Rychła śmierć bliskiej osoby kluczem do kłódki na mych ustach.
Minął rok. Długi, bolesny rok. Trudny rok. Trzysta sześdziesiąt pięć dni wypełnionych smutkiem, płaczem, wspominieniami i tęsknotą.
Powoli szłam główną aleją cmentarza. Obcasy moich czarnych szpilek stukały o asfalt, a wiatr czesał mi włosy.
Przychodziłam tutaj od roku. Siedzenie przy jego grobie uspakajało mnie. Godzinami rozmyślałam, a czasami nawet rozmawiałam z nim, o ile miał na to ochotę.
Oczywiście nie zawsze było tak łatwo, minęło sporo czasu zanim
nauczyłam się nie płakać, naturalnie czasem zdarzy mi się uronić łzę, ale to bardziej ze szczęścia, że mogę być przy nim tak blisko.
Czasami zastanawiam się jakby wyglądało nasze życie, gdybym tamtej nocy przed wyjściem do pracy wyłączyła tą cholerną kuchenkę. Czy byłby tutaj razem ze mną? Czy wzielibyśmy ślub? A może mielibyśmy nawet gromatkę dzieci i mały domek, gdzieś na obrzeżach Londynu. Jest mi ciężko samej, ale staram się patrzeć na przyszłość optymistycznie, we wszystkich kolorach tęczy.
W końcu dotarłam do rzędu P, doskonale pamiętałam tę trasę. Główna aleja, Rząd P, szósty nagrobek od lewej, przy pnie wyciętego drzewa.
Stanęłam przy czarnym nagrobku, razem z jego rodzicami wybrałam wzór, prosty i minimalistyczny. Taki jaki on by chciał.
Zapaliłam znicz i postawiłam go pod jego zdjęciem, poprawiłam białe róże w wazonie i usiadłam na ławeczcę obok. Uśmiechnęłam się do siebię i jeszcze raz zerknęłam na jego uśmiechniętą twarz, widniejącą na czarno-białym zdjęciu.
- Nie martw się Diego - powiedziałam cicho - u mnie wszystko w porządku.
Powoli szłam główną aleją cmentarza. Obcasy moich czarnych szpilek stukały o asfalt, a wiatr czesał mi włosy.
Przychodziłam tutaj od roku. Siedzenie przy jego grobie uspakajało mnie. Godzinami rozmyślałam, a czasami nawet rozmawiałam z nim, o ile miał na to ochotę.
Oczywiście nie zawsze było tak łatwo, minęło sporo czasu zanim
nauczyłam się nie płakać, naturalnie czasem zdarzy mi się uronić łzę, ale to bardziej ze szczęścia, że mogę być przy nim tak blisko.
Czasami zastanawiam się jakby wyglądało nasze życie, gdybym tamtej nocy przed wyjściem do pracy wyłączyła tą cholerną kuchenkę. Czy byłby tutaj razem ze mną? Czy wzielibyśmy ślub? A może mielibyśmy nawet gromatkę dzieci i mały domek, gdzieś na obrzeżach Londynu. Jest mi ciężko samej, ale staram się patrzeć na przyszłość optymistycznie, we wszystkich kolorach tęczy.
W końcu dotarłam do rzędu P, doskonale pamiętałam tę trasę. Główna aleja, Rząd P, szósty nagrobek od lewej, przy pnie wyciętego drzewa.
Stanęłam przy czarnym nagrobku, razem z jego rodzicami wybrałam wzór, prosty i minimalistyczny. Taki jaki on by chciał.
Zapaliłam znicz i postawiłam go pod jego zdjęciem, poprawiłam białe róże w wazonie i usiadłam na ławeczcę obok. Uśmiechnęłam się do siebię i jeszcze raz zerknęłam na jego uśmiechniętą twarz, widniejącą na czarno-białym zdjęciu.
- Nie martw się Diego - powiedziałam cicho - u mnie wszystko w porządku.
Kto z miłości jeszcze nie umarł nie potrafi żyć.
Moje serce kiedyś złamane mocniej kocha dziś.
Moje serce kiedyś złamane mocniej kocha dziś.
Rozstanie z Leonem było dla mnie bardzo trudne, przez długi okres czasu próbowałam pogodzić się z jego decyzją o rozwodzie i zapomnieć o wszystkich planach, które snuliśmy na przyszłość. Jednak rozdział, który toczył się przez moje życie w trakcie rozpaczy po ukochanym uznaje już dawno za zakończony. Teraz jestem szczęśliwa i kto by pomyślał, że facetem mojego życia okaże się być Tomas, uroczy hiszpan, który zainponował mi swoim cudownym uśmiechem. Heredia był ze mną w trudnych chwilach, takich jak rozwód, wyprowadzka czy zmiana pracy.
