spływać rzeką. Dlaczego Camila nie chce już ze mną przebywać? Co ja jej takiego zrobiłam? I czy napawdę była dla Marco takim ciężarem, przecież go kocham.
Z kieszeni spodni wyciągam telefon i wybieram numer mojej przyjaciółki.
- Francesca, miałaś do mnie nie dzwonić - Camila nie wita mnie zbyt miło.
- O co chodzi? Czemu mam nie utrzymywać z tobą kontaktu? - pytam zrozpaczona.
- Francesca, przez ostatnie lata stałaś się pustą, oschłą lalą. Nie mam zamiaru zadawać się z kimś takim jak ty.
- Cami, ale o czym ty mówisz?
- O czym mówię? Fran pomiatasz mną i Marco na każdym kroku. To nie jest dobre, stałaś się potworem.
- Ale ty też taka jesteś, obie takie jesteśmy - Nie Fran, ja zmieniłam się już dawno temu. Ty też powinnaś o tym pomyśleć. Żegnaj - i rozłączyła się, zostawiając mnie osłupioną.
Potworem? Jestem potworem?
~Ludmila~
Tak bardzo ciesze się, że Diego i Federico się pogodzili. Zależe mi na nich i chce mieć ich obu obok siebie. Myślałam, że będzie to dla nich niekomfortowe, ale patrząc na to, że rozmawiali w pokoju, a potem Fede pomógł Hernandezowi wjechać do kuchni to wydaje mi się, że cieszą się ze swojego towarzystwa. Jestem tak cholernie szczęśliwa, jak jeszcze nigdy. W końcu odzyskałam swojego księcia z bajki, co prawda jesteśmy przyjaciółmi, ale wiem, że to z czasem się zmieni. Zapewne Diego lada dzień pogada z Fede o związku ze mną, Hernandez kibicuje nam jak tylko może, w końcu chce mojego szczęścia. Jest cudownym przyjacielem.
Nagle po moim pokoju rozchodzi się dźwięk pukania do drzwi.
- Proszę - krzyczę, aby któryś z chłopaków usłyszał.
- Nie przeszkadzam? - słysząc ten jego zniewalający głos uśmiecham się najszerzej jak tylko potrafie.
- Ty? Nigdy!
Włoch wchodzi do mojego pokoju i rzuca się na łóżko obok mnie.
- Masz tu całkiem ładnie - mówi rozglądając się po wszystkich kątach.
- Dziękuje, starałam się wszystko dopasować - odpowiadam, uważnie przyglądając się jego ruchom.
- Mam rozumieć, że meble w tym pokoju są dopasowane do siebie tak samo idealnie jak my? - Federico unosi jedną brew do góry i zabawnie nią porusza.
- Oczywiście, PRZYJACIELU - daje nacisk na ostatnie słowo.
- Kochanie bez przesady, przecież wiesz, że jesteś dla mnie kimś więcej
- Niby tak, ale musimy przynajmniej zachowywać pewne granice przyzwoitości - przykładam rękę do jego policzka - ale ten twój dzisiejszy cytacik był słodziutki.
- Zawsze byłem romantykiem, tylko ten Diego nie pasował do klimatu.
- Oj daj już spokój. W ogóle mam dzisiaj dużo roboty, muszę umówić spotkanie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Kurwa, wpieprzyłam się w najgorszą możliwą robotę - ciężko wzdycham i przytulam się do ciepłego torsu Federico. Kurka, ale przyjemnie.
- Sama sobie to wybrałaś, ja mam już emeryturkę - mówi z widoczną ulgą, wojsko napewno było piekłem.
- Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę kochanie
- Mogłaś iść tam ze mną, przynajmniej byłoby co ruchać - na twarz wkrada mu się ten szatański uśmieszech. Och Pasquarelii ze mną się nie zadziera.
- No, ja i twoi koledzy dobrze byśmy się bawili.
- Chyba sobie żartujesz, jesteś tylko moja - wypowiada każdą sylabę tak, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że w tej kwestii nie mam nic do gadania.
- Czy aby napewno panie oficerze? - muszę przyznać, że pełen władzy wojskowy jest chyba pragnieniem każdej kobiety.
- Jestem tego pewny knypku - no i zjebał.
- To nie brzmiało seksi - szepczę oburzona.
- To nie miało brzmieć seksi skarbie.
- Osz ty - odwracam się do niego plecami i udaje oburzoną, niech się teraz przede mną płaszczy.
- Nie obrażaj się, bo nie zaproszę Cię na kolacje - i tu moja duma idzie w zapomnienie.
- Kolacje? - pytam zaciekawiona.
- Tak, chce Cię zabrać do ,, Rules" dziś wieczorem- odparł z dumą.
- Wiesz jak trudno zdobyć tam rezerwacje?
- Wiem, dlatego zarezerwowałem na twoje nazwisko. Tobie odmówić nie mogli - no co za idiota.
- Nie ważne, ważne jest to, że spędzimy miły wieczór w restauracji, na którą mam nadzieje Cię stać - błagam niech nie każe mi za siebie płacić.
- Nie brałbym Cię do takiej restauracj, jeżeli nie byłoby mnie stać - zapewnia, a ja czuje wyraźną ulgę.
Cudowny dzień, cudowny mężczyzna, cudowna kolacja, oby nikt nam tego nie spieprzył.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Violetta- Habla Si Puedes
Wita was Ola <3
Zbliżamy się już do końca historii, szczerze wam powiem, że strasznie się z nią męczę. Sama nie wiem dlaczego.
Nie podoba mi się ten rozdział, jest dziwny, ale coś napisać musiałam XD
W każdym razie pozdrawiam
Ola <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)