Pamiętam jak w sądzie dzielnie trzymał mnie za rękę, dodając tym otuchy, miałam wtedy wrażenie, że wszytko będzie dobrze i, że na Verdasie świat się nie kończy.
Kilka miesięcy temu godnie przyjęłam jego nazwisko. Violetta Castillo-Heredia. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, ja i Leon nie byliśmy ze sobą szczęśliwi, a dłuższe ciągnięcie tego związku nie byłoby dobre ani dla mnie, ani dla niego.
Obecnie obydwoje żyjemy w przyjacielskich stosunkach, nie chcieliśmy rzucać w siebie oskarżeniami, patrząc na to, że obracamy się w tym samym towarzystwie.
Jeżeli mowa o znajomościach to kolejnym krokiem do nowego życia po rozwodzie, było pojednanie się z Ludmilą i Francescą. Nie chciałam już żyć z nimi w niezgodzie. Chciałam mieć przyjaciółki, które mogłyby wysłuchać mnie w trudnych sytuacjach, jednak to do Tomasa z problemem idę jako do pierwszej osoby. Ufam mu i wiem, że tylko on potrafi mnie zrozumieć.
Jest moją bratnią duszą. Kocham go i nie chce żadnego innego.
Pamiętam jak w sądzie dzielnie trzymał mnie za rękę, dodając tym otuchy, miałam wtedy wrażenie, że wszytko będzie dobrze i, że na Verdasie świat się nie kończy.
Kilka miesięcy temu godnie przyjęłam jego nazwisko. Violetta Castillo-Heredia. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, ja i Leon nie byliśmy ze sobą szczęśliwi, a dłuższe ciągnięcie tego związku nie byłoby dobre ani dla mnie, ani dla niego.
Obecnie obydwoje żyjemy w przyjacielskich stosunkach, nie chcieliśmy rzucać w siebie oskarżeniami, patrząc na to, że obracamy się w tym samym towarzystwie.
Jeżeli mowa o znajomościach to kolejnym krokiem do nowego życia po rozwodzie, było pojednanie się z Ludmilą i Francescą. Nie chciałam już żyć z nimi w niezgodzie. Chciałam mieć przyjaciółki, które mogłyby wysłuchać mnie w trudnych sytuacjach, jednak to do Tomasa z problemem idę jako do pierwszej osoby. Ufam mu i wiem, że tylko on potrafi mnie zrozumieć.
Jest moją bratnią duszą. Kocham go i nie chce żadnego innego.
Nigdy nie myślałam, że zakocham się w kimś takim jak Ty.
Całkowicie odbiegasz od moich ideałów, a mimo to chcę spędzić z Tobą resztę życia.
Całkowicie odbiegasz od moich ideałów, a mimo to chcę spędzić z Tobą resztę życia.
Ostatni raz poprawiam białą, koronkową suknię i słysząc rozpoczynającą się melodie marszu weselnego stawiam pierwszy krok ku wejściu do kościoła.
Mijam uśmiechających się od ucha do ucha rodziców moich przyjaciół,
różnych znajomych z pracy, kilku sierżantów i pułkowników, ubranych w swoje mundury. Muszę przyznać, że wygląda to niesamowicie.
Gdy znajduję się tuż przy ołtarzu, obkręcam się i staję naprzeciwko mojego przyszłego męża.
W idealnie dopasowanym, czarnym garniturze wygląda wręcz cudownie, a wysoko postawiona grzywka dodaje mu młodzięczego uroku.
Gdyby w liceum ktoś powiedział mi, że moim mężem zostanie Federico Pasquarelli to zwyzwałabym go od najgorszych, zawsze myślałam, że włoch chcę dla mnie źle, że jest zapchlonym, nic nie wartym kundlem, a teraz widzę w nim mężczyznę z którym chcę spędzić resztę swojego życia.
Spoglądam w jego czekoladowe oczy i tonę, zapominając o otaczającej mnie rzeczywistości.
Ceremonia trwa, gdy przyszedł czas na przysięgi, Federico delikatnie chwycił moją dłoń.
- Ja, Federico Pasquarelli biorę Ciebie Ludmile Ferro za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę, aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy jedyny i Wszyscy Święci - kątem oka zerkam na wzruszonego Leona, trzymającego tacę z obrączkami w dłoniach. Uśmiecham się do niego serdecznie, po czym sama wypowiadam słowa przysięgi.
- Co Bóg złączy człowiek niech nie rozdziela - kapłan słowami potwierdza zawarcia sakramentu małżeństwa i w tym właśnie momencie Verdas, który stoi po lewej stronie Federa powinien podejść z obrączkami, jednak ten stoi i patrzy na nas jak gdyby nigdy nic.
- Leon, obrączki - szepczę mój mąż.
Szatyn jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wybudza się ze snu i podaje nam dwa złote kółeczka.
Reszta ceremoni mija w miarę spokojnie. A na słowa kapłana ,, Pan Młody może pocałować Pannę Młodą" Federico namiętnie wbił się w moje usta. Właśnie formalnie zostałam żoną najcudowniejszego mężczyzny na świecie, teraz już nic nas nie rozdzieli.
Czekając na coś magicznego tracimy zwykłe dni. A prawdą jest, że to co najpiękniejsze przychodzi niespodziewanie.
Wesele trwa w najlepsze, goście bawią się w najlepsze, a ja smętnie popijam wódkę przy pustym stoliku. Kątem oka zerkam na wirującą na parkiecie Violette, od momentu naszego rozwodu jest szczęśliwa jak chyba nigdy, a to wszystko zasługa Tomasa. Nie przepadam za nim, z resztą Ludmila i Federico też go nie lubią. Wydaje się nam, że ten palan nie ma dobrych intencji, że za kilja dni odwali coś głupiego i zostawi Vils samą.
Może czasami jestem zazdrosny, w końcu po rozstaniu każda z połówek urządza sobię konkurs, które z nich znajdzie sobię kogoś szybciej, a jak widać ona nie próżnowała, patrząc na to, że przyszła z nim nawet na rozprawę. Piekliłem się ze złości, ale dzięki Federowi i Lu szybko się opanowałem i zrozumiałem, że to, przecież ja dałem jej wolną rękę, to ja pozwoliłem jej zacząć życie od nowa i toja jestem odpowiedzialny za to, że znalazła sobię kogoś nowego.
Nagle ze stanu skupienia wyrywa mnie głośny śmiech rozchodzący się po całej sali, przez chwilę zastanawiam się o co chodzi, ale kiedy spoglądam na Pasquarelliego zdejmującego zębami podwiązkę z uda swojej ukochanej to sam parskam śmiechem pod nosem.
- Niezła uroczystość, prawda? - odwracam się za siebię i wzrokiem odnajduję postać, która przeszkodziła mi w chwili samotności.
Wysoka, piękna brunetka z blond ombre, uśmiecha się do mnie w uroczy sposób.
- Tak, Fede bardzo się starał, aby wyszło idealnie - odpowiadam zafascynowany jej urodą.
W czerwonej sukni trochę przed kolano i czarnych szpilkach, wygląda niesamowicie.
- Lara Baroni, minister brytyjskiej edukacji - podaję mi rękę, którą chwytam i delikatnie całuje. Jej imię i nazwisko brzmi znajomo.
- Leon Verdas, szef kuchni i właściciel dwóch dobrze prosperujących restauracji.
- Czyli na bogato - chichoczę, trzepocząc gęstymi rzęsami - mogę się przysiąść?
- Oczywiście - wstaje i odsuwając krzesło pomagam kobiecie usiąść, po czym sam opadam na siedzenie obok. A po kilku kieliszkach czystej obydwoje wirujemy na parkiecie, cudownie czując się się w swoich objęciach.
To niewiarygodne uczucie, gdy uświadamiasz sobie, że masz osobę, która kocha Cię takim jakim jesteś i chce spędzić z Tobą resztę życia.
Zmęczony opadam na świeżo posłane łóżko w pokoju hotelowym, który razem z Ludmilą udało nam się wynająć. W końcu wracanie o piątej nad ranem do domu, nawalonym jak szpak ze śpiącą żoną pod pachą nie należałoby do łatwych, nie mówiąc już o zszarganej opini mojej pani minister.
- Kochanie - blondynka ubrana tylko w białą, niewinną bieliznę próbuje o własnych siłach wczołgać się z podłogi na łóżko - mogłbyś mi pomóc?
Po chwili wachania postanawiam pomóc mojej żonie wygodnie położyć się obok siebie.
- Nie wypije już nic, nigdy więcej. Alkohol to zło - ledwo mamroczę pod nosem, no tak Lusia nigdy nie miała mocnej głowy.
- Teraz tylko tak mówisz. Jutro wypijesz więcej, bo jak to się mówi czym się strułeś, tym się lecz.
- Chyba Cię do końca pogięło,
mój ty kochasiu, a poza tym - podnosi się do pozycji siedzącej i wlepia we mnie spojrzenie - gdzie moja noc poślubna?
- Twoje szanse na noc poślubną zniknęły z pierwszym schawtowaniem mi się na buty pod hotelem kochanie - przyciągam ją do siebie i delikatnie całuje jej blady policzek.
- W usta - rząda.
- A umyłaś zęby księżniczko? - pytam dla pewności.
- Tak, umyłam. Cała się umyłam i próbowałam ubrać, ale dziwnym trafem skończyłam na bieliźnie - przygryza dolną wargę, a ja już wiem, że to się dobrze nie skończy.
- Kotku jesteś nawalona jak diabli, chcę się z tobą kochać, ale jaki to ma sens, jeżeli ty za chwilę - nagle przerywa mi cichutkie pochrapywanie - zaśniesz.
Śmiejąc się pod nosem przykrywam moją żonę puszystą, cieplutką kołdrą i zostawiam na jej czułku delikatnego całuska.
- Śpij dobrze - szepczę nad jej uchem i układam się obok niej. Jak na zawołanie wtula we mnie swoje kruchę ciałko i słodziutko pomlaskuje na znak uznania.
Odgarniam z jej twarzy kosmyki włosów i zakładam je za ucho. Cały czas zastanawiam się czym zasłużyłem sobię na taki skarb jak Ludmila, nie jestem ideałem, a mimo to udało mi się zdobyć jej serce i wykłóć w nim swoje inicjały. Nie mogłem wymarzyć sobie lepszego życia i nic lepszego nie mogło mnie spotkać, jestem szczęśliwy, wiedząc, że mam dla kogo żyć.
~~~~~~~~
A więc mamy epilog :(
Mam nadzieje, że wszyscy są szczęśliwi xD
Smutno mi żegnać się z tą historią, ale no cóż kiedyś trzeba :(
Smutno mi żegnać się z tą historią, ale no cóż kiedyś trzeba :(
Prolog będzie jutro <3
Pozdrawiam i kocham Ola <3
Pozdrawiam i kocham Ola <3
~~~ POŻEGNANIE MAR :( ~~~~~~~~~~
Dzisiaj mija 174, a zarazem ostatni dzień mojej współpracy z Olą na tym blogu (22.02. - 14.08.2015r.). Napisałyśmy wspólnie dwadzieścia pięć rozdziałów (Chaptery 14 - 39, wyłączając Chapter 34, który Ola napisała sama). To tyle z danych statystycznych.
Teraz chciałabym wyrazić wszelkie uczucia jakie wiązały się ze współpracą i pisaniem tego bloga, ale jest to wręcz niemożliwe. Jestem dozgonnie wdzięczna Oli za danie mi tak wielkiej szansy jaką było współtworzenie tego opowiadania. Z wielkimi emocjami czytałam każdy komentarz, który pojawił się na blogu i pomyśleć, że trafiłam tu zupełnym przypadkiem (podziękowania dla mojej przyjaciółki, to ona nakłoniła mnie do wzięcia udziału w naborze). Nie sądziłam, że tak bardzo przywiążę się do czytelników, opowiadania i jego autorki.
Oficjalnie dziękuję Ci Olu za każde miłe słowo, cierpliwość, wyrozumiałość i możliwość zostania z Tobą do końca opowiadania (w końcu miałam być tu tylko na miesiąc, a wyszło prawie sześć). Mam nadzieję, że będziesz mnie dobrze wspominała i nie zapomnisz o takim potworku jak ja.
Dziękuję również wszystkim czytelnikom, którzy kierowali w moją stronę pozytywne komentarze i słowa wsparcia. Bez Was nie byłoby tego wszystkiego. Dziękuję za jeszcze jedną rzecz. Przed trafieniem na tego bloga podpisywałam się Sabio, a dzięki Wam stałam się Mar. Powstało to tak spontanicznie i naturalnie, że pozostało i pozostanie na długo głęboko w moim sercu.
Kocham,
Mar :*
Kochana ja też jestem Ci wdzięczna za każdą dobrą radę, każde ratowanie tyłka i każdą historię którą mnie raczyłaś <3
Dziękuje za wszystko i życzę Ci powidzenia w dalszym rozwijaniu swojego talentu, mam nadzieje, że nie zapomnisz o takiej mnie :(
Jest mi strasznie smutno, ten czas tak strasznie szybko zleciał, ale przecież
nie rozstajemy się na zawsze, ponieważ w każdej sytuacji możesz do mnie napisać i mieć we mnie wsparcię <3
Uwielbiam Cię dziewczyno <3
I mam nadzieje, że kiedyś może jeszcze uda nam się coś razem napisać <3